< Powrót
5
sierpnia 2021
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
arch. Janusza Ostrowskiego
Proa
Proa na Zatoce Puckiej.

Wiatr w kleszczach kraba, czyli Proa na Bałtyku

Słyszeliście o łodziach Proa? To polinezyjskie asymetryczne dwukadłubowce, w których trudno odróżnić dziób od rufy. Wyposażone są w charakterystyczny ruchomy żagiel, ustawiany w zależności od kierunku wiatru na jednym lub drugim końcu łodzi. Na takich łódkach pływają też po Bałtyku polscy żeglarze.

Na razie nie jest ich zbyt wielu, ale co rok spotykają się na zlotach, żeby pochwalić się własnoręcznie zbudowanymi łódkami i wspólnie pożeglować. Tego lata zorganizowali zlot w Rzucewie pod hasłem „Dookoła Pucyfiku”.

– Z roku na rok jest nas w Polsce coraz więcej, choć do Rzucewa dotarło tylko sześć łódek – mówi Janusz Ostrowski, żeglarz Proa, konstruktor łodzi i popularyzator pływania na żaglu w kształcie szczypiec kraba. – Mimo to i tak było świetnie. Korzystaliśmy z gościny Parku Kulturowego Osada Łowców Fok, zorganizowaliśmy kilka rajdów po Zatoce Puckiej, czyli „Pucyfiku” i bawiliśmy się znakomicie.

W Polsce, jak deklaruje nasz rozmówca, jest jakieś 15 łodzi Proa. Poza tym jeszcze kilka zbudowanych według planów opracowanych m.in. przez Ostrowskiego – ta rodzina łódek wywodzi swą ogólną nazwę od pierwszej „polinezyjskiej” łodzi naszego rozmówcy, noszącej imię „Pjoa”.

Proa to wytrzymałe łodzie, pozbawione steru i miecza. Żeby nimi pływać, trzeba odpowiednio ustawiać żagiel. Użytkownicy chwalą sobie ich wyjątkową dzielność morską, sprawiającą, że doskonale nadają się do żeglugi po Bałtyku. Świetnie spisują się również na akwenach śródlądowych. Ciekawostką jest, że Polska jest drugim poza Oceanią miejscem, gdzie spotkać można najwięcej łodzi zbudowanych według tradycyjnej polinezyjskiej koncepcji. Niewielka grupa żeglarzy Proa jest też m.in. w Niemczech i we Francji.

– Proa dają poczucie wolności – mówi Janusz Ostrowski. – Nie przeszkadzają im ani mielizny, ani brak portu, są dość lekkie. Pływamy od plaży do plaży. Sztrandujemy gdzie chcemy. Jesteśmy blisko żywiołu, bo siedzimy tuż nad wodą. Cały czas zwracamy uwagę na to, co dzieje się z wiatrem i z falą. Warto pamiętać, że dość mało jest łodzi 5-, 6-metrowych, które nadają się do włóczęgi, i na których – w razie konieczności – można łatwo zejść z toru culumunibusowi.

Polscy toliwagowie, czyli właściciele łodzi wzorowanych na polinezyjskich pierwowzorach, korzystają z tradycyjnych konstrukcji, ale nie stronią od nowoczesnych materiałów. Ich drewniane, pozbawione okuć jachty wyglądają dość archaicznie, jednak wcale archaiczne nie są. Dziś standardem jest np. dwustronne laminowanie. Nowatorskie, jak na nasze europejskie standardy, jest też podejście toliwagów do techniki żeglowania. Najłatwiej przyswoić ją sobie windsurferom i kajciarzom, największy kłopot mają z tym „tradycyjni” żeglarze.

– Żeby żeglować na łódce Proa, trzeba odłożyć na bok wiedzę „na patent” zdobytą podczas kursów – wyjaśnia Janusz Ostrowski. – Łódkę prowadzimy szotem, gejtawami, pochyleniem masztu. Trzeba czuć co robi łódź i reagować na to. Na tej łódce nie mogą pływać ludzie, którzy nie czują wiatru. Bardzo łatwo uczą się tego młodzi żeglarze. Z czasem podpowiadamy im dodatkowe środki i metody opanowywania łódki. No i przede wszystkim uczymy zdroworozsądkowego podejścia do żeglugi. Nie pływamy w warunkach zagrażających życiu, nie pływamy dla prędkości, pływamy bezpiecznie. To niska łódka, więc w sposób naturalny reaguje się na to, co dzieje się na wodzie. Równocześnie oduczamy strachu przed morzem, a uczymy szacunku dla niego.

Właściciele łodzi Proa starają się popularyzować bałtyckie żeglarstwo plażowe. W sezonie dostępne są w Chałupach dwie łodzie w Bazie DeSki i kolejne dwie w Szkole Windsurfingu BoSport niedaleko Chałup. Są tam także instruktorzy, którzy wprowadzą chętnych w tajniki żeglowania na łodziach Proa.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ