< Powrót
17
grudnia 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Cezary Spigarski
liskiewicz
Wacław Liskiewicz i Krystyna Chojnowska-Liskiewicz.

Moja największa żeglarska przygoda: Wacław Liskiewicz

Niezwykłe, niezapomniane, wspominane przez lata. Mrożące krew w żyłach i wywołujące uśmiech na twarzach – żeglarskie przygody. Pytamy o te najważniejsze, najcenniejsze. Dziś o żeglarskiej przygodzie życia opowiada kpt. Wacław Liskiewicz.

– Dla mnie odpowiedź na pytanie, które wydarzenie było moją największą żeglarską przygodą jest dość prosta – mówi Wacław Liskiewicz. – To oczywiście rejs na „Swarożycu III” na Spitsbergen w 1967 roku. Rejs żeglarsko nie był może najbardziej wymagający, ale jednak miałem okazję wziąć udział w wydarzeniu historycznym. Cała trasa przebiegała właściwie bez zakłóceń. Problemy pojawiły się dopiero w drodze powrotnej, bo nie mieliśmy silnika, a w zasadzie płynęliśmy pod prąd. Jakoś sobie jednak poradziliśmy i zrobiliśmy bezpośredni przelot do Skagen. Muszę powiedzieć coś, czego wielu dzisiejszych żeglarzy być może nie wie i trudno byłoby im to zrozumieć. Otóż, w tamtych czasach niektóre rejsy bywały mniej uciążliwe i problematyczne, niż samo przygotowanie do nich. Myśmy wypłynęli w czerwcu, a przygotowania do rejsu zaczęliśmy także w czerwcu, tyle że rok wcześniej. Początkowo planowaliśmy rejs do Murmańska i powrót stamtąd przez Kanał Białomorski, ale nie dostaliśmy pozwolenia od Rosjan na taką trasę. Dlatego zdecydowaliśmy się na Spitsbergen. A z kolei przez Norwegów nasza wyprawa była traktowana niemal jak przedsięwzięcie szpiegowskie. My dostaliśmy norweskie wizy dopiero w Kopenhadze, a załoga jachtu Marynarki Wojennej, który miał płynąć z nami, wizy nie uzyskała. Na tych wizach mogliśmy dotrzeć tylko do Bergen. Tam z kolei musieliśmy długo przekonywać policje emigracyjną, żeby wydała nam pozwolenie na rejs na północ. Na szczęście odrębna wiza na Spitsbergen nie była potrzebna. W Longyearbyen konsul rosyjski próbował nam pomóc, bo mieliśmy jeszcze nadzieję, że na Bałtyk wrócimy Kanałem Białomorskim, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Jednak nie ma tego złego… dokonaliśmy historycznego wyczynu.

Rzeczywiście, rejs „Swarożyca III” na Spitsbergen przeszedł do historii nie tylko polskiego, ale i światowego żeglarstwa. Jak wynika z dostępnych materiałów, był to pierwszy rejs jachtu żaglowego do tej wyspy. W wyprawie uczestniczyli: Wacław Liskiewicz – kapitan jachtu i ówczesny komandor Akademickiego Klubu Morskiego; Dobrosław Daraszkiewicz – I oficer; Tadeusz Stawski – II oficer; Andrzej Janik – II oficer oraz załoganci Andrzej Trzaska i Kazimierz Przecławski. Rejs rozpoczął się w 13 czerwca 1967 w Ustce. Po miesiącu „Swarożyc III” dotarł do celu, a 21 sierpnia tego samego roku jacht zacumował w Gdyni.

„Swarożyc III” na Spitsbergenie, od lewej: A. Trzaska. W. Liskiewicz, K. Przecławski, D. Daraszkiewicz i T. Stawski.( fot: archiwum Wacława Liskiewicza)

Kapitan Liskiewicz pytany o to, czy woli żeglować po zimniejszych wodach północnych, czy na cieplejszych akwenach, jeszcze raz odwołuje się do przeszłości.

– W latach 60. akweny północne były najbardziej dostępne dla nas, żeglarzy z Polski – wyjaśnia. – Stąd rejsy np. na Islandię. Ale ja nie mam ulubionego akwenu, który bym jakoś szczególnie preferował. Zdarzało mi się z żoną pływać jeszcze w latach 60. wzdłuż wybrzeży ówczesnej Jugosławii, czyli po ciepłych wodach, a mamy też na koncie rejs transatlantycki na „Spanielu II” z Nowego Jorku. Do dziś staramy się spędzać wakacje na morzu.

Wyprawa na „Spanielu” Wacława Liskiewicza i Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz w roku 1980 stanowiła rejs kwalifikacyjny do regat Twostar ‘81, w których żeglarskie małżeństwo ostatecznie nie wystartowało z powodu braku funduszy.

Wacław Liskiewicz: ur. 16 lipca 1937 w Poznaniu. Inżynier budowy okrętów, konstruktor jachtów, które zapisały się w historii polskiego żeglarstwa. Żeglarz związany z Gdańskiem. W roku 1967 dowodził „Swarożycem III”, który jako pierwszy polski jacht, i najprawdopodobniej pierwszy w historii, dotarł na Spitsbergen. Kpt. Liskiewicz jest jednak zdania, że przed nim byli niemieccy żeglarze. Za ten rejs Wacław Liskiewicz otrzymał Konika Morskiego – nagrodę im. Conrada – przyznawaną od 1964 r. przez Gdański Okręgowy Związek Żeglarski za najlepszy rejs sezonu. Prywatnie jest mężem kpt. Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz, pierwszej kobiety, która samotnie opłynęła na jachcie kulę ziemską. Wacław Liskiewicz skonstruował m.in. „Marię” – pierwszy polski jacht, który dwukrotnie opłynął Ziemię oraz „Mazurka”, na którym w swój historyczny rejs popłynęła jego żona. Na jachcie „Dar Przemyśla”, skonstruowanym przez Wacława Liskiewicza, samotnie kulę ziemską opłynął z kolei Henryk Jaskuła.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ