< Powrót
11
lutego 2021
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Narodowe Archiwum Cyfrowe
nad Bałtykiem
Holownik „Tytan” łamiący lód w basenie w gdyńskim porcie.

Słyszeliście o… najostrzejszych zimach nad Bałtykiem?

Gdański port był skuty lodem do maja, na Morzu Bałtyckim stawiano karczmy, a po Zatoce Puckiej jeździły samochody. W przeszłości zimy nad Bałtykiem bywały dużo gwałtowniejsze i znacznie bardziej surowe niż obecnie.

Od kilku dni na Wybrzeżu panują kilkunastostopniowe mrozy i obfite opady śniegu. To pierwsza taka zima od kilku lat, więc robi wrażenie – choć dawniej ani takie temperatury, ani pokrywa śnieżna nie budziły zdziwienia. Ale nawet polska zima stulecia z 1979 roku nie umywa się do warunków, które panowały nad Bałtykiem przed wiekami.

Od XIV do połowy XIX wieku w Europie trwała tzw. mała epoka lodowcowa, czyli okres ochłodzenia klimatu. Pierwszy poważny atak zimy miał miejsce już na początku tego okresu, a niemieccy i skandynawscy duchowni zapisywali w kronikach, że kupcy pomiędzy Norwegią a Szwecją podróżowali po lodzie, a słowiańscy zbójnicy napadali Danię przechodząc po zamarzniętym Bałtyku. W relacjach pojawiały się też informacje o karczmach, w których mogli zatrzymać się strudzeni podróżni.

Stawiane na Bałtyku tawerny pojawiały się również w późniejszych zapiskach, a w 1539 roku Olaus Magnus – jeden z pierwszych skandynawskich kartografów – umieścił je na mapie północnej Europy. Na „Carta Marina” widać pokrywę lodową na południowym Bałtyku, sięgającą aż do Bornholmu oraz liczne karczmy. Mówiło się też, że po lodzie można było dotrzeć aż do Szwecji.

nad Bałtykiem

Karczmy na zamarzniętym Bałtyku na mapie „Carta Marina”.

Nawet jeżeli nie całe Morze Bałtyckie zamarzało, Zatoka Gdańska potrafiła być zablokowana aż do wiosny. Podczas wielkiej zimy w 1709 roku zamarzła prawie cała Europa, włącznie z Zatoką Wenecką. Na Bałtyku było jeszcze gorzej – przez silny mróz i lód przez cztery miesiące można było przejść z Danii do Szwecji, a pierwszy statek wpłynął do Gdańska dopiero 11 maja.

W XX wieku, choć formalnie już po małej epoce lodowcowej, zdarzały się nadzwyczaj ostre zimy. W styczniu 1937 roku lód zablokował funkcjonowanie portu w Gdyni. Sytuacja była tak poważna, że na prośbę Urzędu Morskiego Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwróciło się do Estonii z prośbą o przysłanie lodołamacza. Na początku lutego statek „Tasuja” przypłynął z Tallina do Gdyni, udrażniając tory wodne i baseny portowe. Rybacy z Półwyspu Helskiego wykorzystywali grubą warstwę lodu do transportu – jak donosił „Nowy Przyjaciel Ludu”, niejaki Budzisz woził towary po zatoce z Helu do Pucka samochodem ciężarowym.

Jeszcze w latach 80. na tyle gruby lód skuwał Zatokę Pucką, że można było latać na bojerach, a każdego roku Gdański Okręgowy Związek Żeglarski (obecnie Pomorski Związek Żeglarski) organizował kilka kursów na patent żeglarza i sternika lodowego. Ocieplenie klimatu jednak postępuje, a mroźne i śnieżne zimy – takie jak tegoroczna – stają się ewenementem.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ