Żeglarze odpowiedzialni w czasie pandemii
Od kilku tygodni ogłaszane są apele i wprowadzane obostrzenia w związku z pandemią koronawirusa. Jak na razie środowisko żeglarskie przestrzega przepisów, choć niestety zdarzają się wyjątki.
Pandemia COVID-19 sparaliżowała cały świat, a stopniowo wprowadzana społeczna kwarantanna ograniczyła nie tylko treningi sportowe, ale też żeglowanie rekreacyjne. Już 26 marca Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa zaapelowała, żeby zrezygnować z pływania dla przyjemności i w ten sposób chronić zdrowie ratowników SAR przed ryzykiem zarażenia. Było ono realne, bo zbliżająca się wiosna zachęcała do pływania, a 12 i 16 marca ratownicy musieli udzielać pomocy kitesurferom.
– Z naszego punktu widzenia odzew był pozytywny, ponieważ zdecydowana większość żeglarzy przyznała nam rację, czy to w mediach społecznościowych, czy podczas spotkań służbowych – mówi Rafał Goeck, rzecznik prasowy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa. – Od tego momentu mieliśmy tylko jedno zdarzenie z niesfornym wędkarzem, który w okolicach Dziwnowa wypadł za burtę swojej łódki – na szczęście nic złego mu się nie stało.
Jak się okazało już po rozmowie z Rafałem Goeckiem, ratownicy musieli udzielić pomocy także kitesurferowi na Zatoce Puckiej. Polski SAR jest przygotowany też do pracy w czasie pandemii, a wszyscy ratownicy są zdrowi – choć trzech przebywało na kwarantannie.
– Udało nam się pozyskać sprzęt ochronny dla wszystkich naszych ratowników – tłumaczy Goeck. – Jeżeli chodzi o procedury, to Morskie Ratownicze Centrum Koordynacyjne w Gdyni lub Pomocnicze Centrum Koordynacyjne w Świnoujściu otrzymując zgłoszenie mają wytyczne, na podstawie których mają ocenić, czy jest ryzyko, że poszkodowany będzie nosicielem koronawirusa. Następnie nasi ratownicy, kiedy otrzymują polecenie wyjścia do akcji i jest podejrzenie kontaktu z osobą zarażoną, ubierają się w dostarczony sprzęt ochronny. Po odebraniu poszkodowanego i powrocie do portu, przejmuje go zespół ratownictwa medycznego lub inna służba, a nasza jednostka zostanie odkażona.
1 kwietnia mocą rozporządzenia Rady Ministrów wprowadzono ograniczenia przemieszczania się osób, co spowodowało w praktyce zakaz uprawiania rekreacyjnej żeglugi. Nie wszyscy żeglarze dostosowali się jednak do nowych wytycznych.
W niedzielę 5 kwietnia sześć jachtów wypłynęło z portu w Helu mimo tych obostrzeń i zakazu bosmana. Skończyło się na interwencji Kaszubskiego Dywizjonu Straży Granicznej, który zawrócił cztery jednostki do Helu, jeden do Gdyni i jeden do Gdańska. Sprawą zajęła się zaś policja.
– Pomimo zakazu, w ostatni weekend niestety doszło do kilku przypadków wyjść jednostek w celach rekreacyjnych – działania podjęła powiadomiona przez nas Straż Graniczna, a w dalszej kolejności Policja – informuje Magdalena Kierzkowska, rzecznik prasowa Urzędu Morskiego w Gdyni. – Apelujemy o rozwagę i stosowanie się do aktualnie obowiązujących obostrzeń, które jasno precyzują w jakim celu można się przemieszczać, a mianowicie zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego. Dodatkowo należy mieć na uwadze dynamiczny charakter sytuacji i możliwość wprowadzania ewentualnych zmian w obowiązujących przepisach, np. wydłużenia terminu obowiązywania zakazu i zaostrzenie ograniczeń.


