< Powrót
2
marca 2021
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
Morskie Żeglarskie Mistrzostwa Polski
Morskie Żeglarskie Mistrzostwa Polski odbywają się do dzisiaj.

Słyszeliście o… tragicznych Morskich Żeglarskich Mistrzostwach Polski?

Kiedy w niedzielę 7 sierpnia 1983 roku w Gdyni rozpoczynały się Morskie Żeglarskie Mistrzostwa Polski, nic nie zapowiadało tragedii. Niestety – przez złą pogodę i zlekceważenie zasad bezpieczeństwa zginął człowiek.

Choć na polskich regatach zdarzały się wypadki, a w 1981 roku na Zatoce Puckiej po wywrotce sportowej 420-tki utonął 18-letni zawodnik, tragedie przez blisko trzy dekady omijały Morskie Żeglarskie Mistrzostwa Polski. Miało się to zmienić 13 sierpnia 1983 roku. Kilka dni wcześniej, 7 sierpnia 42 jednostki z grupy jachtów małych, przy dobrej pogodzie rozpoczęły rywalizację na Zatoce Gdańskiej.

Wśród 16 jachtów z grupy QTC o mistrzostwo walczył także „Szalony Koń II” z Yacht Klubu Przemysłu Okrętowego przy ZUE „ELMOR” w Gdańsku. Komandor klubu i stały kapitan jednostki Zdzisław Buder za sterem postawił swojego znajomego – czechosłowackiego żeglarza Josefa Matejkę – a sam pełnił funkcję I oficera.

Pierwsze dni Morskich Żeglarskich Mistrzostw Polskich upłynęły spokojnie. Pogoda była na tyle dobra, że kapitan i załoga „Szalonego Konia II” pozwolili sobie na poluzowanie zasad bezpieczeństwa. 10 sierpnia w nocy, podczas wyścigu o długości 120 Mm, kapitan polecił założenie kamizelek asekuracyjnych, ale załoga przekonała go, że w tak bezwietrznych warunkach nie ma takiej potrzeby. Tylko najmłodszy członek załogi dopełnił obowiązku.

11 sierpnia o godzinie 20 rozpoczął się ostatni, piąty wyścig, o długości 200 Mm. Początkowo dobra pogoda się utrzymywała, ale przez nagły poryw wiatru na „Szalonym Koniu II” rozerwał się spinaker. Sytuacja zmieniła się wieczorem następnego dnia, wzmogły się wiatr i fale, zaczął padać deszcz. Za sterem w nocy z 12 na 13 sierpnia stał I oficer – Zdzisław Buder, ubrany odpowiednio na te warunki, ale bez kamizelki asekuracyjnej. Nie był też przypięty do jachtu. Około 1.20 w nocy podjął decyzję o zdjęciu foka i zarefowaniu grota, a za sterem zmienił go Josef Mateja.

Podczas refowania żagli, kiedy I oficer znajdował się na pokładzie nadbudówki, po uderzeniu silnego podmuchu wiatru i fali, „Szalony Koń II” gwałtownie się przechylił. Zdzisław Buder wypadł za burtę. Załoga szybko rozpoczęła akcję ratowniczą – rzuciła mu koło ratunkowe, wykonano zwrot przez sztag. Niestety, kiedy jednostka wróciła na miejsce wypadku, żeglarza nie było. Do poszukiwań szybko włączyły się okręty Marynarki Wojennej i inni uczestnicy mistrzostw. Nie przyniosły one sukcesu.

Późniejsze śledztwo Izby Morskiej wykazało, że przyczyną dramatu było m.in. to, że jacht nie miał odpowiedniego wyposażenia ratunkowego, a I oficer nie był przepięty pasem bezpieczeństwa, ani nie miał założonej kamizelki ratunkowej.

Co myślisz o tym artykule?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ