< Powrót
8
października 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
chubbygirlcruising.com
wilbura
Wilbur Spaul i jego „Chubby Girl”.

Słyszeliście o… krótkiej wyprawie Wilbura Spaula?

Wilbur Sapul to żeglarz doświadczony. Znany z zamiłowania do oceanicznej włóczęgi i stawiania sobie coraz odważniejszych celów. Teraz chciał zrobić coś naprawdę ekstremalnego…

70-letni Amerykanin przez 21 lat pływał na 42-metrowym trimaranie „Wind Rose”. Ma na koncie m.in. samotne przeprawy z San Francisco na Florydę. Ostatnio zapragnął pobić rekord ustanowiony 40 lat temu przez niejakiego Gerryego Spiessana na trasie z Long Beach do Honolulu. Wówczas 2200-milową trasę żeglarz pokonał w ciągu 34 dni na łódce o długości 10 stóp. Spaul chciał to powtórzyć na jachcie jeszcze krótszym – ośmiostopowym.

W rejs na własnoręcznie zbudowanej kruszynie o wdzięcznym imieniu „Chubby Girl” wyruszył odważny żeglarz z San Francisco 26 września tego roku. Od początku liczył się z tym, że szybciej niż poprzednik do Honolulu nie dotrze. Był jednak święcie przekonany, że wcześniej, czy później cel osiągnie. Niestety, marzenia nie zawsze się spełniają. Zwłaszcza na morzu.

Po tygodniu żeglugi ze średnią prędkością 1,5 węzła, wydarzyło się coś niedobrego. Ogromna fala zaatakowała malutką łódkę i uszkodziła maszt. Jakby tego było mało, do włazu (który miał być wodoszczelny) zaczęła przeciekać woda. To nie były jedyne problemy. Kilka dni wcześniej, inna duża fala uszkodziła mocowanie silnika zaburtowego. Jego używanie stało się niemożliwe. Wilbur Spaul nie miał wyjścia – podjął decyzję o powrocie na amerykański kontynent. 7 października dotarł na holu do Monterey.

W dzienniku pokładowym śmiałek zapisał, że po zejściu na ląd musi znaleźć motel, żeby uciec ze swojego śmierdzącego jachtu i wziąć prysznic. Kolejny cel to znalezienie pralni, w której wypierze swoje, również nie pachnące fiołkami, ubrania i pościel. Spaul opisał tę woń jako „nasilający się zapach mokrego psa”. Cóż, strach pomyśleć, co czułby żeglarz po przebyciu całej trasy z Zachodniego Wybrzeża na Hawaje…

Za kilka dni żeglarz rozpocznie naprawę uszkodzeń i wzmocni swój jacht. Deklaruje, że kolejną próbę dotarcia na Hawaje mikrojachtem „Chubby Girl” podejmie późną wiosną, kiedy pogoda bardziej sprzyja tego rodzaju wyczynom.

Strona jachtu „Chubby Girl”

PODZIEL SIĘ OPINIĄ