< Powrót
7
lutego 2019
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
World Cruising Club
regaty

Słynne regaty: Atlantic Rally for Cruisers

Brytyjczyk Jimmy Cornell wymyślił regaty, których głównym celem wcale nie jest zaciekła sportowa rywalizacja. Atlantic Rally for Cruisers odbywają się od 1986 roku, a dla uczestników tej imprezy liczą się przede wszystkim dobra zabawa i przyjemność żeglowania przez ocean.

O tym, że sportowy wynik nie jest najważniejszy świadczy choćby to, że stawka atlantyckich regat podzielona jest na kilka grup, a w Open Division w ogóle nie jest prowadzona klasyfikacja. Z kolei zasady panujące w grupie Cruising Division przewidują możliwość płynięcia… na silniku. Wystarczy zadeklarować organizatorom, jak długo taka żegluga trwała. Najpoważniej do sportowej rywalizacji podchodzą żeglarze startujący w Racing Division, którzy klasyfikowani są według przelicznika IRC i podlegają pieczy Royal Ocean Racing Club.

W 1987 r. Cornell założył World Sailing Club, z siedzibą w Wielkiej Brytanii, który zajął się organizacją dorocznej imprezy. Po odejściu Cornella na emeryturę w 1998 r., stery WSC objął Andrew Bishop. Przedstawiciele klubu podkreślają, że impreza ma przede wszystkim charakter turystyczny i towarzyski, a w najmniejszym stopniu jest wyścigiem. Równocześnie zapewniają uczestnikom bardzo dobrą opiekę. Każda załoga otrzymuje podręcznik regat, ma też dostęp do biuletynów i serwisów pogodowych. Żeglarze mogą nawet liczyć na pomoc w skompletowaniu załogi. Informacje o jachtach przekazywane są do straży przybrzeżnych. Zasady bezpieczeństwa muszą być ściśle przestrzegane przez wszystkich uczestników, a organizatorzy są szczególnie wyczuleni na właściwe wyposażenie jachtów w sprzęt ratunkowy.

Regaty organizowane są co roku w listopadzie, a start wyznaczono w Las Palmas na hiszpańskiej Gran Canarii. Żeglarze mogą płynąć dwiema trasami – bezpośrednio na karaibską wyspę Saint Lucia, albo przez Wyspy Zielonego Przylądka (wyścig określany jako ARC+). W tym roku będą mieli do wyboru także dwie mety. Ta druga znajduje się na sąsiedniej karaibskiej wyspie Saint Vincent. Pokonanie dystansu zajmuje żeglarzom ok. 3 tygodni.

Jako że dla uczestników ARC liczy się przede wszystkim zabawa, organizatorzy pomyśleli o atrakcjach. Wśród nich są koncerty oraz konkursy – kulinarne, na najlepsze wyjaśnienie nazwy jachtu, na najciekawszy blog poświęcony wyprawie, czy najlepsze zdjęcie. Przyznają też od czasu do czasu nagrody – za 5 i 10 miejsce. Inne imprezy towarzyszące to np. szkolenia dotyczące otaklowania, zaprowiantowania, meteorologii, astronawigacji. Uczestnicy mają okazję do wymiany doświadczeń i wzbogacenia o nową wiedzę. Jako że w regatach biorą udział całe rodziny, organizatorzy deklarują, że każdego roku trasą przez Atlantyk przepływa ok. 20 dzieci. Żeglarze zabierają też na łódki zwierzęta.

Załoga jachtu biorącego udział w regatach musi liczyć co najmniej dwie osoby. Poza tym jednostka powinien mierzyć od 8,23 m do 25 m, a żeglarze muszą udokumentować morskie przeszkolenie lub… po prostu dopłynąć do Las Palmas. Oczywiście łódka musi posiadać wyposażenie ratunkowe wymagane przez ISAF. W regatach mogą pływać też wielokadłubowce.

Impreza co roku przyciągają około 200 załóg. Wśród uczestników pojawiają się również Polacy. Niektórzy z nich odnoszą na atlantyckiej trasie znaczne sukcesy, jak np. Janusz Owczarek, który z załogą na katamaranie „Blue Ocean” zwyciężał w latach 2011 i 2013. Inne polskie jachty startujące w ARC to chociażby „Nashachata 2” Zbigniewa Jałochy, „Per Sempre” Andrzeja Ciepały, „Royal Cracow” Witolda Maleka, „Sancta Anna” Andrzeja Pietruchy, „Dada” Sobiesława Zasady czy „Ice Cat” Inge Brattiego (zwycięzca w klasyfikacji katamaranów w 2018 r.). Na tegorocznej liście znalazło się już ponad 100 jachtów, a czy do wyścigu staną polskie załogi, przekonamy się w listopadzie.

Strona regat