< Powrót
9
marca 2021
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Fb/GuirecSoudeeAventurier
żeglujących zwierzętach
Guirec Soudée i kura Monique na jachcie.

Słyszeliście o… żeglujących zwierzętach?

Psy, koty, a nawet ptaki – od wieków towarzyszą ludziom w morskich wyprawach. W krótkiej opowieści o żeglujących zwierzętach postanowiliśmy przypomnieć losy niektórych słynnych czworonożnych i skrzydlatych podróżników.

19 i 11 lat – tyle spędziły w rejsie z kapitanem Jerzym Radomskim, w trwającej 32 lata żeglarskiej epopei na pokładzie „Czarnego Diamentu”, psy Burgas i Bosman. W tym czasie żeglarz przepłynął 240 500 mil morskich, odwiedził 82 państwa oraz 449 portów.

Burgas pochodził z Bułgarii i pływał z kapitanem w latach 1978-1991, a Bosman przyszedł na świat w Republice Południowej Afryki i żeglował w latach 1990-2009. Jak wspominał Jerzy Radomski, Burgasowi zawdzięcza życie, bo ostrzegł go przed atakiem piratów. Swoim czworonożnym przyjaciołom żeglarz poświęcił książkę „Burgas i Bosman – psy z Czarnego Diamentu”. Oto jej fragment:

Burgas z Bosmanem spędzili razem ponad dziewięć miesięcy. Staruszek Burgas już bardzo słabo widział i słyszał, a mimo to starał się być czujny. Łatwo było zauważyć, jak szybko Bosman się uczy od starszego kolegi. Kiedy ktoś zbliżał się do jachtu, Burgas inaczej witał swoich, a inaczej reagował na obcych. Jego szczekanie albo było radosne, albo bardziej donośne, groźne. Czasami szczerzył zęby. Bosman starał się go cały czas naśladować. Ale robił to inaczej. Szczekał bardzo radośnie, no i zawsze machał przyjaźnie ogonkiem.

Kiedy w 2010 „Czarny Diament” wrócił do Polski, na jego powitanie w Zatoce Pomorskiej wypłynęło kilkadziesiąt łodzi i statków. Kapitana witano hucznie, przy dźwiękach orkiestry Marynarki Wojennej i armatnich wystrzałach. Niestety, nie było już z nim Burgasa i Bosmana.

Kolejny żeglujący pies to Wacek, rasy Jack Russell terrier, „załogant” kapitana Tomasza Lewandowskiego. W latach 2007-2008, na pokładzie „Luki,” opłynął z kapitanem świat w rejsie non stop ze wschodu na zachód. Żeglarz pisał o Wacku w dzienniku pokładowym:

Wczorajszy dzień niczym nie różnił się od poprzedniego, plaga ryb latających, że nie nadążam ich wyrzucać. Głupie stworzenia, mimo siatki na całej wysokości relingu lądują jakoś na pokładzie. Wacek ma z nimi zabawę, bo kiedy tylko taka wleci, to i on leci i skacze wokół, warczy, szczeka, jak gdyby walczył z latającym smokiem.

Trasa tego wokółziemskiego rejsu prowadziła z portu Ensenada w Meksyku przez Pacyfik, wzdłuż wybrzeży północnej Australii, obok przylądków Dobrej Nadziei w RPA i Horn w Ameryce Południowej. Po 392 dniach oraz pokonaniu 28 710 mil morskich kpt. Lewandowski powrócił do Ensenady. Opłynął ziemię „w przeciwnym kierunku” jako pierwszy Polak i szósty żeglarz na świecie.

A jeśli chodzi o koty, to i wśród nich nie brakuje wilków morskich. Jednym z tych, które miały swoje medialne „5 minut” jest kotka Samira. Stała się słynna po tym, jak świat obiegła wieść o pechowym polskim żeglarzu, Zbigniewie Rekecie. 24 grudnia 2017 r. został uratowany przez Służby Ratownictwa Morskiego Reunion. Przez siedem miesięcy dryfował w swoim uszkodzonym jachcie po Oceanie Indyjskim. W tym czasie on i jego kotka odżywiali się głównie zupkami chińskimi oraz rybami złowionymi harpunem własnej roboty. Polak wypłynął w maju 2017 r. z Komorów do Republiki Południowej Afryki. Podczas rejsu jacht – przebudowana szalupa ratunkowa – uległ uszkodzeniu, podobnie jak urządzenia komunikacyjne i nawigacyjne. W końcu żeglarz został zauważony w okolicach wyspy Reunion.

Po uratowaniu Zbigniew Reket zacumował na dłużej w Reunion, gdzie chciał zarobić na remont jachtu i kontynuację rejsu. Jego dalsze losy oraz losy Samiry, nie są znane.

Nieznane są także losy najsłynniejszego kota-żeglarza, Umbriagi, który w latach 40. i 50. minionego stulecia mieszkał w Szczecinie i był stałym lokatorem przystani Akademickiego Związku Morskiego (obecnie Jacht Klub AZS Szczecin).

Jego imię to zniekształcone słowo, które żeglarze zaczerpnęli z pokazywanego w tym czasie w kinach włoskiego filmu. Kocur często pływał na jachtach lokalnych żeglarzy i stał się powszechnie znany w szczecińskim środowisku żeglarskim. Niestety nie było mu dane uczestniczyć w dalekich rejsach, bo w tamtych latach możliwa była żegluga jedynie po jeziorze Dąbie. Na Odrę, uznawaną za rzekę graniczną, a tym bardziej graniczący z Niemcami Zalew Szczeciński nie wpuszczały żeglarzy Wojska Ochrony Pogranicza. Na początku lat 50., prawdopodobnie w roku 1953 Umbriaga zszedł z jachtu stojącego w kanale Czapina na wyspę Dębinę i zaginął bez śladu.

Jego sława przetrwała. Dziś w szczecińskiej Alei Żeglarzy stoi pomnik Umbriagi. Powstały też o nim szanty oraz książeczka dla dzieci, a jeden z jachtów nosi jego imię. Wśród Międzynarodowych Nagród Żeglarskich Szczecina, ustanowionych w 2016 r. i przyznawanych corocznie w 10 kategoriach przez prezydenta Szczecina za działalność żeglarską na terenie polskiego i niemieckiego Pomorza, jest Nagroda Kota Umbriagi. Trafia do dzieci w wieku od 6 do 13 lat za ich osiągnięcia żeglarskie, albo placówek krzewiących żeglarstwo wśród dzieci. Ma postać statuetki kota w marynarskim stroju.

Psy, koty, żółwie, małpy, flaming, papugi, mangusta – takie zwierzaki przewinęły się przez pokład „Daru Pomorza” podczas rejsu dookoła świata w latach 1934-1935. Trzeba przyznać, że trudno o bardziej zwierzęcą wyprawę żeglarską. Tak ją wspominał uczestnik wokółziemskiej wyprawy Jerzy Rokiciński:

Na statku utworzono nowy urząd „zoologa”, który opiekuje się zwierzyńcem. W każdym odwachu jest jeden taki zoolog – ze zwierzętami jest dużo kłopotu, gdyż Moniek płata rozmaite figle, pelikany zanieczyszczają pokład i ciągle węszą w kuchni, czując że tam najłatwiej można złapać coś do jedzenia. Po pokładzie spacerują zawsze razem, a często także w towarzystwie flaminga. Ten ostatni nie czuje się pewnie na swych długich nogach i pod wpływem kołysania się statku traci równowagę; niewątpliwie wolałby brodzić po ciepłych wodach przybrzeżnych, niż korzystać z naszej gościnności i opieki.

Szczęśliwie większość egzotycznych zwierzaków, zbieranych przez załogę w kolejnych portach, do których zawijała fregata, dotrwały do jej końca i zamieszkały potem w warszawskim ogrodzie zoologicznym.

Szop pracz o wdzięcznym imieniu Miś nie był jedynym „misiowatym” w historii „Daru”. Do dziś wspominany jest też Miś vel Misio, który był psem. Miał nawet budę, ulokowaną w bardzo dobrej lokalizacji – tuż za kuchnią.

Inna słynna załogantka „Daru Pomorza” to Pani Walewska, kotka, która trafiła na statek z rodzeństwem: Peggy, Blacky i Bucem w 1946 roku, podczas rejsu „Daru Pomorza” do Marsylii.

Dziś, kiedy „Dar” jest już obiektem muzealnym, także ma kocią lokatorkę. To Fela. Wprawdzie nie są jej dane egzotyczne wyprawy, ale za to ma zagwarantowaną stałą opiekę i pełną miskę. A i chętni do głaskania jej puszystej sierści zawsze się znajdą.

Na brak żeglarskich przygód nie mogła za to narzekać Monique, kura pływająca z francuskim żeglarzem Guirecem Soudée. W drugiej dekadzie XX stulecia przez kilka lat wspólnie przemierzali morza i oceany. Kura pochodzi z Wysp Kanaryjskich i zaokrętowała się na jacht w 2013 r. Człowiekowi chodziło o stałe źródło białka w postaci jajek, a kura okazała się stworzona do żeglugi. Monique nigdy nie miała choroby morskiej, nawet podczas rejsu przez Atlantyk. Za to w ciągu 28 dni oceanicznego przelotu zniosła 25 jaj. Podczas pobytu na Karaibach Monique nauczyła się nawet pływać i surfować. Morskie eskapady zawiodły niezwykły duet aż na Grenlandię.

Guirec nie ogranicza się do „standardowego” żeglowania. Właśnie zakończył trwającą 74 dni eskapadę łodzią wiosłową z Wysp Kanaryjskich przez Atlantyk. W tej podróży, ze względu na jej trudy i ograniczoną powierzchnię łodzi, Monique mu nie towarzyszyła. Jednak „kurzy” akcent został zachowany – podróż zakończyła się na antylskiej wyspie Saint-Barthélemy. To właśnie tam, w roku 2014 Guirec i jego kura zeszli na ląd po pierwszym wspólnym transatlantyckim rejsie.

Wszystkie te przykłady pokazują, że żeglowanie ze czworonogami i skrzydlatymi przyjaciółmi jest możliwe. Trzeba jednak pamiętać, że wybierając się w dalszy rejs ze zwierzakiem należy najpierw dowiedzieć się, czy nasz pupil w ogóle nadaje się na taką wyprawę, czy zniesie dłuży pobyt na ograniczonej powierzchni jachtu i jak na jego obecność na pokładzie (oraz na jego zejście na ląd) zapatruje się prawo obowiązujące w krajach, które chcemy odwiedzić.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ