< Powrót
29
czerwca 2021
Tekst:
Władysłwa Chmielewski
Zdjęcie:
Władysław Chmielewski, Peter Brøgger
Garmin Round
Władysław Chmielewski na jachcie „Bindi”.

Władysław Chmielewski tuż za podium Garmin Round Denmark Race

Siódmy w klasyfikacji generalnej i czwarty w grupie – to lokaty wywalczone przez Władysława Chmielewskiego, który na jachcie „Bindi” (Dehler 33 Classic ) ukończył regaty Garmin Round Denmar Race. Liczącą ponad 650 Mm trasę pokonały 24 jachty z 62, które stanęły na starcie zmagań.

Dwaj inni Polacy, Piotr Parzy na jachcie „Sergent Garcia” (Beneteau First 36.7) oraz debiutujący w regatach samotników Zbigniew Pawłowski na nowo zbudowanym jachcie „Miriam” (Caravela 950), wycofali się w trakcie wyścigu.

Bardzo długa, licząca ponad 650 mil, wymagająca trasa wiodła z Aarhus przez Kattegat do boi kardynalnej Skagen oraz dalej na południe przez Soundy. Potem żeglarze płynęli obok Helsingor, na wschód okrążając Christianso i Bornholm, na zachód mijając prawą burtą Falster, Lolland i Fyn, poprzez znany z silnych prądów Mały Bełt i  powrót na północ do Aarhus.

Poniżej publikujemy relację z zawodów, którą przesłał nam Władysław Chmielewski.

Regaty wystartowały 21 czerwca, a zakończyły się w niedzielę 27 czerwca. Wszystkie jachty płynęły tą samą trasą, jednak załogi jednoosobowe wystartowały dwa dni wcześniej już w sobotę 19 czerwca. Spowodowane to było szczególnymi względami bezpieczeństwa. Regulamin wymagał od żeglarzy samotników przerw w żegludze. Maksymalnie, nieprzerwanie można było żeglować 36 godzin, a następnie obowiązkowo należało zatrzymać się na co najmniej 8 godzin. Wybór miejsca postoju należał do żeglarza, można było stać w porcie, na kotwicy lub przy boi. Jednak niedotrzymanie terminów skutkowało dyskwalifikacją.

W sobotę po starcie warunki były bardzo dobre. Słoneczna pogoda i południowy umiarkowany wiatr wyprowadziły jachty z zatoki Aarhus na trudne wody Kattegatu. Wiatr się wzmagał do dwudziestu kilku węzłów i jachty płynące na spinakerach i genakerach zaczynały mieć problemy. Zrobienie zwrotu przez rufę, przy wypiętrzających się falach będąc samemu na jachcie jest już trudną sztuką. Wiele jachtów zrzucało spinakery żeby zrobić zwrot, potem chowając się w cieniu wyspy Hjelm żeglarze stawiali żagiel ponownie. Kilka żagli się podarło, a niektóre jachty zdecydowały się na żeglugę z genuą wyciągniętą „na motyla”. W ciągu pierwszej nocy wiatr zmniejszał swoją siłę aż do bardzo słabych podmuchów w okolicy Skagen. Północny, wynoszący w stronę Skagerraku, prąd przyspieszał żeglugę do boi, jednocześnie stając się poważną przeszkodą w jej okrążeniu i w żegludze na południe. Stawka jachtów zaczęła się rozciągać na cały Kattegat. Na pierwszy postój jachty zatrzymywały się na wyspie Laeso, Anholt, a najszybsze dopłynęły nawet do Helsingoru. Te jachty które zatrzymywały się wcześniej, po 8 godzinach przerwy wcześniej mogły rozpocząć dalszą żeglugę.

Trzej polscy samotnicy wybrali port Osterby na wschodnim krańcu wyspy Laeso, gdzie kolejno cumowali w godzinnych odstępach. W centralnej części Kattegatu wiatr wzmagał się do trzydziestu kilku węzłów i decyzja o wcześniejszym postoju była uzasadniona. Po godzinne 21, wiatr skręcał na zachodni niewiele zmniejszając na sile. Około 23 zachodni wiatr osiągał prędkość 25 – 30 węzłów. Ja, płynąc na „Bindi” zdecydowałem się na bardzo szybką żeglugę na południe. Przy dwóch refach na grocie i rozwiniętym kawałeczku foka, popychany przez tym razem południowy prąd jacht osiągał stale prędkość na dnem 9-11 węzłów. W ten sposób szybko dogonił jachty czekające na restart po obowiązkowej przerwie. Później wiatr znacznie zmniejszył prędkość i skręcił na północny, na powrót przybierając na sile w okolicy Helsingoru. Błyskawiczny przejazd na spinakerze przez Sound i wreszcie dobrze znany polskiemu żeglarzowi Bałtyk. W międzyczasie, ze względu na wiele drobnych i poważnych awarii, z wyścigu wycofało się sporo jachtów, między innymi Piotr i Zbyszek.

W drodze do Bornholmu, walczyłem z nieubłaganym czasem. W ostatniej chwili, na 3 minuty przed końcem czasu żeglugi, zacumowałem jacht na Christiansø i wysłałem SMS potwierdzający postój. W kolejnym etapie miałem nadzieję dotrzeć na południe Langeland, ale wymagający halsowania silny wiatr z zachodu mocno zwolnił żeglugę. Na kolejny postój dotarłem do Gedser wyprzedzając trzy większe jachty. Kolejny etap to znowu żmudna halsówka w kierunku do Langeland, Aero i Fyn.

Po drodze żeglarze otrzymali wiadomość o ćwiczebnych strzelaniach marynarki wojennej na południe od wyspy Langeland, co oczywiście wiązało się z obowiązkiem omijania zamkniętych akwenów. Pod wieczór zaobserwowałem płynący w pełnym wynurzeniu duński okręt podwodny z asystą statku wspomagającego. I to nie była, jak mi na początku wydawało, halucynacja, ponieważ inni samotnicy też informowali o spotkaniu. Następnego ranka przyszła bezwietrzna pogoda. W kolejnych godzinach przyszedł południowy wiatr, umożliwiając rozwinięcie spinakera. Mały Bełt jak zwykle dał znać o swojej nieprzychylności w okolicy mostu Lillebæltsbro silnym, przeciwnym, trzywęzłowym prądem. Czerpiąc z doświadczeń ze startów w Danii, przepłynąłem na spinakerze pod mostami czasami tracąc prędkość nad dnem prawie do zera.

Gdy zostało zaledwie 50 mil do mety, prognoza pokazała całkowity brak wiatru. Grzegorz Dudek, który jako team brzegowy, wspierał mnie na każdym etapie, zarządził przerwę w żegludze znacznie wcześniej niż wynikało to z harmonogramu. Była to jednak bardzo dobra decyzja bo zatrzymałem się w porcie Fredericia, gdzie spokojnie mogłem odpocząć, natomiast jachty które żeglowały dalej kolejno zatrzymywały się na kotwicy. Tuż przed północą wystartowałem do ostatniego etapu. Początek nie był obiecujący bo jedynie prąd dawał prędkość, na szczęście w dobrym kierunku. W ciągu godziny wiatr powoli się wzmagał i „Bindi” na grocie, Code 0 i przy korzystnym prądzie, płynęła z prędkością ponad 6 węzłów w kierunku mety w Aarhus, po drodze wyprzedzając uśpione na kotwicach jachty.

W sobotę 26 czerwca, tuż po godzinie 9 rano, „Bindi” wpłynęła na metę bezwzględnie zajmując 7 miejsce na wszystkie 62 jachty, które wystartowały. W swojej grupie „Bindi” uplasowała się na miejscu 4. Oczywiście szkoda, że poza pudłem, ale jestem pewny, że zrobiłem wszystko aby przypłynąć jak najszybciej.

Niestety, wiele jachtów nie dopłynęło do mety wcale, a kilku żeglarzy nie zmieściło się przed zamknięciem mety w niedzielne południe, widząc już boje i komisje regatową.

Bezwzględnie najszybszy był modyfikowany jacht Beneteau „Figaro 2” sterowany przez duńskiego, samotnego żeglarza Jana Hansena.

Strona regat

PODZIEL SIĘ OPINIĄ