List, który płynie morzem. Poczta Żeglarska wróciła do Kołobrzegu po 45 latach, a Difur został statkiem pocztowym
Zaplombowany pakiet listów, jacht zamiast pocztowej furgonetki i stempel, którego nie zdobędzie się w żadnym okienku. Przy okazji 47. Regat o Srebrny Dzwon i 70-lecia Jacht Klubu Morskiego Joseph Conrad do Kołobrzegu wróciła Poczta Żeglarska, stworzona w 1981 roku przez Andrzeja Dębca. Opowiadamy, jak działa i jak jacht Difur przewiózł ją sztormową trasą do Darłowa i z powrotem.
Difur · fot. Jacht Klub Morski Joseph Conrad
Poczta · fot. Jacht Klub Morski Joseph Conrad
Pan Andrzej przywiózł na wystawę znaczek Poczty Polskiej z pierwszym komandorem JKM JC Henrykiem Kuryjem! · fot. Jacht Klub Morski Joseph Conrad
Pakowanie na Difura najważniejszej części wyprawy. · fot. Jacht Klub Morski Joseph Conrad+2Jest w Polsce list, który do adresata nie jedzie furgonetką, tylko płynie morzem. Zanim trafi do skrzynki, dostaje plombę, przechodzi przez ręce kapitana, przeżywa flautę i sztorm, a na kopercie ląduje stempel, którego nie zdobędzie się w żadnym okienku na co dzień. Tak działa Poczta Żeglarska, która w sierpniu 2026 roku, po latach przerwy, wróciła do Kołobrzegu razem ze swoim twórcą. A jej pakiet zawiózł do Darłowa jacht Difur.
Czym jest poczta żeglarska i jak działa
Poczta żeglarska to odmiana poczty specjalnej, czyli usługi organizowanej przez Pocztę Polską we współpracy ze współorganizatorami na ich wniosek. Mechanizm jest prosty i pięknie staroświecki. Nadawcy dostarczają opłacone przesyłki z ustalonym dopiskiem do wyznaczonej placówki, tam listy dostają datownik dzienny, a cały pakiet zostaje zabezpieczony, by zachować tajemnicę korespondencji. Potem do akcji wkracza upoważniona osoba, która odbiera zaplombowany pakiet i, jak głosi regulamin, korzystając ze specjalnego środka lokomocji przemieszcza go do placówki docelowej. Tym razem specjalnym środkiem lokomocji był jacht.
W tegorocznej edycji przesyłki z dopiskiem Żeglarska Poczta Specjalna należało dostarczyć do 7 sierpnia do urzędu Kołobrzeg 1 w zabytkowym gmachu przy ulicy Armii Krajowej. Do przewiezienia dopuszczono listy priorytetowe i ekonomiczne, krajowe i zagraniczne, zwykłe i polecone, a także kartki pocztowe. Po dopłynięciu do urzędu Darłowo 1 każda przesyłka dostała drugi datownik oraz okolicznościowy stempel o treści Dostarczono Żeglarską Pocztą Specjalną, po czym ruszyła do adresatów już zwykłym obiegiem, na zasadach ustawy Prawo pocztowe. Współorganizatorem przedsięwzięcia było Bałtyckie Bractwo Żeglarzy, a pełne zasady opisuje regulamin opublikowany przez Pocztę Polską.

Od Srebrnego Dzwonu 1981 do jubileuszowych znaczków
Historia tej tradycji zaczęła się w Kołobrzegu w 1981 roku, przy okazji Regat o Srebrny Dzwon. Jej twórcą był Andrzej Dębiec, który po wielu latach wrócił z pocztą do miasta i na regaty, jak przypomina Jacht Klub Morski Joseph Conrad. Powrót wypadł w roku podwójnego jubileuszu: klub świętuje 70-lecie działalności, a sama Poczta Żeglarska 45 lat istnienia. Z tej okazji Poczta Polska wydała specjalne okolicznościowe znaczki, a okolicznościowe koperty autorstwa Andrzeja Dębca ze znaczkami można już podziwiać na klubowej wystawie.
Tegoroczny rejs pocztowy domknął żeglarski weekend w mieście: 8 i 9 sierpnia na redzie kołobrzeskiego portu rozegrano 47. Regaty o Srebrny Dzwon, w których zwyciężyły Venandi w klasie Open, King w klasie Yardstick i Ela w klasie DZ.

Difur statkiem pocztowym: kurs 062 na Darłowo
W poniedziałek po regatach, 10 sierpnia, ostemplowany i zaplombowany pakiet trafił na pokład Difura, prowadzonego przez Dorotę i Jarka. Regulamin nie zostawiał pola manewru: ani jachtu, ani kapitana nie można już było wymienić. Statek pocztowy wyszedł z portu w Kołobrzegu po godzinie 13:00 i położył się na kurs 062.
Bałtyk potraktował pocztowców z pełnym repertuarem. Najpierw na dwie godziny wiatr został zupełnie wyłączony, a na podejściu do Darłowa wiało już dobre 5-6 stopni w skali Beauforta. Oczekiwanie na otwarcie mostu okazało się jednym z trudniejszych zadań rejsu, bo w awanporcie mocna fala od rufy szarpała jachtem na cumach. Difur zacumował o godzinie 22:22, choć przy takim wietrze o pełnym odpoczynku przy kei nie było mowy.
Sztormowa doba w Darłowie
Poranek przyniósł niespodziankę: z wizytą przyszli komandorowie Jacht Klubu Królewskiego Miasta Darłowo, Waldek i Paweł, z klubowym proporcem w prezencie i śniadaniem. Potem załoga pobiegła na pocztę, gdzie przesyłki dostały darłowskie stemple, a na pokład trafiła nowa korespondencja do zabrania w drogę powrotną. Sztorm zatrzymał jacht w porcie na kolejną dobę, ale wymuszona przerwa zamieniła się w spacer po mieście, które ujęło załogę życiem toczącym się tuż przy wodzie.
Naprawdę miasto żyje tak blisko wody, kutry, przeładunki, marina dla rezydentów, marina dla gości, knajpki ustawione nad samym brzegiem rzeki Wieprzy, nic nie jest oddzielone wysokimi barierkami od wody, jest na wyciągnięcie ręki.
Tak Darłowo opisali żeglarze z pokładu Difura w klubowej relacji.
Powrót o świcie i pakiet na wystawie
Okno pogodowe otworzyło się dopiero nad ranem. O 4:40 zapadła decyzja, o 5:00 Difur pokonał most i ruszył kursem około 240 stopni w stronę domu, łapiąc po drodze wschód słońca i jeszcze jedną, dwugodzinną flautę. Przed samym Kołobrzegiem załogę powitał widok floty ścigającej się w Offshore Power Race, morskich żeglarskich mistrzostwach Polski załóg wieloosobowych ORC, które właśnie ruszały na kołobrzeskiej redzie.
Po zacumowaniu przy klubowej kei załoga rozliczyła się z poczty, a przywiezione okolicznościowe koperty zasiliły wystawę w siedzibie klubu. Sami pocztowcy nie mają wątpliwości, że ta niesamowita przygoda doczeka się kolejnych edycji. Listy znów popłyną morzem.
Wysłalibyście list Pocztą Żeglarską?























