Zofia Klepacka: Nie czuję presji
Zofia Klepacka (Legia Warszawa) idzie, a właściwie płynie, od sukcesu do sukcesu. W rozpoczynających się właśnie w Marsylii Mistrzostwach Europy klasy RS:X będzie zdecydowaną faworytką, a w rozmowie z nami mówi m.in. o niedawnym sukcesie w Żeglarskim Pucharze Świata.
– Jak wspominasz swój start w Hyères?
– Puchar świata to zawody jak każde inne, nie wszystkie starty są bardzo wymagające. Trenujemy pod kątem konkretnych akwenów i wiatru. Każda lokalizacja jest inna. W przypadku startu w Hyères uważam, że to nie były zawody tak ciężkie, jak wcześniejszy Puchar Księżniczki Zofii na Majorce, bo tam prawie nie wiało i tylko w wyścigu finałowym było trochę wiatru. We Francji mieliśmy więcej wiatru, ale był zmienny i to stanowiło pewne utrudnienie. Często wiało od brzegu. Natomiast ostatniego dnia aura była bardzo stabilna, wiało od morza z siłą piętnastu węzłów.
– To kolejne udane regaty w twoim wykonaniu. Jaka jest tajemnica dobrej passy?
– Moje sukcesy to wynik ścisłej współpracy z trenerem Pawłem Skrzeczem w Warszawie, bo głównie tutaj przygotowuję się do startów. Jestem bardzo zadowolona, bo wciąż utrzymuję się w ścisłej światowej czołówce.
– Być faworytką, utrzymywać się w czołówce, to poza chwałą zwyciężczyni, wyzwanie i presja. Wszyscy liczą na kolejne sukcesy. Nie jesteś tym zmęczona?
– Nie czuję żadnej presji czy zmęczenia. Jestem zbyt doświadczoną zawodniczką o dużym stażu, by odczuwać presję. Po prostu idę do przodu. Mam już swoją rodzinę, spełniam marzenia. Nie pozostaje mi nic innego, jak pływać na desce i zdobywać laury dla mojego kraju. Jestem dumna, że startuję pod polską flagą i dopóki mogę to robić, nie zamierzam rezygnować z tej frajdy.
– Czy po powrocie z Francji znajdziesz chwilę czasu na odpoczynek?
– Po starcie w Marsylii liczę na nieco odpoczynku, bo sezon był dla mnie intensywny. Zarówno ten ubiegłoroczny, jak i ostatnie miesiące. Już w grudniu startowałam w Australii, gdzie wygrałam Puchar Świata, poza tym były kolejne wyścigi i treningi. Po mistrzostwach Europy będę odpoczywać, ale nie oznacza to, że nie będę w ogóle trenować. Będą to jednak treningi dużo lżejsze niż te dotychczasowe. No i potem czekają mnie kolejne starty, finał Pucharu Świata w Santander i wrześniowe mistrzostwa świata w Tokio. To najważniejsza impreza w tym roku. Nigdy tam nie byliśmy, dlatego wybieramy się do Japonii w sierpniu na zgrupowanie, żeby poznać akwen, który będzie także areną kolejnych igrzysk olimpijskich.


