< Powrót
12
sierpnia 2021
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
SAR
ratownicy
SAR w akcji.

Pracowity sezon wodnych ratowników

Załoga jachtu płynącego Pisą zahaczyła o linię wysokiego napięcia, w wyniku czego dwaj żeglarze porażeni prądem wpadli do wody. Na pomoc ruszył 14-letni Ernest. Niestety, za chwilę  ponownie doszło do wyładowania elektrycznego i młody ratownik zniknął pod wodą. Służby ratownicze mają w tym roku bardzo wiele zgłoszeń dotyczących jachtów i żeglarzy. Na szczęście tak tragicznych jest mniej niż np. przed rokiem.

14-letniego bohatera z Pisza nie udało się uratować. Zanim został porażony prądem, zdążył jednego z poszkodowanych odwrócić twarzą do góry i położyć na kamizelkach ratunkowych. Dwaj członkowie załogi feralnego jachtu trafili do szpitala w stanie ciężkim. Gdyby nie Ernest najprawdopodobniej już by nie żyli. Tragedia z 11 sierpnia jest jednym z najpoważniejszych zdarzeń z udziałem jachtów i żeglarzy w tym sezonie. Mimo licznych interwencji służb ratowniczych, do równie tragicznych zdarzeń dochodzi nieco rzadziej niż np. przed rokiem.

– Mamy bardzo pracowity sezon w porównaniu z ubiegłymi latami – mówi Karol Dylewski, ratownik Mazurskiego Pogotowia Ratunkowego. – Równocześnie zdarzeń tragicznych i ofiar śmiertelnych jest znacznie mniej niż w przeszłości. Do tej pory odnotowaliśmy troje zmarłych. Jeśli zaś chodzi o nasze interwencje, to tych dotyczących jednostek pływających i ich załóg jest więcej, niż tych dotyczących plażowiczów, użytkowników kąpielisk. Nie ma dnia bez interwencji – ktoś wpadnie do wody z pokładu, ktoś zachoruje, czy dozna zawału… Jedną z przyczyn wypadków jest nieznajomość przepisów żeglugowych. Często ludzie czarterujący jachty nie mają patentów, nie umieją żeglować. W efekcie, mimo doskonałego oznakowania szlaków i przeszkód wodnych, nie narzekamy na brak pracy. Zdarza nam się także udzielać pomocy żeglarzom znajdującym się na jachtach zacumowanych w przystaniach.

Więcej interwencji

Podobnie, jeśli chodzi o liczbę interwencji ratowniczych, jest na wybrzeżu Bałtyku. Rzecznik Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, Rafał Goeck deklaruje, że liczba akcji przeprowadzonych w tym sezonie jest zdecydowanie wyższa niż  w analogicznym okresie ubiegłego roku.

– Sezon jest intensywny – mówi rzecznik. – Najczęściej pomagamy plażowiczom i turystom. Interwencji na wodzie, dotyczących żeglarzy jest mniej niż w latach poprzednich. Często służymy żeglarzom komercyjnie, na przykład ściągając łódki z mielizn, albo zabezpieczając imprezy. Poważniejszych incydentów nie było zbyt wiele.

Co nie znaczy, że nie ma ich wcale. 21 lipca, na wysokości Kołobrzegu wypadł z jachtu 60-letni obywatel Niemiec. Ratownicy poszukiwali go bezskutecznie, a na jego dryfujące ciało tydzień później trafiła u polskiego wybrzeża załoga holenderskiego jachtu.

Ratownicy SAR i Straż Graniczna uczestniczyli też w akcji ratunkowej na Zalewie Wiślanym zakończonej sukcesem. Z wody wyłowiono wyziębniętego żeglarza, który wypadł z jachtu, kiedy pogorszyły się warunki pogodowe.

– Głównie jednak zajmujemy się ściąganiem plażowiczów, którzy za daleko podryfowali na materacach albo pontonach – mówi Rafał Goeck. – Zdarzają się nam też poszukiwania osób, które pozostawiły ubrania na plaży i zniknęły. Ogółem, w tym półroczu udzieliliśmy pomocy 70 osobom znajdującym się w sytuacji zagrożenia życia, z czego 29 osób było na morzu. Łączna liczba akcji w tym okresie wynosi 172, ale 114 z nich przeprowadziliśmy w lipcu. Jak dotąd nigdy nie mieliśmy w tym miesiącu tak wielu interwencji. Podsumowując, pracy jest bardzo dużo, natomiast jak na taką skalę, do sytuacji naprawdę dramatycznych dochodzi dość rzadko.

Ratownicy Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z zachodniopomorskiego także podkreślają mniejszą liczbę ofiar i tragicznych wydarzeń niż w latach ubiegłych. Od 15 czerwca w tej części polskiego wybrzeża utonęło 11 osób.

– To o dwie mniej, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego – informuje Apoloniusz Kurylczyk z zachodniopomorskiego WOPR. – Trzeba przyznać, że zawdzięczamy tę sytuację dobrej pracy ratowników, ale także odpowiedzialnej postawie większości plażowiczów. Często osoby znajdujące się na brzegu wzywają pomoc lub same interweniują, zanim na miejsce zdarzenia dotrze wsparcie, ratując komuś życie. Sezon jest dość ciężki, mamy sporo pracy, a na dodatek ratowników jest mniej, bo niektóre miejscowości z powodu pandemii ograniczyły zaplecze ratownicze na kąpieliskach. Mimo to nie narzekamy i robimy swoje.

Jest lepiej, ale…

Wiele wskazuje więc na to, że mimo doniesień medialnych i kilku rzeczywiście dramatycznych zdarzeń, tegoroczne lato na polskich akwenach przebiega umiarkowanie spokojnie. Idealnie jednak nie jest – o smutnej rzeczywistości mówi prezes pomorskiego WOPR, Marek Koperski, wskazując najpoważniejsze błędy popełniane przez użytkowników kąpielisk.

– Pracujemy na plażach m.in. we Władysławowie i w Rewie, a także na jeziorach w naszym regionie – informuje ratownik. – Większość pozostałych plaż zabezpieczają we własnym zakresie ośrodki, na których terenie są kąpieliska. Tegoroczny sezon na jeziorach jest w miarę spokojny, problemy są na wybrzeżu morskim. Najgorzej jest przy zmianach pogody. Kiedy pojawia się na maszcie czerwona flaga, ludzie w wielu przypadkach nic sobie z tego nie robią, kąpią się w wodzie nadal. To nieraz kończy się tragedią. Inna przyczyna utonięć, to kąpiel w miejscu niedozwolonym. Niedawno podczas kąpieli poza wyznaczonym obszarem utonęły dwie osoby. 22-letni mężczyzna oraz jego ojciec, który wszedł do wody, by ratować tonącego syna. Nie można ignorować ani czerwonej flagi, ani granicy stref wyznaczonych do kąpieli.

Jak pokazują statystyki, także te najnowsze, lekceważenie sygnałów ostrzegawczych i zakazów jest jedną z najczęstszych przyczyn utonięć. 18 lipca trzech mężczyzn utonęło w Zatoce Gdańskiej, kąpiąc się, mimo wywieszonej czerwonej flagi. Czwarty wszedł do wody mimo zakazu kąpieli we Władysławowie. Niestety utonął.

O tym, że bez względu na miejsce kąpieli i umiejętności pływackie, w wodzie należy zachować szczególną ostrożność świadczą inne tragiczne zdarzenia: 17 lipca w Jastrzębiej Górze utonął 21-latek, a 50-letni pływak nie wyszedł z wody w Kątach Rybackich, 59-latek utonął w Krynicy Morskiej, zaś 53-letni mężczyzna w gdańskim Sobieszewie. Na początku lipca na plaży w gdańskim Brzeźnie ludzie próbowali uratować mężczyznę znoszonego przez prądy w głąb Zatoki Gdańskiej. Utworzono tzw. łańcuch życia. Niestety, akcja zakończyła się niepowodzeniem. Najtragiczniejszym dniem był na całym polskim wybrzeżu 11 lipca. Tego dnia utonęło 9 osób. Jak wynika z policyjnych statystyk, od początku czerwca utonęło w Polsce 167 osób.