< Powrót
9
lutego 2022
Tekst:
Krzysztof Płowecki
Zdjęcie:
Wikipedia
USS Indianapolis
Amerykański krążownik USS „Indianapolis”.

Słyszeliście o… załodze „Indianapolis” pożartej przez rekiny?

Pod koniec II wojny światowej amerykański krążownik „Indianapolis” wyruszył z sekretną misją transportu ściśle tajnego ładunku w okolice Japonii. W drodze powrotnej Japończycy zatopili okręt, a amerykańska załoga znalazła się w wodzie rojącej się od rekinów.

W 1945 roku komandor Charles McVay otrzymał rozkaz transportu ściśle tajnego ładunku na wyspę Tinian. Jego zawartość była znana jedynie garstce osób z rządu i armii. Były to elementy bomby atomowej Little Boy, zrzuconej później na Hiroszimę. Dowódca miał dostarczyć towar za wszelką cenę, nawet jeśli musiałby liczyć się ze stratami załogi lub sprzętu. Misja przebiegła pomyślnie. Okręt przepłynął z portu w San Francisco na wyspę Tinian bez przeszkód, rozwijając po drodze imponującą prędkość 29 węzłów.

Podczas rejsu powrotnego „Indianapolis” został zaatakowany przez japońską łódź podwodną. Amerykański krążownik trafiły dwie torpedy. Okręt zaczął tonąć. Przewrócił się na prawą burtę, po czym poszedł na dno, zabierając ze sobą część załogi. W wyniku ataku torpedowego zginęło około 300 osób.

„Indianapolis” został zatopiony w obszarze żerowania rekinów. W wodzie znalazło się około 900 ludzi! Marynarze oczekiwali na pomoc w kamizelkach ratunkowych, bez szalup. Zapach krwi ofiar ataku zwabił w pobliże ocalałych drapieżniki. Bezbronni rozbitkowie czekali na pomoc aż 107 godzin, a co jakiś czas rekiny mordowały kolejne osoby. Szacuje się, że zabiły nawet 150 osób. Marynarze umierali także z powodu hipotermii, nadmiaru sodu w organizmie czy z głodu.

Okazało się, że sygnał SOS wysłany w trakcie zatapiania okrętu nie został przez nikogo odebrany. Akcję ratunkową zapoczątkował dopiero amerykański samolot, który podczas patrolu zauważył marynarzy. Ostatecznie udało się uratować 316 osób.

Ocaleni Indianapolis

Członkowie załogi „Indianapolis” na wyspie Guam.

Kapitan „Indianapolis” przeżył całe wydarzenie. Został postawiony przed sądem wojennym pod dwoma zarzutami. Pierwszy z nich dotyczył braku zygzakowania okrętu w drodze powrotnej. Wśród przesłuchiwanych był kapitan japońskiej łodzi podwodnej, która zatopiła amerykańską jednostkę. Zeznał, że w tamtej sytuacji nawet zygzakowanie krążownika nic by nie dało.

Drugi zarzut oskarżał komandora o niewłaściwe zorganizowanie akcji opuszczania okrętu. Ocaleli członkowie załogi zeznali, że McVay zrobił wszystko co było możliwe – atak Japończyków uszkodził głośniki na pokładzie i komunikacja była utrudniona. Sąd uznał Charlesa McVaya winnym pierwszego zarzutu, ale zasądził łagodną karę – utratę punktów promocyjnych w opinii służbowej.

Jak patrzymy na te wydarzenia dzisiaj? Okręt, który dostarczył śmiercionośną broń zatonął, a 880 marynarzy zginęło. Czy można nazywać to złym losem? Załoga wprawdzie była nieświadoma zawartości i przeznaczenia ładunku, jednak jak się okazało, przyczyniła się do wielkiej  tragedii. Szacuje się, że w ataku atomowym na Hiroszimę zginęło między 70 a 90 tys. ludzi. Z 76 tys. budynków w Hiroszimie, 70 tys. zostało zburzonych lub uszkodzonych, w tym 48 tys. całkowicie.

Tragiczne losy „Indianapolis” pojawiły się w kulturze masowej. W filmie „Szczęki” Stevena Spielberga jeden z bohaterów – Quint – opowiada o zmaganiach załogi okrętu z morderczymi rekinami. Historia była także inspiracją do powstania filmu „Misja rekina”, historii zatopienia krążownika i procesu jego dowódcy.

Co myślisz o tym artykule?
+1
1
+1
0
+1
1
+1
0
+1
2
+1
0
+1
3

PODZIEL SIĘ OPINIĄ