< Powrót
11
kwietnia 2019
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Roberta Krzemińskiego
Robert Krzemiński
Robert Krzemiński nad mapą.

Robert Krzemiński: Niepełnosprawni pokonają Atlantyk

O żeglarskich projektach dla osób z dysfunkcją wzroku i ambitnych planach na przyszłość opowiada Robert Krzemiński, prezes Fundacji Zobaczyć Morze.

– Jak powstała Fundacja Zobaczyć Morze?

– Jest kontynuacją projektu „Zobaczyć Morze”, który powstał w 2006 roku z inicjatywy Romana Roczenia, niewidomego szantymana. Pierwszy rejs został zorganizowany przez niego i kapitana Janusza Zbierajewskiego, a ja dołączyłem jako załogant. Od 2007 roku do teraz zorganizowaliśmy już 29 pełnomorskich rejsów, a przez pokład przewinęło się ok. tysiąca osób, z czego pół tysiąca to osoby dysfunkcją wzroku.

– Od samego początku były to rejsy morskie czy zaczęło się od pływania po śródlądziu?

– Roman wcześniej pływał na „Pogorii” i „Zawiszy Czarnym” i bardzo chciał pokazać morze osobom niewidomym. Dlatego od początku formuła jest morska, chociaż fundacja organizuje również imprezy na śródlądziu. Ale nie są to wyprawy żeglarskie na dużą skalę.

– Na czym żeglujecie podczas akcji „Zobaczyć Morze”?

– Przez dziesięć lat pływaliśmy na „Zawiszy Czarnym”, który czarterowaliśmy na miesiąc i organizowaliśmy trzy etapy po dziesięć dni. Przez kolejne dwa lata żeglowaliśmy w Chorwacji na jachtach 45-50 stopowych we flotylli 6-7 jachtów. Chcieliśmy w ten sposób pokazać osobom z dysfunkcją wzroku, czym różni się żegluga na żaglowcu od pływania na mniejszych jednostkach. Natomiast od dwóch lat pływamy na „Kapitanie Borchardcie”. W zeszłym roku były dwa etapy, w tym roku będzie podobnie.

Robert Krzemiński

Za sterem Roman Roczeń, wiceprezes Fundacji Zobaczyć Morze.
Fot. arch. Roberta Krzemińskiego

– Jachty są jakoś specjalnie przygotowywane?

– „Zawisza Czarny” dorobił się instrukcji w postaci książki braille’owskiej opisującej pokład, olinowanie, ożaglowanie i pomieszczenia socjalne – np. kubryk i kambuz. Dodatkowo na wszystkich jednostkach, na których pływamy, instalujemy „mówiący” wskaźnik wychylenia płetwy sterowej oraz „mówiącego” GPS-a wskazującego kurs. To podstawowe narzędzie do tego, żeby osoby z dysfunkcją wzroku mogły na takich samych zasadach jak te widzące, stanąć za sterem i prowadzić jacht czy żaglowiec. Dodatkowo w 2016 roku przyczyniliśmy się do wydania aplikacji na smartfony Seeing Sailing Assistant, która umożliwia słuchanie kursu i prędkości jednostki. Naszą ideą było, żeby osoby niedowidzące, które były z nami na morzu, mogły wybrać się potem pod żagle i czynnie uczestniczyć w rejsie również z innymi osobami.

– W zeszłym roku dwójka żeglarzy związanych z Fundacją opłynęła Horn. To było pokonanie kolejnej symbolicznej granicy?

– Justyna Kucińska i Darek Borowiak zaczynali żeglarską przygodę w projekcie „Zobaczyć Morze”. Justyna brała udział w pierwszym rejsie w 2006 roku, Darek dołączył kilka lat później. Dzięki współpracy ze Śląskim Yacht Clubem zostali zaproszeni do wyprawy na „Selmie Expeditions” i opłynęli przylądek Horn. Bardzo się z tego cieszymy, że nasza idea pokazywania morza zachęca do aktywności.

– Zorganizowane zostaną kolejne takie rejsy?

– Nie znam planów Yacht Clubu Śląskiego, natomiast Fundacja od kilku lat planuje przepłynąć Atlantyk. Jeszcze nie w tym, ani nie w przyszłym roku, ale na pewno niebawem świat żeglarski usłyszy o załodze składającej się z osób niepełnosprawnych, która pokona ten ocean. Mamy zaproszenie od Polonii na Florydzie i tam chcielibyśmy dotrzeć. Marzy nam się też, żeby w Polsce powstał pierwszy żaglowiec dla osób niepełnosprawnych.

Robert Krzemiński

Poznawanie „Zawiszy Czarnego”.
Fot. arch. Roberta Krzemińskiego

– Ile osób gromadzi wokół siebie Fundacja?

– Jeżeli chodzi o czynnych odbiorców naszych inicjatyw, to jest to około 400 osób, zarówno zdrowych, jak i niepełnosprawnych. Zarząd składa się z trzech osób – ja jestem osobą zdrową, a dwóch moich kolegów, Romek Roczeń i Jarek Gniatkowski, to osoby niepełnosprawne. Romek jest ponadto wraz ze mną fundatorem Fundacji. Mamy też wolontariuszy i przyjaciół, którzy nam pomagają. Jest jeszcze Rada Fundacji, w której zasiadają m.in. kapitan Janusz Zbierajewski i Zbigniew Stosio, wieloletni sekretarz generalny Polskiego Związku Żeglarskiego.

– Jak udaje się znajdować fundusze na projekty?

– Z roku na rok jest coraz gorzej. Trudno pozyskać donatorów i sponsorów. Przez ostatnie dwa lata dostawaliśmy dofinansowanie z Ministerstwa Sportu, ale nie jest to pełna kwota budżetu. Na szczęście mamy sponsorów, m.in. DPD Polska, Alior Bank, Kinga Pienińska czy Oshee. Bez nich te projekty by się nie udały i dzięki nim osoby uczestniczące w projekcie ponoszą tylko ok. 40 proc. kosztów.

Robert Krzemiński

„Czytanie” mapy przez jednego z załogantów.
Fot. arch. Roberta Krzemińskiego

– Co czeka Fundację w 2019 roku?

– W tym roku odbędą się dwa pełnomorskie rejsy w sierpniu i wrześniu na „Kapitanie Borchardcie”. Jeden z nich będzie naszym pierwszym etapem typowo młodzieżowym, załogę będą stanowiły osoby w wieku 16-20 lat. Proporcje będą identyczne jak w każdym z innych rejsów, czyli połowa z dysfunkcją wzroku, a połowa zdrowa. Zaprosiliśmy do współpracy trzy ośrodki  kształcące młodzież niewidomą – z Owińsk pod Poznaniem, Warszawy i Lasek pod Warszawą. Mam nadzieję, że co roku uda nam się wplatać w nasze wyprawy właśnie tego typu rejsy. Dodatkowo mamy trzy imprezy na śródlądziu. W czerwcu po raz drugi odbędzie się akcja Zobaczyć Bieszczadzkie Morze – czyli rejs po jeziorze Solina. Wspólnie z Żeglarskim Klubem Uczniowskim Bras z Polic zorganizujemy również czwartą edycję BlinDZ – czyli żeglowania po Zalewie Szczecińskim. Po raz pierwszy wystąpimy w regatach Ratujemy Dezety – mistrzostwach Polski w klasie DZ.

Robert Krzemiński, ur. w 1970 roku w Warszawie. Ekonomista, początkowo zajmował się logistyką, obecnie związany z żeglarstwem. Kapitan jachtowy i motorowodny. Współzałożyciel i prezes Fundacji Zobaczyć Morze, działającej na rzecz osób z niepełnosprawnościami.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ