< Powrót
21
grudnia 2017
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Cezary Spigarski
W 2016 r. Zbigniew Czubek (z prawej) otrzymał, wraz z Januszem Frąckowiakiem i Jakubem Pankowskim, statuetkę Kryształowego Żagla PoZŻ dla Pomorskiego Nauczyciela Żeglarstwa.

Zbigniew Czubek: Nie mam wrażenia, że reprezentacja zawiodła

W tegorocznych Mistrzostwach Świata Juniorów w Sanyi Polacy po raz pierwszy od czterech lat nie zdobyli ani jednego medalu. Dlaczego? Ze Zbigniewem Czubkiem, trenerem ds. młodzieży i juniorów w Polskim Związku Żeglarskim, rozmawiamy o przygotowaniach i wynikach naszych zawodników.

– Jak istotne są mistrzostwa świata juniorów World Sailing?

– Ich ranga jest tak samo wysoka, jak mistrzostw świata rozgrywanych w poszczególnych klasach żeglarskich. Jednak zawodnicy, którzy biorą w nich udział muszą wykazać się znacznie większą samodzielnością, co wynika z regulaminu zawodów. Żeglują na sprzęcie dostarczonym przez organizatora. Wymaga to umiejętności trymowania go do warunków panujących na akwenie. A w składzie reprezentacji 14 zawodników startujących w pięciu różnych klasach, w dziewięciu konkurencjach, może być tylko trzech trenerów. Na lądzie mogą w pełni służyć radą i pomocą, ale na wodzie kontakt z zawodnikami jest bardzo ograniczony, sprowadza się właściwie wyłącznie do obserwacji rywalizacji i możliwości udzielenia kilku wskazówek pomiędzy wyścigami.

– W ostatnich czterech latach wracaliśmy z mistrzostw z dwoma medalami. W tym roku nie byliśmy nawet blisko podium. Dlaczego?

– Przed mistrzostwami zakładaliśmy, że mamy jedną szansę medalową. Wiktoria Gołębiowska jest aktualną mistrzynią Europy w klasie Laser Radial i w jej przypadku mogliśmy liczyć na lepszy występ. Pozostali zawodnicy nie mieli znaczących sukcesów w tym roku. Ich start był na miarę oczekiwań i nie mam wrażenia, że reprezentacja zawiodła. Oczywiście mogło być trochę lepiej, bo w środę byliśmy bardzo wysoko w klasyfikacji, ale ostatnie dwa dni nie ułożyły się po naszej myśli. Seweryna i Mateusza tylko punkt dzielił od szóstego miejsca, Wiktoria też była bardzo blisko osiągnięcia lepszego rezultatu. Zabrakło więc też trochę szczęścia.

– Patrząc na wyniki Wiktorii Gołębiowskiej i naszych reprezentantów w klasie 420 widać, że pływali nierówno. Niektóre wyścigi kończyli w czołówce, inne w drugiej i trzeciej dziesiątce.

– Z informacji jakie otrzymywaliśmy od trenerów wynikało, że w Sanyi dominowały wiatry słabe i bardzo zmienne. W takich warunkach niezmiernie ważne jest doświadczenie i dyscyplina taktyczna. Trzeba pływać bardzo blisko przeciwników, żeglować w grupie i nie pozwalać sobie na odjazdy w bok. Tak duży rozrzut miejsc w poszczególnych wyścigach wskazuje na tego typu błędy. Na pełną analizę trzeba jednak poczekać do czasu powrotu do kraju trenerów.

– Nad naszymi zawodnikami czuwał Marek Nostitz-Jackowski, który na co dzień z nimi nie pracuje. To mógł być problem?

– Nie sądzę. Marek jest bardzo dobrym, doświadczonym trenerem. Ma osiągnięcia na poziomie juniorów w klasie Laser Radial ze swoimi zawodnikami z Hong Kongu. Był kierownikiem ekipy na dwóch poprzednich mistrzostwach. Wiemy, że potrafi zbudować dobrą atmosferę w zespole. Pozostali trenerzy, Maciej Dziemiańczuk i Jakub Antoniak, zostali dobrani tak, żeby dawać wsparcie zawodnikom klas dwuosobowych i windsurfingu. Uważam, że wszyscy w pełni wywiązali się z zadania.

– A jak pan ocenia całość przygotowań,?

– Impreza w grudniu, na innym kontynencie, zawsze jest wyzwaniem, zwłaszcza dla juniorów. Po sezonie trudno utrzymać naszych zawodników w wysokiej formie, przy ograniczonej możliwości prowadzenia treningu specjalistycznego.  Można było powielić model przygotowań sprzed roku i dwóch, czyli zorganizować 7-9 dniowe zgrupowanie dla wszystkich zawodników w Hong Kongu. Służyło ono głównie adaptacji do różnicy czasowej i integracji reprezentacji – zawodnicy różnych klas zwykle trenują osobno – a jednocześnie pozwalało utrzymywać kontakt z wodą. Od strony szkoleniowej nie było tak bardzo istotne, dlatego w tym roku pozwoliliśmy trenerom realizować plany przewidziane dla poszczególnych klas. Na przykład zawodnicy Laser Radiala już 19 listopada udali się do Hong Kongu. Klasa RS:X przygotowywała się w większej grupie na zgrupowaniach w Hiszpanii, a 420 we Włoszech. Ostatecznie wszyscy od 6 grudnia byli już w Sanyi, ale być może był to jednak zbyt krótki czas, żeby zbudować zespół.

– Hania Dzik dwukrotnie zdobywała mistrzostwo świata juniorów z Julią Szmit. Można było oczekiwać, że z siostrą Basią też jej się to uda?

– Dziewczyny wypadły obiecująco na mistrzostwach Europy, zajęły piąte miejsce i niewiele zabrakło do medalu. Basia jest dobrą żeglarką, ale mniej doświadczoną w regatach mistrzowskich. Na imprezach tej rangi właśnie doświadczenie jest potrzebne, podobnie jak odporność psychiczna, której nabywa się w kolejnych startach. Trzeba również mieć świadomość, że dziewczyny pływają ze sobą od maja. To zbyt krótko, żeby się zgrać. W klasach dwuosobowych współpraca w załodze bezpośrednio przekłada się na wynik sportowy, dlatego nie zakładaliśmy, że siostry zdobędą medal.

– Doświadczeni Mikołaj Staniul i Kajetan Jabłoński zajęli jednak dopiero 21 miejsce.

– Ta załoga jest za ciężka na 29er. Już w zeszłym roku ważyli 130 kilo, co jest górną granicą dla tej klasy. Mimo to pozostają najlepszą polską załogą, potwierdzając to, po raz kolejny, złotym medalem mistrzostw Polski. Ich umiejętności są wysokie, jednak w tych regatach, gdzie wiatru było niewiele, szanse na dobry wynik istotnie zmalały. W  tych okolicznościach ich występ to przede wszystkim dopełnienie regulaminowych procedur – wygrali eliminacje – i start szkoleniowy. W dłuższej perspektywie tego typu doświadczenia są niezmiernie ważne i procentują w kolejnych etapach szkolenia. Jeżeli udaje nam się zdobywać medale, to bardzo się cieszymy, ale przede wszystkim chcemy mieć zdrowych i dobrze wyszkolonych zawodników do klas olimpijskich.

– Kogoś jeszcze oprócz załogi Staniul/Jabłoński na pewno nie zobaczymy na przyszłorocznych mistrzostwach świata juniorów?

– W zasadzie wszystkie załogi klas 420 i 29er kończą przygodę z klasami przygotowawczymi i wchodzą w klasy olimpijskie. Hania Dzik i Emilia Zygarłowska chcą wspólnie żeglować na klasie 470, myśli też o niej Seweryn Wysokiński, a Mikołaj Staniul poza skifem nie widzi przyszłości. Zawodnicy Lasera, Nacry 15 i RS:X, będą mogli starować jeszcze w przyszłym roku w USA, a niektórzy również za dwa lata w Gdyni.

Zbigniew Czubek, ur. 9 sierpnia 1966 roku. Trener i sędzia żeglarski, kierownik Zakładu Sportów Wodnych Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Pracował m.in. w Yacht Klubie Polski Gdynia. W 2004 roku kierownik kadry na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Od maja 2016 roku trener ds. młodzieży i juniorów w Polskim Związku Żeglarskim.

Co myślisz o tym artykule?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ