< Powrót
23
listopada 2022
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Artura Żebrowskiego
Artur Żebrowski
Artur Żebrowski na jachcie.

Znani i nieznani: Artur Żebrowski

Miłośnik samotnej żeglugi, który z pasją pływa zwłaszcza po rzekach Stanów Zjednoczonych. Artur Żebrowski ma jednak na koncie również oceaniczne rejsy.

Polonijny żeglarz Artur Żebrowski urodził się 25 grudnia 1966 roku w Białymstoku. Choć teraz żeglarstwo jest jego wielką pasją, młodości nie spędził na jachcie.

– Trochę pływałem po jeziorach augustowskich, ale trudno to nazwać żeglarstwem – wspomina Artur Żebrowski. – Więcej było wiosłowania niż pływania pod żaglami. Oglądałem za to „Latającego Holendra” i czytałem mnóstwo książek – od „Znaczy kapitana” Karola Olgierda Borchardta, po relacje z rejsów Krzysztofa Baranowskiego. A potem bardzo marzyłem o morzu – żeby załapać się do marynarki handlowej lub na statki rybackie.

W Polsce tych marzeń nie zrealizował, ale sytuacja zmieniła się na początku lat 90., kiedy wyjechał za pracą do Stanów Zjednoczonych.

– Mój tata mieszkał w tym czasie w Chicago, więc przyjechałem turystycznie z wizytą – opowiada. – I w Stanach już zostałem. Po przyjeździe zacząłem szukać kontaktu z żeglarstwem i tak spotkałem Andrzeja Piotrowskiego. Prowadził on miejsce, które nazywało się Mesą żeglarską. Można tam było przyjść, posiedzieć, pomarzyć i porozmawiać o żeglarstwie. Byłem u niego częstym gościem.

Artur Żebrowski

Artur Żebrowski podczas rejsu.
Fot. arch. Artura Żebrowskiego

W 1992 roku Żebrowski dołączył do Joseph Conrad Yacht Clubu, w którym zaczął uczyć się żeglarstwa. Początkowo pływał głównie w soboty i niedziele po jeziorze Michigan. Już w kolejnym roku odbył swój pierwszy duży rejs.

– Klubowy kolega Stanisław Paśkiewicz kupił jacht w Miami Beach i szukał kogoś, kto pomógłby przeprowadzić go do Chicago – wspomina. – Powiedziałem, że z nim popłynę. Trasa jest długa, więc rzuciłem pracę, sprzedałem samochód, żeby mieć pieniądze i wybraliśmy się do Miami. Tam zamustrowaliśmy na jacht. We dwójkę wzdłuż wschodniego wybrzeża płynęło się dobrze i dotarliśmy prawie do Nowego Jorku. Tam niestety wysiadł nam silnik i jacht musiał przyjechać do Chicago na przyczepie. Tak zaczęło się dla mnie prawdziwe żeglarstwo.

Żeglarz podczas rejsu zaprzyjaźnił się z właścicielem jachtu i mógł na nim pływać, kiedy miał wolny czas. Rok później na tej jednostce wziął po raz pierwszy udział w samotnych regatach z Port Huron na wyspę Mackinac, leżącą pomiędzy jeziorami Michigan i Huron. Miejsca na podium wprawdzie nie zajął, bo łódka nie była regatowa, ale spodobało mu się samotne pływanie.

– Wiosną 1995 roku kupiłem własny jacht, który nazwałem „Albatross” – opowiada. – Nie była to zbyt duża łódka, bo miała nieco ponad 9 metrów długości. Tak zrealizowałem marzenie, żeby mieć jacht i gdzieś na nim popłynąć. W tym samym roku popłynąłem nim w regatach wzdłuż jeziora Michigan, a w mojej załodze znalazł się młody Mateusz Kusznierewicz, który przygotowywał się do igrzysk olimpijskich w Atlancie w 1996 roku.

Jesienią 1996 roku Artur Żebrowski na „Albatrossie” oraz cztery inne polskie jachty, w tym „Solidarity” Andrzeja Piotrowskiego, wyruszyły z USA do Gdańska, żeby uczcić przypadające w kolejnym roku 1000-lecie grodu nad Motławą.

– Pod koniec sezonu żeglarskiego przygotowałem się, złożyłem maszt i ruszyłem rzeką Illinois w dół do Missisipi, żeby dopłynąć do Nowego Orleanu i Zatoki Meksykańskiej – wspomina. – Wtedy po raz pierwszy dotarłem do miasta St. Petersburg na Florydzie, w którym kilka lat później zamieszkałem. W kwietniu 1997 roku wyruszyłem przez Atlantyk. Niedaleko Bermudów silnik zaczął szwankować, więc postanowiłem bez zatrzymywania na Azorach popłynąć do Anglii. Później silnik przestał działać, więc Andrzej Piotrowski musiał przeciągać mnie przez Kanał Kiloński. Z problemami, ale udało się dotrzeć do Gdańska. Tam zostawiłem jacht na zimę, a wiosną 1998 roku wróciłem do Stanów Zjednoczonych. Za ten rejs i samotne przepłynięcie 7000 Mm otrzymałem wyróżnienie nagrody Rejs Roku 1999.

Artur Żebrowski

Artur Żebrowski na jachcie „Albatross” w 1997 roku w Gdańsku.
Fot. arch. Artura Żebrowskiego

W 2001 roku żeglarz planował samotnie popłynąć do Kapsztadu, ale z powodu awarii zmuszony był zawrócić. W kolejnych latach, po przeprowadzce na Florydzie, Artur Żebrowski zmienił kierunki rejsów. Zamiast regat i rejsów morskich, skupił się na pływaniu przybrzeżnym oraz po rzekach, kanałach i jeziorach Stanów Zjednoczonych. Musiał też sprzedać jacht, który miał zbyt duże zanurzenie do takiej żeglugi. Obecnie, po wielu próbach, ma niewielką, pięciometrową łódkę, którą łatwo przewieźć na przyczepie i nadaje się na płytkie wody.

– Choć pływam lokalnie, nie są to krótkie dystanse – zaznacza. – Niedawno robiłem podliczenia i wyszło, że w latach 2016-2017 przepłynąłem po lokalnych wodach ponad 2300 Mm, a w 2018-2019 ponad 5100 Mm, w ubiegłym roku ponad 2400 Mm, a w tym ponad 2000 Mm. Na Florydzie i w okolicach byłem praktycznie na każdym jeziorku i większej rzece. Dlatego pływam coraz dalej.

Artur Żebrowski

Mapa rejsów Artura Żebrowskiego z lat 2016-2022, w których pokonał 11 964 Mm.

Artur Żebrowski podkreśla, że Karaiby są pełne jachtów, a na akwenach, po których pływa, często jest zupełnie sam. Nie licząc m.in. aligatorów, które powszechnie żyją w tamtych wodach.

– Jak zrobi się ciemno, weźmie się silniejszą lampę i poświeci, to widać dookoła jachtu mnóstwo pomarańczowych oczu – opowiada. – Ale aligatory nie przeszkadzają w żaden sposób w żegludze i najczęściej uciekają przed jachtem. Jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, żeby był agresywny.

Polonijny żeglarz w przyszłości dalej planuje pływać po Stanach Zjednoczonych. Na dalekie, oceaniczne wyprawy brakuje mu czasu i dni urlopowych.

– Chciałbym też kontynuować to, co robię, bo to mi po prostu pasuje – dodaje. – Jest wiele ogromnych akwenów, których jeszcze nie widziałem. Chciałbym przepłynąć całą rzekę Ohio, która ma ponad 1000 Mm. Czeka na mnie też Missouri. System kanałów, rzek i jezior jest tu tak rozbudowany, że można latami pływać i zobaczyć tylko niewielką część.

Artur Żebrowski, ur. 25 grudnia 1966 roku w Białymstoku, polonijny żeglarz związany z Chicago i St. Petersburg na Florydzie. W latach 1996-1998 przepłynął ponad 7000 Mm w samotnym rejsie z Chicago do Gdańska i z powrotem, za to otrzymał wyróżnienie Nagrody Rejs Roku. Od dwudziestu lat pływa głównie po rzekach i jeziorach Stanów Zjednoczonych. Zawodowo pracuje jako elektryk w St. Petersburg.

Co myślisz o tym artykule?
+1
7
+1
3
+1
2
+1
0
+1
0
+1
0
+1
2

PODZIEL SIĘ OPINIĄ