< Powrót
5
maja 2021
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
archiwum POLsail
polsail
„Baltic Beauty”.

POLsail: zawsze jest coś do zrobienia

Działalność edukacyjna, renowacja statków, prowadzenie przystani i organizacja rejsów to domena żeglarzy z Domu Armatorskiego POLsail. Czy robią coś jeszcze? Pytamy o rozwój firmy w trudnych czasach, nowe przedsięwzięcia i plany na przyszłość.

– Dwa lata temu nasz Dom Armatorski powołał do życia Fundację Dziedzictwa Morskiego i część działalności realizujemy w ramach Fundacji – wyjaśnia Robert Smagoń z POLsail. – Są to działania pro bono. Trochę za sprawą pandemii i spowodowanym nią brakiem możliwości pływania, mamy więcej czasu i realizujemy głównie te plany, na które nie mieliśmy czasu wcześniej. Mogliśmy uruchomić na przykład Szkołę Rzemiosł Tradycyjnych, nasze wieloletnie marzenie, która w miniony weekend zainaugurowała swoją działalność. Na jej potrzeby pozyskaliśmy wrak kutra „Incentive”, który ponad dwa lata zalegał na dnie w gdańskiej marinie. To właśnie na tej łódce poprowadzimy pierwsze warsztaty o profilu szkutniczym. Docelowo Szkoła będzie uczyła także innych rzemiosł.

Kuter  „Incentive”.

Szkoła współpracuje z Izbą Rzemieślniczą, została też objęta patronatami marszałka województwa pomorskiego i Narodowego Muzeum Morskiego. Trwają rozmowy z przedsiębiorcami. Chodzi o to, by dawali możliwość doskonalenia umiejętności młodym adeptom sztuki szkutniczej.

– Mija też drugi rok stypendium morskiego – przypomina Robert Smagoń. – Ideą tego projektu było przyciągnięcie młodych ludzi, pokazanie im rzemiosła żeglarskiego w możliwie szerokim ujęciu, w tym również związanego z budową i naprawą łódek. Tymczasem niespodziewanie, połowa stypendystów to studenci okrętownictwa, którzy przyszli do nas, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o pracy z elementami drewnianymi. Na studiach mają dużo do czynienia z laminatem i stalą, natomiast pracy ciesielskiej jest niewiele. We wrześniu uruchomimy nabór do kolejnej edycji stypendium.

Sporym wydarzeniem w działalności POLsail było otwarcie przystani usytuowanej przy Nabrzeżu Barkowym w Twierdzy Wisłoujście. To unikalne miejsce, nie tylko w Gdańsku, ale na całym wybrzeżu Zatoki Gdańskiej, określane przez wielu mianem „Mazury w mieście”. W przystani znalazły swoje miejsce jachty użytkowane przez POLsail, „Baltic Beauty” i „Baltic Star”. Wkrótce dołączy do nich „Alfred”. Jest tam również, przeznaczona do zajęć praktycznych Szkoły Rzemiosł Tradycyjnych, remontowana jednostka „Incentive”.

Warsztaty ciesielskie zorganizowane przez Fundację Dziedzictwa Morskiego.

– Szkoła ma swoją siedzibę w przystani POLsail – informuje nasz rozmówca. – W tym roku warunki będą tam jeszcze dość skromne – można skorzystać z toalety, dostępu do wody i podłączenia do zasilania. Muszę też dodać, że od połowy czerwca będziemy pływać między Nowym Portem a Wisłoujściem, obsługując połączenia pieszo-rowerowe.

W marcu POLsail i Związek Harcerstwa Polskiego zawiązały spółkę i podpisały umowę dotyczącą  przeprowadzenia remontu oraz dalszej eksploatacji jachtu „Zjawa IV”, który uległ uszkodzeniu po wejściu na mieliznę u wybrzeży Szwecji. Wstępny plan zakłada zakończenie całego przedsięwzięcia jesienią 2024 roku. Z końcem kwietnia nastąpiło przekazanie „Zjawy” do spółki.

– Kolejne nasze przedsięwzięcie wiąże się między innymi z remontem „Zjawy” – wyjaśnia Robert Smagoń. – Uruchomimy wkrótce kanał streamingowy w internecie, na którym będziemy prezentować filmy dotyczące prac na „Incentive” i na „Zjawie”. Widzowie otrzymają szansę wzięcia udziału w niektórych zajęciach oraz staną się mecenasami naszych działań. To będzie taka nasza własna wersja patronatu, z dużą ilością bardzo merytorycznego i praktycznego kontentu.

A co z podstawową działalnością POLsail, czyli żeglugą? Robert Smagoń oraz Justyna Szawelska, współtwórczyni POLsail i prezes firmy czekają na przyjazd turystów do trójmiejskich hoteli oraz na powrót firm do organizacji żeglarskich eventów. W czasie oczekiwania stawiają na rzetelne, prowadzone na małą skalę i w małych grupach, szkolenie specjalistyczne żeglarskie i szkutnicze.

– Kiedy tylko Dania zniesie ograniczenia, wystartujemy z rejsami na Bornholm, skierowanymi do rowerzystów – deklaruje Robert Smagoń. – Chcemy wrócić na tę trasę jak najszybciej, bo już mamy grupę ludzi czekających na „Bornholm rowerem i jachtem”. Nasz model biznesowy zakłada, że pływamy na umiarkowane odległości i nastawiamy się na rejsy skierowane nie tylko do wytrawnych żeglarzy, organizujemy raczej turystykę, gdzie jachty są istotną, ale nie jedyną atrakcją. Poza tym czekamy na powrót żeglarskich festiwali. W tym roku, z powodu pandemii i bałtyckich Tall Ships Races, wiele tradycyjnych imprez na wybrzeżu Bałtyku nie odbędzie się. Nie będzie m.in. festiwalu w Rydze, w Kłajpedzie, przełożony jest Kieler Woche, nikt nie wie jak wyglądać będzie Hanse Sail Rostock. Finał Tall Ships Races odbędzie się w Szczecinie i na nim będziemy obecni.

Justyna Szawelska planowała udział w ubiegłorocznych regatach Setką przez Atlantyk, z Portugalii przez Wyspy Kanaryjskie na Martynikę. Niestety, ponieważ z powodu pandemii regaty zostały przełożone na ten rok, żeglarka zrezygnowała ze startu w imprezie.

– Jednak planów transatlantyckich nie porzuciłam – wyjaśnia. – W pierwszym możliwym czasie, kiedy żeglowanie nie będzie obciążone restrykcjami pandemicznymi, a firma wróci do normalnego funkcjonowania wyruszę na inną trasę. Chcę pożeglować z Francji na Gwadelupę i powalczyć o jak najlepszy wynik czasowy tego skoku przez Atlantyk. Być może uda się to w przyszłym roku.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ