< Powrót
16
lipca 2017
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
Od lewej: Irmina Mrózek-Gliszczynska i Agnieszka Skrzypulec.

Agnieszka Skrzypulec i Irmina Mrózek-Gliszczynska już w Polsce

W sobotę 15 lipca w Salonikach zdobyły mistrzostwo świata w klasie 470, a dzień później przyleciały do Polski i zostały gorąco przywitane na Volvo Gdynia Sailing Days przez władze Polskiego i Pomorskiego Związku Żeglarskiego, zawodników, trenerów i kibiców.

Z Agnieszką Skrzypulec i Irminą Mrózek-Gliszczynską (SEJK Pogoń Szczecin / ChKŻ Chojnice) udało nam się porozmawiać o historycznym zwycięstwie, radach od trenera Zdzisława Staniula i planach na najbliższe miesiące.

– Dociera już do was, że zostałyście najlepszą kobiecą załogą w klasie 470 na świecie?

Irmina Mrózek-Gliszczynska: – Jeszcze nie, chyba potrzebuję do tego czasu. Za dużo jest emocji, przez które wciąż jesteśmy trzy metry nad ziemią.

Agnieszka Skrzypulec: – Miałam takie wizje w swojej głowie przez ostatnie pięć dni, ale je sukcesywnie odrzucałam. Myślałam, że najpierw muszę zrobić swoją robotę, żeby później cieszyć się smakiem tego sukcesu. I faktycznie to jest nasz czas i sądzę, że jeszcze przez najbliższy tydzień będziemy przeżywać to, co się wydarzyło. Powoli to do nas zacznie docierać.

– Kiedy zdałyście sobie sprawę, że naprawdę możecie zdobyć złoty medal?

Irmina Mrózek-Gliszczynska: – Cały czas wiedziałyśmy, że trzeba walczyć niezależnie od wszystkiego. Ale po trzecim-czwartym dniu równego pływania widziałam, że jakiś medal jest w naszym zasięgu.

Agnieszka Skrzypulec: – Ja to poczułam przekraczając metę ostatniego wyścigu finałowego. Jak widziałam rywalki za plecami, to przeszedł mnie dreszcz, że mamy medal i najprawdopodobniej będzie on złoty. Ale musiałam jeszcze popłynąć w wyścigu medalowym, skoncentrować się i nie dać sobie wyrwać tego medalu.

– Pewnie zdobyłyście mistrzostwo, ale nie wygrałyście ani jednego wyścigu. To niecodzienna sytuacja.

Irmina Mrózek-Gliszczynska: – To się zdarza w żeglarstwie. W tej dyscyplinie liczy się równe pływanie, a nie wygrywanie wyścigów.

Agnieszka Skrzypulec: – Jest to ciekawe, ale z drugiej strony, jeżeli popatrzymy na liczbę punktów, to widać, że przed wyścigiem medalowym zdobyliśmy ich szesnaście mniej niż mistrzynie olimpijskie z Rio. A one zdobyły złoty medal olimpijski z przewagą dwudziestu punktów. Świadczy to o tym, że byłyśmy w tym momencie na zupełnie innym poziomie przygotowania niż konkurencja i idealnie się wstrzeliłyśmy.

– Co trener Zdzisław Staniul mówił wam przed wyścigiem medalowym?

Irmina Mrózek-Gliszczynska: – Miałyśmy szesnaście punktów przewagi, czyli osiem miejsc w wyścigu medalowym, więc powiedział, że mamy robić swoje i przestrzegł, żebyśmy nie zrobiły żadnego głupiego ruchu.

Agnieszka Skrzypulec: – Żebyśmy zachowały spokój. Czuliśmy, że wszystko dobrze gra, więc nie było czego zmieniać. Największa walka odbywa się u nas w głowach i to my musiałyśmy sobie poradzić z naszymi emocjami. Obie miałyśmy problemy ze snem – to nieodłączna część walki o najwyższe trofea.

– Spodziewałyście się, że ten sezon przyniesie wam tak wielkie sukcesy?

Irmina Mrózek-Gliszczynska: – Nie. Jestem po ciężkiej kontuzji i trochę martwiłam się o powrót, ale chyba wróciłam z klasą? Obiecałam sobie po operacji, że wrócę silniejsza i ten cel wykonałam w 200 procentach.

Agnieszka Skrzypulec: Zdobywając medal mistrzostw Europy zeszła ze mnie presja wyniku. Wiedziałam, że już osiągnęłyśmy duży sukces, mamy zagwarantowane finansowanie programu na przyszły sezon. Bez tej presji dużo łatwiej zdobywać złoto mistrzostw świata. Start z Jolą [Ogar – JS] dużo mi dał. Ma ona ogromne doświadczenie w zdobywaniu medali na mistrzostwach świata, więc podpytywałam się jej, jak pewne rzeczy rozegrać, jak ugryźć, jak sobie poradzić psychicznie. Pod tym względem Jola bardzo mi pomogła i trzeba to było wykorzystać.

– Co jeszcze przed wami w tym roku?

Agnieszka Skrzypulec: – Ten sezon mamy bardzo intensywny. Już w przyszłym tygodniu jedziemy na zgrupowanie nad jezioro Garda, później mamy w planie zawody w Danii, a cztery dni później w Japonii, na akwenie olimpijskim. Wydaje mi się, że do listopada mamy grafik zapełniony po brzegi. I tak powinno się pracować. Zdobyłyśmy medal, ale główny cel jest za trzy lata.

– No właśnie, w przyszłym roku odbędą się pierwsze regaty eliminacyjne do Igrzysk Olimpijskich w Tokio.

Agnieszka Skrzypulec: – To jest już moja trzecia kampania olimpijska i wiem, że każdy dzień jest ważny. Nie można zaczynać przygotowań na pół roku czy rok przed igrzyskami. To, co się dzieje teraz, jest ważne. To doświadczenie, które teraz zdobywamy i stresy, które przeżywamy, wyjdą nam tylko na plus za trzy lata.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ