parada żeglarska
< Powrót
4
lutego 2018
Tekst:
Dobrochna Nowak
Zdjęcie:
Szymon Kuczyński
Szymon

Szymon w samotnym rejsie dookoła świata minął Horn

W niedzielne popołudnie 4 lutego Szymon Kuczyński na malutkim jachcie „Atlantic Puffin” opłynął Przylądek Horn. Był to ostatni z Wielkich Przylądków na trasie jego samotnego rejsu dookoła świata bez zawijania do portów „Call of the Ocean”. Po wypłynięciu z Cieśniny Drake’a skieruje się na północ na ostatnią prostą do mety.

Przylądek Horn nazywany jest często „Żeglarskim Everestem”. Tym razem również zasłużył na to określenie. Wpływając w cieśninę Drake’a Szymona gonił duży układ niskiego ciśnienia, z którym zmierzył się w nocy w soboty na niedzielę. W rozmowie tuż po minięciu Przylądka Szymon przekazał:

– W ostatnich trzech dniach miałem dwa sztormy. Ten pod Hornem z 9B i 6-7 metrową falą. Ostatnie tygodnie były ciężkie. Wiatry silne i sztormowe. Bardzo zimno. W kabinie 2-5°C. Opady śniegu i deszczu. Prawdopodobnie dlatego, że płynąłem południową trasą blisko wód antarktycznych. Aktualnie muszę wydostać się jak najszybciej z cieśniny Draka. Goni mnie kolejny niż. Mimo minięcia Hornu, sytuacja nie zmieni się jeszcze przez jakieś 350 mil żeglugi na północny-wschód. A klimat zacznie łagodnieć najwcześniej po minięciu Falklandów. Do równoleżnika 40° S, który jest niejako granicą Oceanu Południowego jest jeszcze 1300 mil, czyli około dwóch tygodni.

Jacht w rejsie sprawuje się bardzo dobrze, jednak nie obyło się bez awarii. Największym problemem jest uszkodzona największa bateria słoneczna dostarczająca prąd elektryczny. W związku z tym żeglarz musiał zrezygnować z pracy głównego, hydraulicznego autopilota. Od Australii Szymon żegluje praktyczne wyłącznie ustawiając jacht samosterownie, przy pomocy systemu lin i ekspanderów. Drugi awaryjny autopilot elektryczny Szymon oszczędza na ostatni odcinek rejsu i zmienne warunki wiatrowe na Atlantyku. Ograniczenia prądowe dotknęły wszystkich urządzeń elektrycznych na pokładzie, w tym elektroniki jachtowej. Jedyne, które nieprzerwanie pracują to transporter AIS (widoczność dla innych jednostek) oraz inReach (lokalizacja na mapie online i kontakt przez satelity).

Chwilę grozy Szymon oraz jego kibice przeżyli jeszcze przez Australią, kiedy na dużej fali jacht dynamicznie przechylił się, a śpiący Szymon został wyrzucony z koi i uderzył z przeciwległą burtę. Przez kolejną dobę ekipa lądowa była w ciągłym kontakcie, żeby wykluczyć wstrząśnienie mózgu. Skończyło się szczęśliwie na rozcięciach twarzy (łuk brwiowy i usta), stłuczeniach oraz połamanych okularach.

Kilka dni przed trawersem Przylądka Horn, na dużej załamującej fali, jacht Szymona po raz kolejny mocno się przechylił.

– Jacht szedł mocno w górę, przechył nie większy niż 20 stopni opowiada Szymon. Wiedziałem już, że raczej się z tą falą nie zabiorę w zjazd. I dobrze, bo byłem do niej pod kątem, a do tego była tak wielka (…) Gdy szczyt fali właśnie przechodził pod „Puffinem”, pomyślałem – jeżeli następna nie będzie większa powinno być OK. Zdążyłem skończyć tę myśl (..) I jeeebuduu. Nie były nawet bardzo głośne, tylko że wywróciło mi mój mały świat. Ręką trzymałem się handrelingu z jednej burty, a stopą stałem na przeciwnym. Są zamontowane nad oknami, praktycznie w suficie. Niespecjalnie miałem czas i ochotę się stresować. Wzrokowo sprawdzałem czy luk i wywietrzniki są zamknięte. Była też myśl – wstanie? Wstał. Dość szybko raczej, ale ciężko określić czas. Analizując drogę różnych przedmiotów dotarło do mnie, że to musiało być ciut więcej niż 90. Czy „ciut” wynosiło 10 czy 30 stopni… Nie wiem. I chyba nie mam ochoty na sprawdzanie tego, szczególnie, że do tej pory nie udało mi odnaleźć zaczętego i ostatniego słoika z jagodami.

Szymon w swoich relacjach wspomina również, że miał obawę, czy jacht nie złamał masztu. Jednak po przeglądzie sprzętu okazało się, że największym problemem będzie posprzątanie całego wnętrza.

Szymon żegluje na jachcie Maxus 22 (długości 6,36m) już od 24 tygodni. Jak dotychczas z nawiązką realizuje swoje założenia dotyczące czasu rejsu. W sierpniu, w czasie wypłynięcia z Plymouth planował pokonać zaplanowaną trasę w czasie od 9 do 11 miesięcy. W chwili obecnej płynie zdecydowanie w dolnej granicy tych założeń – prawdopodobnie okołoziemską pętle zamknie w kwietniu tego roku, jeśli nadal sprzyjać mu będą warunki pogodowe. Wynik taki osiąga dzięki bardzo dobrej żegludze (średnia prędkość powyżej 4,5 węzła) oraz decyzji o wyznaczeniu kursu w bardzo niskich szerokościach geograficznych, gdzie ma do pokonania trasę krótszą, lecz w trudniejszych, zimowych warunkach.

Kompletne wpisy od Szymona przeczytać można na stronie www.zewoceanu.pl. Rejs można również śledzić przez aplikację mobilną „Zew Oceanu” (na Androida lub na iOS).

PODZIEL SIĘ OPINIĄ