< Powrót
2
stycznia 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Witolda Dudzińskiego
Witold Dudziński

Witold Dudziński: Mieliśmy wkład we wprowadzenie klasy iFoil na igrzyska

O polskim zaangażowaniu w windsurfing na foilach, sukcesach w 2019 roku i wyborze zawodników, którzy pojadą do Tokio opowiada Witold Dudziński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Windsurfingu.

– 2019 rok w windsurfingu zakończył mocny akcent – World Sailing zadecydował o zmianie klasy RS:X na iFoila. Lobbowaliście za tą zmianą?

– Nie tylko lobbowaliśmy – w tym historycznym dla windsurfingu momencie nie można zapomnieć, że mamy tu ogromny polski wkład. Pierwsze mistrzostwa Europy i świata w foilu odbyły się w Polsce. Kiedy w 2018 roku organizowaliśmy mistrzostwa Europy w Pucku były one łączone – foile z formułą windsurfing. Mówiło się wówczas, że foil jest niebezpieczny, że może dojść do wielu zdarzeń podczas startu i wyścigów, a pływać można do 15 węzłów. A podczas tych regat wiatr dochodził do 40 węzłów i nic się złego nie działo, co pokazało światu, że ścigać się można we wszystkich warunkach. W 2019 roku, kiedy zaczynaliśmy mistrzostwa świata w formule foil, było wiadomo, że rozgrywane będą w bardzo silnym wietrze, ale nikt nie miał wątpliwości, że foile latają w każdych warunkach, od 4-5 do 40 węzłów. Na tę imprezę przyjechał przedstawiciel World Sailing, który obserwował i konfrontował przebieg wyścigów z wcześniejszymi informacjami na temat foila. A zobaczył usportowionych amatorów, a nawet małe dzieci latające na foilach. Okrasił to jednym komentarzem: tego się nie spodziewałem, wszystkie rzeczy, przed którymi byłem ostrzegany nie mają pokrycia, a to jest klasa, której potrzebowaliśmy. Film z mistrzostw obejrzało zaś ponad 100 000 osób, co pokazało, że sprawa jest poważna. Nie byliśmy jednak pewni, czy zmiana klasy olimpijskiej będzie możliwa, bo RS:X miała silnych popleczników. Zorganizowaliśmy trzy wielkie imprezy – dwie w Polsce i jedną na jeziorze Silvaplana w Szwajcarii – które pokazały, że foil jest konkurencją, która doskonale wpisuje się w nowoczesną formułę żeglarstwa.

– World Sailing udało się przekonać do tej wizji.

– Decyzja oczywiście łatwa nie była z powodu wciąż wielu wątpliwości. Ale chyba po raz pierwszy do programu olimpijskiego wpisano klasę, która jest ultranowoczesna i podąża za trendami światowymi. Ifoil jest naprawdę dobrym wyborem – zarówno dla windsurfingu, jak i całego żeglarstwa.

– Foile dały nowy oddech windsurfingowi?

– To jest windsurfing w wersji 2.0. Mam w pamięci, jak pierwszy raz leciałem na foilu – to niezapomniane wrażenie, znacznie mocniejsze od tego, jak przed laty pierwszy raz wszedłem na desce w ślizg. Za pięć lat praktycznie wszyscy będą już foilować.

– Czuliście na plecach oddech kiteboardingu, jako tej popularnej, modnej i fajnej dyscypliny?

– To nie jest kwestia oddechu kite’a, bo w jednej i drugiej dyscyplinie pływa garstka, która wspiera się wzajemnie. Ale wszyscy czujemy, że dzieci i młodzież ucieka ze sportu, więc wszelkie uatrakcyjnienia przyciągają na powrót ludzi do sportu. Jeżeli mowa o kiteboardingu, to dzieci też zbyt wiele nie ma – sporo jest ich w sezonie na Półwyspie Helskim, ale nie jest to przecież praca zawodnicza – a ona ma znaczenie wychowawcze. Dlatego cieszę się, że kiteboarding znalazł się w programie igrzysk.

– Jak ocenia pan 2019 rok pod względem wyników sportowych?

– Znakomicie. Mieliśmy fenomenalne występy Maćka Rutkowskiego – m.in. wicemistrzostwo świata w foilu. Na tym powinniśmy wręcz zakończyć temat, żeby uwypuklić jego sukcesy na arenie międzynarodowej. Po wielu latach konsekwentnej, ciągłej pracy jest on w czołówce światowej slalomu i ciągnie całą dyscyplinę w dobrą stronę. Ale ponieważ mamy rok przedolimpijski, to ważne są też sukcesy w RS:X – np. Piotr Myszka punktował w Pucharze Świata. Dobre wyniki mieli też młodzieżowcy i juniorzy. Cieszą również sukcesy strukturalne, bo polska flota foila jest największa na świecie i już mamy ogromne doświadczenie. To było naszą wielką przewagą, jak pojawił się RS:X, bo został on zasilony przez ludzi z Formuły Windsurfing – Wojtka Brzozowskiego, Michała Polanowskiego, Huberta Mokrzyckiego – wraz z wiedzą o sprzęcie. Dzisiaj mamy podobną sytuację – Przemek Miarczyński jest znakomitym deskarzem foilowym, ze światowego topu, będącym jednocześnie trenerem kadry.

– Kto spośród polskich zawodników jest w chwili obecnej najbliżej wyjazdu do Tokio?

– Reguły związane z powołaniem olimpijczyków zostały zmienione względem poprzednich igrzysk i decyzja zapadnie w czerwcu. Podejmie ją Polski Związek Żeglarski i będzie związana z kilkoma czynnikami, nie tylko ze zdobytymi punktami. Zależy nam na tym, żeby zawodnicy, którzy pojadą na igrzyska, byli w najwyższej formie, a obecnie wszyscy członkowie kadry mają szanse na wyjazd.

– Przypomina się dyskusja sprzed igrzysk w Rio, czy pojechać powinna Małgorzata Białecka, która wygrała kwalifikacje krajowe, czy będąca w lepszej formie Zofia Klepacka.

– Niezwykle ważne jest, żebyśmy na igrzyska patrzyli inaczej niż zazwyczaj. Musimy myśleć w kontekście rozwoju całego windsurfingu – jeżeli jesteśmy punktowaną dyscypliną, to pieniądze ministerialne są znacznie większe i dają gwarancję rozwoju. Ta matematyczna reguła, że jedzie na igrzyska osoba, która zdobyła kwalifikację np. rok wcześniej, ale nie jest w najwyższej formie, nie zawsze idzie w parze z interesem narodowego żeglarstwa. Nas interesuje wynik Polski na igrzyskach. Dlatego zrobimy wszystko, żeby do Tokio pojechali po prostu najlepsi.

– A pana zobaczymy po raz czwarty na igrzyskach olimpijskich?

– Tak, będę w Tokio ponownie lekarzem naszej kadry.

– A poza olimpijskimi emocjami, co jeszcze czeka polski windsurfing w 2020 roku?

– W Polsce odbędą się mistrzostwa Europy w Raceboardzie w Sopocie, mistrzostwa Europy juniorów i mastersów w foilu w Pucku. Zorganizujemy oczywiście również Puchar Polski, który czekają drobne zmiany – będziemy się starali, żeby było jak najwięcej imprez łączonych z Techno 293, żeby młodzi zawodnicy mogli pływać ze starszymi.

Witold Dudziński, ur. w 1970 roku w Poznaniu. Doktor nauk medycznych, założyciel, twórca i szef kliniki rehabilitacyjno-ortopedycznej Rehasport. Lekarz kadry olimpijskiej PZŻ w Pekinie 2008, Londynie 2012 i Rio 2016. Żeglował w klasie Cadet i 470, a obecnie jest zawodnikiem klasy Formuła Foil. Jest prezesem Polskiego Stowarzyszenia Windsurfingu.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ