< Powrót
24
stycznia 2018
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Clicanoo.re
Alain Djeutang przekazuje paszport Zbigniewowi Reketowi.

Uratowany Polak zamieszkał na Reunion

Polski żeglarz Zbigniew Reket, który 24 grudnia został uratowany na Oceanie Indyjskim przez służby ratownictwa morskiego Reunion nadal przebywa na terytorium tego zamorskiego departamentu Francji. Zapowiada, że nie wróci do Polski.

54-letni Reket został odnaleziony po 7 miesiącach dryfowania po oceanie w szalupie ratunkowej przerobionej na jacht. W tym czasie odżywiał się głównie zupkami chińskimi oraz rybami złowionymi na harpun własnej roboty. Maszt łódki był złamany, jednostka była pozbawiona prądu. Do ocalenia życia Polaka przyczyniła się niewielka płytka solarna wytwarzająca prąd. Zadziałała na chwilę w rejonie miasta na Reunion, Le Port. Dzięki temu mógł wezwać pomoc.

Historię Zbigniewa Reketa opisaliśmy tuż po tym, jak został szczęśliwie przetransportowany na stały ląd. Reket wyjechał z Polski w 2003 r. W Stanach Zjednoczonych uzyskał zieloną kartę, której ważność wygasła po jego kilkuletniej nieobecności w USA. W feralny rejs wypłynął z Komorów, gdzie spędził ponad dwa lata.

Z informacji podawanych przez lokalne media na Reunion wynika, że Zbigniew Reket kilka dni temu otrzymał z ambasady RP w Paryżu tymczasowy polski paszport. W jego wyrobieniu pomógł mu Alain Djeutang, prezes organizacji Les Amis des Marins, który gościł też u siebie Polaka podczas Sylwestra. Dziś żeglarz nadal mieszka na pokładzie swojej łódki wraz z kotką Samirą, która towarzyszyła mu podczas kilkumiesięcznej eskapady. Lokalna organizacja charytatywna pomaga mu zaopatrzyć się w ubrania i żywność.

Jak dowiedzieliśmy się od przedstawiciela Les Amis des Marins, Polak jest z zawodu budowlańcem, chce na razie zamieszkać na Reunion i podjąć tam pracę. Żeby mógł to zrobić legalnie, musi otrzymać numer ubezpieczenia społecznego, o co będzie się teraz starał. Niewykluczone, że w przyszłości będzie chciał wrócić do Stanów Zjednoczonych.

Sprawa jego wielomiesięcznej żeglugi i ocalenia przez służby ratownicze wzbudziła ogromne zainteresowanie mediów na całym świecie, jednak Zbigniew Reket unika kontaktu z dziennikarzami i stara się zorganizować sobie życie na wyspie. Taką informację przekazała nam Polka mieszkająca na Reunion, która spotkała się z nim tuż po jego przybyciu.

– Pan Zbigniew zostanie tu raczej na długo – mówi Marlena Szabla. – Nie chce wracać do Polski, a do Stanów na razie nie może, więc nie ma wyboru. Musi w tym roku polecieć do Francji, gdzie złoży wniosek o stały paszport, musi naprawić łódź. To wymaga pieniędzy, których nie ma. Z tego co wiem, nie ma też żadnej rodziny ani w Polsce, ani w USA. Mieszka na łodzi i chyba będzie chciał na niej zostać. Proponowano mu schronisko lub jakiś pokój, ale się nie zgodził. Myślę, że chce wyremontować łódź, która jest jego domem od 2014 roku i na niej czuje się bezpiecznie, jak każdy we własnym domu. To szalupa ratunkowa, podobna do tych używanych na platformach wiertniczych. Bardzo mocna i właściwie niezatapialna, nawet jeśli jest uszkodzona. Jest bezpieczniejsza od niejednego jachtu.

Nasza rozmówczyni uważa, że Zbigniew Reket jest zdeterminowany, by jak największy zakres prac remontowych wykonać samodzielnie. Być może sprawną, wyremontowaną jednostką wyruszy w kolejny rejs.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ