parada żeglarska
< Powrót
3
stycznia 2018
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Andrzej Bernat

Ireneusz Chwołka już w rejsie solo non stop!

W sto dni bez zawijania do portu i bez pomocy z zewnątrz zamierza opłynąć świat wrocławski żeglarz Ireneusz Chwołka. Jacht „Chief One” wypłynął na wielką wyprawę z Teneryfy we wtorek 2 stycznia o godzinie 16.45. W pożegnaniu uczestniczyli przyjaciele żeglarza oraz jacht „Kapitan II” z kapitanem Tomaszem Rybickim.

Do wokółziemskiej wyprawy żeglarz przygotowywał się od kwietnia 2017 roku. Rozpoczął od remontu jachtu „Chief One” z 1984 roku, klasy „Maxi 78”, amerykańskiej konstrukcji Palmer & Johnson – aluminiowej jednostki o długości 24 metrów. Ireneusz Chwołka wyposażył jednostkę we wszystko, co potrzebne podczas samotnego rejsu i 28 listopada wypłynął z załogą z Gdańska na Teneryfę, skąd w połowie grudnia planował rozpocząć swoją wyprawę. Niestety żeglarzom nie udało się dopłynąć na miejsce w określonym terminie.

– Trafiliśmy na sztormy na Morzu Północnym, przez które siedzieliśmy dwa tygodnie w Cuxhaven i Calais – mówi Ireneusz Chwołka. – Wiem, że dotrę do Hornu na początku jesieni i będą tam gorsze warunki, ale nie chcę odkładać rejsu.

Fot. Joanna Łupińska

Rejs z Gdańska do Santa Cruz pozwolił na sprawdzenie jachtu po remoncie, podczas którego m.in. dorzucono bramę z tyłu i stałą szprycbudę oraz zamontowano specjalną dryfkotwę.

– „Chief One” spisywał się bardzo dobrze i poza drobnymi usterkami nie mieliśmy żadnych problemów – mówi Ireneusz Chwołka. – Konstrukcja, żagle, liny – wszystko działało bez zarzutu. Sprawdziliśmy też autopilota i mimo 52 węzłów wiatru jacht trzymał kurs.

Ireneusz Chwołka podtrzymuje pierwotny cel, jakim jest okrążenie świata w sto dni. Popłynie trasą wschodnią.

– Jacht jest przygotowany, ja podobnie, a reszta zależy od szczęścia i pogody – mówi żeglarz. – Przez pierwsze trzy dni rejsu z Lizbony mieliśmy ponad prawie dziewięć węzłów średniej prędkości, a to wystarczy, żeby opłynąć świat w zakładanym czasie. W razie czego zapasów mam na 150 dni, ale myślę, że rejs nie będzie trwał dłużej niż 120. Nie czuję żadnego stresu, psychicznie jestem przygotowany. Jeżeli chodzi o stronę fizyczną, to mam pęknięte żebra, bo fala mnie przewróciła na pokładzie. Czuję lekki ból, ale za dwa-trzy tygodnie powinno już być dobrze.

W wokółziemskim rejsie solo non stop jest również Szymon Kuczyński płynący na jachcie „Atlantic Puffin”. Ma nad wrocławianinem sporą przewagę, bo jest już na Pacyfiku.

– Wszyscy nas porównują i pytają, czy go dogonię, ale nie czuję takiej presji – mówi Ireneusz Chwołka. – Szymonowi życzę szczęścia i niech zostanie trzecim Polakiem w historii, który ukończy rejs solo non stop.

Jeżeli Chwołce uda się opłynąć świat w zakładanym czasie, powinien wrócić na Teneryfę w drugim tygodniu kwietnia 2018 roku.

Przebieg wyprawy można śledzić na trackingu.

 

PODZIEL SIĘ OPINIĄ