< Powrót
11
czerwca 2026
Tekst:
Kamil Kusier
Zdjęcie:
umg.edu.pl
Dar Młodzieży na Bahamach - czerwiec 2026

Dar Młodzieży płynie po historię. Z rajskich wód Bahamów na nowojorski Hudson

Po niemal dwóch miesiącach na oceanie najsłynniejszy polski żaglowiec, w niedzielę, 7 czerwca, rzucił cumy w stolicy Bahamów. W turkusowej wodzie Nassau załoga Daru Młodzieży łapie oddech przed najważniejszym akordem całego rejsu – wielką paradą żaglowców na nowojorskim Hudsonie. Akordem, który wybrzmi w dacie nieprzypadkowej. A za horyzontem czeka pytanie, na które nikt na pokładzie jeszcze nie zna odpowiedzi: dokąd Dar wróci, gdy już zejdzie ze szlaku?

Jest coś przewrotnego w tym widoku. Trzymasztowa fregata, zbudowana na chłodnym Bałtyku, wykuta w gdańskiej stoczni dla młodzieży zaprawianej w sztormach Morza Północnego – kołysze się dziś przy nabrzeżu w Nassau, w samym sercu Karaibów. Białe burty odbijają się w wodzie, której koloru nie da się podrobić żadną farbą okrętową. Po długim przelocie przez Atlantyk załoga ma wreszcie chwilę, by zejść na ląd, odetchnąć i nabrać sił. Jak relacjonował komendant jednostki, kapitan Michał Sadowski, marynarze i praktykanci korzystają z uroków wysp, a największe wrażenie robią na nich tutejsze plaże.

To zasłużony postój. Dar Młodzieży opuścił Gdynię 16 kwietnia, rozpoczynając rejs do Stanów Zjednoczonych. Trasa została podzielona na trzy etapy. Pierwszy zakończył się na początku maja w Kadyksie, gdzie z pokładu zeszli studenci Uniwersytetu Morskiego w Gdyni oraz uczniowie Zespołu Szkół Morskich w Świnoujściu. Drugi – ten, który właśnie dobiega końca – prowadzi z Kadyksu przez Bahamy aż do wybrzeży Ameryki. Na pokładzie tego odcinka pływają studenci pierwszego roku Wydziału Nawigacyjnego, dla których przeprawa przez ocean jest pierwszą prawdziwą szkołą morza.

Klimatyzacja i drobny dramat w tropikach

Wielki rejs rzadko obywa się bez niespodzianek, a tym razem przeciwnik okazał się prozaiczny: awaria systemu klimatyzacji. Brzmi błaho, dopóki nie przypomnimy sobie, że mowa o stalowym kadłubie sunącym przez strefę zwrotnikową, gdzie temperatura pod pokładem potrafi zamienić mesy i kabiny w piec. Usterka wymusiła kilkugodzinny postój na Martynice, francuskiej wyspie na Małych Antylach, gdzie udało się opanować problem na tyle, by fregata mogła ruszyć dalej. Jak zapewniał kapitan Sadowski, mimo wszystko załoga czuje się dobrze.

Te drobne kłopoty są częścią opowieści, która od ponad czterech dekad pisze się na pokładzie Daru. Żaglowiec jest pływającą uczelnią i każda awaria, każdy nieplanowany manewr to lekcja, jakiej nie zastąpi żadna sala wykładowa. Studenci, którzy mijali Teneryfę i przez moment łapali zasięg telefonu, według relacji kapitana zaskakująco dobrze znoszą brak dostępu do sieci. Niektórzy wręcz doceniają ten stan – kilka tygodni życia w rytmie wacht, bez powiadomień, twarzą w twarz z oceanem.

Kurs na Nowy Jork i parada jak żadna inna

Z Bahamów droga prowadzi już prosto ku Stanom Zjednoczonym. W drugiej połowie czerwca fregata z 33-osobową załogą wejdzie do amerykańskich portów, odwiedzając między innymi Norfolk, Nowy Jork i Boston. To właśnie tam, w Nowym Jorku, 3 lipca rozpocznie się trzeci, ostatni etap podróży: na pokład wejdzie kolejna grupa – około 120 studentów drugiego roku Wydziału Nawigacyjnego, która popłynie do Bostonu.

Ale prawdziwym sercem całej wyprawy jest jedna data. 4 lipca Dar Młodzieży weźmie udział w międzynarodowej paradzie wielkich żaglowców na wodach Nowego Jorku, uroczystości wpisanej w obchody 250. rocznicy podpisania amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Biała fregata stanie burta w burtę z najpiękniejszymi jednostkami świata, niosąc biało-czerwoną banderę przed milionami widzów. Po nowojorskiej feerii zacznie się długa droga do domu: z Bostonu jednostka ruszy w stronę Europy, zawijając po drodze do portów w Wielkiej Brytanii i w Niemczech. Powrót do Gdyni zaplanowano na 24 sierpnia.

Tyle że ta data – 4 lipca – znaczy dla Daru Młodzieży znacznie więcej, niż mówi amerykański kalendarz.

Bandera w takt Mazurka. Urodziny co do dnia

Cofnijmy się o 44 lata. Jest 4 lipca 1982 roku, godzina ósma rano, Nabrzeże Pomorskie w Gdyni. Przy świście bosmańskich gwizdków, w takt Mazurka Dąbrowskiego, na flagsztoku nowej, pachnącej jeszcze farbą fregaty po raz pierwszy idzie w górę biało-czerwona bandera. Matką chrzestną zostaje Helena Jurkiewicz, żona kapitana żeglugi wielkiej Kazimierza Jurkiewicza, wieloletniego komendanta Daru Pomorza i przewodniczącego społecznego komitetu budowy nowego żaglowca. To moment symbolicznej zmiany wachty: stary Dar Pomorza kończy służbę, a jego miejsce w wielkiej sztafecie polskich żaglowców szkolnych, po Lwowie i „białej fregacie” – zajmuje Dar Młodzieży. Sześć dni później, 10 lipca, jednostka wyjdzie w swój dziewiczy rejs.

Nabrzeże Pomorskie do dziś pozostaje stałym miejscem postoju fregaty. I właśnie dlatego tegoroczny 4 lipca jest tak niezwykły. W dniu, w którym Ameryka świętuje 250 lat niepodległości, Dar Młodzieży będzie obchodził własne, czterdzieste czwarte urodziny – co do dnia. Bandera, którą podniesiono o poranku przy gdyńskim nabrzeżu w 1982 roku, załopocze tym razem nad nowojorskim Hudsonem, w paradzie wielkich żaglowców świata. Trudno o piękniejszą klamrę i o lepszy dowód na to, że ta jednostka i wielkie morskie święta po prostu chodzą w parze.

A jednak za tą uroczystą datą kryje się też cień pytania, które coraz głośniej wybrzmiewa w kraju. Bo ten rejs może być jednym z ostatnich tak dalekich przedsięwzięć wysłużonej fregaty.

Gdynia nie odda swojej legendy bez walki

Dar Młodzieży ma już 44 lata, a Uniwersytet Morski w Gdyni ogłosił przetarg na budowę następcy – nowoczesnego, trzymasztowego żaglowca z miejscem dla 169 osób, w tym 33 członków załogi i kadetów. Szacowany koszt to około 350 milionów złotych. Gdy nowa jednostka wejdzie do służby, pojawi się pytanie, które już dziś rozgrzewa morskie środowisko: co dalej z Darem?

W Gdyni odpowiedź jest jednoznaczna – żaglowiec ma zostać. Miejski radny Jakub Ubych przygotował petycję, będącą zarazem apelem do władz miasta, by po zakończeniu służby szkoleniowej fregata pozostała w swoim macierzystym porcie jako trwały element gdyńskiego krajobrazu i dziedzictwa morskiego. Petycja zakłada wypracowanie koncepcji wykorzystania żaglowca we współpracy z Uniwersytetem Morskim, kilkoma ministerstwami, Zarządem Morskiego Portu Gdynia oraz Komitetem Honorowym Obchodów 100-lecia miasta. Ruszyła także oddolna zbiórka podpisów.

Głos w sprawie zabrał również Lechosław Bar – człowiek, który w 1978 roku rozpoczął zbiórkę na budowę Daru Młodzieży. Apeluje, by statek pozostał w Gdyni, i deklaruje pomoc, także finansową. Argument formalny jest po stronie miasta: portem macierzystym fregaty od pierwszego dnia jest Gdynia, jej armatorem pozostaje gdyński Uniwersytet Morski, a historyczne podniesienie bandery odbyło się właśnie tutaj, w 1982 roku.

Szczecin wyciąga rękę po fregatę

Po drugiej stronie kraju zapadła jednak inna decyzja, by o Dar powalczyć. Środowisko kapitanów żeglugi wielkiej ze Szczecina przekonuje, że po zakończeniu służby żaglowiec mógłby zdobić stolicę województwa zachodniopomorskiego. Apel w tej sprawie wystosowało Stowarzyszenie Morskie Miasto Szczecin; w jego argumentacji przejęcie i wyeksponowanie fregaty na Odrze ma się wpisywać w rozpoznawalne miejskie hasło „Floating Garden”. Temat na łamach prasy podnosił między innymi szef tamtejszego Klubu Kapitanów Żeglugi Wielkiej, kapitan Włodzimierz Grycner.

Szczecin powołuje się na własne, liczne związki z żaglowcem, Dar wielokrotnie zawijał tu podczas Dni Morza i wielkich zlotów, a miasto od dekad jest jednym z filarów polskiej żeglarskiej tradycji. Spór nie jest więc prostym przeciąganiem liny między dwoma portami; to raczej pytanie o to, czyją własnością jest morska legenda – konkretnego miasta czy całego kraju.

W tej dyskusji pobrzmiewa też wątek szerszy niż wybór adresu. Pojawił się bowiem postulat, by przy okazji przyszłości Daru zająć się przepisami dotyczącymi jednostek historycznych – choćby kwestią wymaganego zakresu załogi, rozwiązaną już w innych krajach. To otwiera fundamentalne pytanie: czy fregata ma stać się statycznym pomnikiem i muzeum przy nabrzeżu, czy też – po remoncie i modernizacji – nadal pływać, na przykład w roli jednostki turystycznej.

Na razie jednak to pieśń przyszłości. Dziś Dar Młodzieży kołysze się w turkusowej wodzie Nassau, jego studenci uczą się oceanu, a przed dziobem majaczy Nowy Jork i parada, jakiej fregata jeszcze nie widziała. Decyzję o tym, gdzie spędzi morską emeryturę, można odłożyć. Wielki rejs trwa.