< Powrót
5
lipca 2018
Tekst:
Władysław Chmielewski, dol
Zdjęcie:
Władysław Chmielewski
Sjælland Rundt

„Buena” popłynęła w Sjælland Rundt

Jacht „Buena” ze skipperem Władysławem Chmielewskim tym razem na szóstym miejscu. To wprawdzie nie podium, ale polski żeglarz uważa, że ta lokata w duńskich regatach Sjælland Rundt 2018 jest sukcesem.

Regaty mają bardzo długą, pełną rekordów historię. Pierwszy wyścig odbył w 1947 roku i wystartowało w nim 12 łodzi. W roku 1984 zaś rekordowa liczba 2074 jachtów. Wtedy też rekordowe 1400 jachtów wycofało się z wyścigu, ze względu na bardzo silny wiatr dochodzący do 40 m/s.

Jachty startują zawsze w pobliżu portu jachtowego Helsingør, tuż przy zamku Kronborg (zamku Hamleta) i tam też jest meta. Trasa licząca 230 mil morskich prowadzi wokół wyspy Sjaelland. W tym roku, 29 czerwca wystartowało 150 jachtów, podzielonych na grupy singlehand, double, full crew, grupy turystyczne i regatowe oraz wielokadłubowe.

Ze względu na duże zanurzenie – 2,10 metra – „Buena” sklasyfikowana była w grupie większych jachtów – Single 2, płynących przez Grønsund. Ciekawostką jest, że tylko żeglarze z grupy singlehand mają prawo do czterogodzinnego odpoczynku na każde 24 godzin żeglugi. Mogą stać na kotwicy lub nawet wejść to portu i czas ten jest odliczany od całkowitego czasu trasy.

W swojej relacji z tego wyścigu Władysław Chmielewski, nie pierwszy raz zwraca uwagę na znikome zainteresowanie Polaków regatami organizowanymi przez naszych północnych sąsiadów. Pisze też o trudach związanych z żeglugą.

„Smutkiem napawa fakt, że w tych regatach nie uczestniczą jachty z Polski. A to zaledwie 140 mil od Świnoujścia. Kiedy zgłaszałem się do regat, okazało się, że w menu nie można wybrać Polski. Jest tam Estonia, Łotwa, Rosja, Finlandia, Holandia, itp., ale nie ma Polski. Skontaktowałem się z organizatorami, w odpowiedzi dostałem informację, że z Polski nigdy nikt nie przypływa, ale uzupełnią stronę.

W mojej grupie startowało osiem jachtów, „Buena” zakończyła wyścig na miejscu szóstym, co jednak mimo wszystko uważam za duży osobisty sukces. Dla mnie wyścig był niezwykle ciężki. Trasę przepłynąłem w 60 godzin, wiatry wiały z kierunków zmiennych, od 0 do 20 kilku węzłów. Były też bardzo silne prądy dochodzące do 3 węzłów. Zmiany kierunku wiatru o 180 stopni. Zdarzało się, że płynąłem na spinakerze 8-9 węzłów, kiedy nagle następował całkowity brak wiatru. Niedługo po tym zmiana kierunku i halsówka pod wiatr i pod silny prąd,

Po wyczerpującej pierwszej nocy i kilkukrotnej zmianie żagli, kiedy spałem tylko 20 minut, wpłynąłem do dobrze znanego mi z wcześniejszych regat Grønsund. Pomyślałem – no, przynajmniej nawigacja będzie łatwiejsza. Ale tam znowu zmiana kierunku wiatru i silny prąd. Potem halsowanie pod mostami Storstrøm i Farø, gdzie ze względu na słaby wiatr i prąd straciłem kilka godzin. Samo przejście pod mostem wymagało kilku zwrotów między przęsłami. Jacht po prostu płynął w bok zamiast do przodu. Trzeciego dnia, po kilkugodzinnym braku wiatru, było osiem godzin halsowania od Kopenhagi do mety i całkowity brak wiatru na 20 mil przed metą. Następnie meta i przepiękny zachód słońca.

Na szczęście pogoda podczas Sjælland Rundt dopisywała, cały czas było ciepło i świeciło piękne słońce. Cudowne, czerwone zachody i wschody słońca”.

Żeglarz ze Szczecina deklaruje, że następne regaty, w których weźmie udział, to polski Baltic Polonez Cup Race 14 sierpnia. My natomiast zachęcamy do zainteresowania się regatami organizowanymi w cieśninach duńskich.

Strona regat Sjælland Rundt 2018

PODZIEL SIĘ OPINIĄ