Szymon Kuczyński przed ważnym wyzwaniem
„Atlantic Puffin” z Szymonem Kuczyńskim na pokładzie minął Zwrotnik Koziorożca i kieruje się do Przylądka Dobrej Nadziei. To pierwszy z trzech przylądków, które polski samotnik musi opłynąć w czasie wokółziemskiej wyprawy non stop.
Szymon wyruszył z Plymouth 19 sierpnia i zamierza zamknąć pętlę wokół globu w ciągu 11 miesięcy. Jeszcze przed startem przyznał w rozmowie z Żeglarski.info, że południowoafrykański przylądek będzie kluczowym punktem w jego przedsięwzięciu.
– Dalej to kwestia taktyki, jaką się przyjmie – mówił wtedy Szymon. – Czy popłynie się jak Robin Knox-Johnston, który postanowił nie schodzić za nisko i wykorzystać słabsze wiatry na północy, czy zejdzie się niżej, ryzykując trafienie na złą pogodę. Robin wpakował się w przeciwny wiatr, co może wywołać frustrację i opóźnić rejs. Wolałbym tego uniknąć, będę musiał wybrać najlepszą drogę. Zobaczymy, czy mi się uda.
Przylądek Dobrej Nadziei i Ocean Indyjski są rzeczywiście ważnymi etapami wyprawy. Warto pamiętać, że nie tak dawno to właśnie tam marzenia o zamknięciu pętli wokół ziemi bez zawijania do portów musieli porzucić inni polscy śmiałkowie.
Na początku tego roku Zbigniew Gutkowski przerwał rejs na jachcie „Globe” w chwili, gdy zbliżał się do Przylądka z powodu poluzowania kilu. Awarii nie udało się usunąć w warunkach morskich.
5 października 2016 roku Bartłomiej Czarciński płynący na „Perle” przerwał rejs na pozycji 39-01.2S/019-55.1E, czyli pięć dni po minięciu Przylądka, będąc już na Oceanie Indyjskim.
Awaria systemu sterowniczego na jachcie „Glaspo” w połowie listopada 2015 roku uniemożliwiła Tomaszowi Cichockiemu ukończenie trzeciej próby samotnego opłynięcia globu w rejsie non stop. Żeglarz przerwał wyprawę znajdując się ok. 360 Mm od Kapsztadu. Dwie poprzednie próby kapitana (w latach 2011, 2014) także zakończyły się na Oceanie Indyjskim zawinięciem w Port Elizabeth. Przy czym po jednym postoju w RPA Tomasz Cichocki kontynuował wyprawę i opłynął glob. Niestety, nie był to już rejs non stop.
W kwietniu tego roku kpt. Grzegorz Węgrzyn zakończył rejs na jachcie „Regina R.” Stało się to już na Pacyfiku, ale jego rozpoczęty w 2015 rejs miał być początkowo samotną przeprawą wokółziemską bez zawijania do portów. Pierwsza awaria przydarzyła się żeglarzowi ok. 1000 Mm na południe od Wysp Zielonego Przylądka. Skipper podjął decyzję o powrocie na Wyspy i tam naprawił uszkodzenia.
Chciał, by to właśnie port Santiago w archipelagu Cabo Verde był nowym punktem startowym rejsu non stop. Plany pokrzyżowała kolejna awaria i konieczność zacumowania w Simonstown pod Kapsztadem. Polski samotnik zatrzymał się u wrót Oceanu Indyjskiego. Grzegorz Węgrzyn kontynuował rejs po doprowadzeniu olinowania jachtu do stanu używalności, ale wyprawa nie spełniała już wymogów przewidzianych dla rejsów solo dookoła świata bez zawijania do portów.
Szymon Koczyński zna zarówno akwen w rejonie Przylądka Dobrej Nadziei, jak i Ocean Indyjski. Płynął tą trasą w poprzednim rejsie wokółziemskim (Maxus Solo Around), ale trasą odwrotną – z Wysp Kanaryjskich, przez Kanał Panamski, z jednym postojem na Pacyfiku, opływając „Przylądek Burz” od południowego-wschodu. Teraz przed Polakiem trudniejsze wyzwanie.
Przygotowując się do rejsu Szymon zdawał sobie z tego sprawę. Zna możliwości i ograniczenia jachtu, jest bogatszy o doświadczenie z pierwszego rejsu, o którym mówił, że nie jest to wyprawa na wariackich papierach. Żeby odciążyć jacht opróżnił go z wszelkich niepotrzebnych sprzętów, które miał ze sobą poprzednio. Najbardziej narzekał na brak komfortu, ale zapewniał, że w warunkach sztormowych „Atlantic Puffin” spisuje się znakomicie.
Trzymamy kciuki i zachęcamy do śledzenia poczynań Szymona na bieżąco. Przebieg rejsu śledzić za pośrednictwem strony Zew Oceanu i trackingu oraz na Facebooku. Dostępna jest też aplikacja na telefon pod nazwą Zew Oceanu.


