Znani i nieznani: Władysław Cebula
W Jachtklubie Stoczni Gdańskiej jest od 1970 roku. Dziś sprawuje tam funkcję wicekomandora i walczy o przetrwanie klubu założonego w 1957 roku. Urodził się 75 lat temu w …
Wladyslaw Cebula Baltic Sail 06 07 2018 LTF 4138W Jachtklubie Stoczni Gdańskiej jest od 1970 roku. Dziś sprawuje tam funkcję wicekomandora i walczy o przetrwanie klubu założonego w 1957 roku.
Urodził się 75 lat temu w Stalowej Woli, a jego pierwszy kontakt z wodą to rzeka San. Jako trzynastolatek, z pomocą braci, poznał żeglarstwo.
– To był klub Ligi Obrony Kraju w którym pływałem na Cadetach, włączałem się też do szkoleń – mówi Władysław Cebula. – Interesowały mnie wtedy prace bosmańskie. W wieku 15-16 lat byłem już w tym na tyle dobry, że szkoliłem innych.
Startował także w regatach organizowanych w ówczesnym województwie rzeszowskim. Najpierw na Cadecie, potem pojawiła się łódka klasy Hornet. To była stara, drewniana łódź z wysuwaną ławeczką. Niedługo potem pojechali z klubowymi kolegami na Ogólnopolską Spartakiadę Młodzieży do Trzebieży i tam zetknęli się z dużą konkurencją z innych rejonów Polski. Raz było lepiej, raz gorzej, ale dużo się wtedy nauczył.
Mimo, że mieszkał na południu kraju, był na bieżąco z prasą morską i żeglarską. Dużo czytał, bo to go bardzo interesowało.
Reklama · Pomorski Związek ŻeglarskiTwoja reklama tutajReklama i współpraca →– To mnie nakręcało jeszcze bardziej do działania na wodzie – wspomina Władysław Cebula. – Potem przyszła kolej na wyjazdy nad morze, najpierw do puckiego ośrodka żeglarskiego, potem była Jastarnia i znowu Trzebież, gdzie już jako sternik morski zdobywałem uprawnienia instruktorskie.
Potem zamieszkał w Gdańsku, bo bardzo mu się nad morzem podobało.
– W 1968 roku poszedłem do Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni, potem zostałem zawodowym żołnierzem w Wojskach Ochrony Pogranicza, ale po jakimś czasie stwierdziłem, że wojsko to zbyt wiele ograniczeń – wspomina. – Nad morzem jednak zostałem, bo nie wyobrażałem sobie innego życia.
Po odejściu do cywila zaczął pracować w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. To było w 1970 roku chwilę przed wydarzeniami grudniowymi. Zatrudnił się w Wydziale Obsługi Budowy Statków, pracując m.in. dźwigach czy holownikach, na których zdobył stopień kapitana. W tym zawodzie przepracował 45 lat.
Reklama · Pomorski Związek ŻeglarskiPromuj swoją markęSprawdź ofertę →
– W tym czasie jednak nie zapominałem o żeglarstwie, zdobywałem kolejne kwalifikacje – mówi. – W tym samym roku kiedy zacząłem pracę w stoczni, wstąpiłem, już jako sternik morski, do Jachtklubu Stoczni Gdańskiej. Startowałem w regatach, prowadziłem szkolenia, obozy żeglarskie, z których około tysiąca młodych ludzi wyszło z patentami żeglarskimi.
Przez dwie kadencje Władysław Cebula był szefem wyszkolenia żeglarskiego Jachtklubu Stoczni Gdańskiej. W klubie jest do dziś, czyli 54 lata. Jest w jego zarządzie jako wicekomandor.
– Bycie w zarządzie zawsze zobowiązywało mnie do pracy i dobrze się z tym czuję, zwłaszcza w trudnych sprawach od kiedy klub nie funkcjonuje na własnym terenie – mówi. – Po wielu rozmowach udało nam się podpisać z Gdańskim Ośrodkiem Sportu umowę dzierżawy, na mocy której uzyskaliśmy powierzchnię pozwalającą nam działać. Dziś próbujemy wznawiać działalność statutową, czyli szkolenie.
– Próbuję ten klub utrzymać przy życiu – dodaje. – Mamy w klubie trzy jachty morskie, jacht motorowy „Aramis”, jacht typu Albacora i „Stoczniowiec 80” oraz sporo sprzętu typu Optimist czy Omega.
Reklama · Pomorski Związek ŻeglarskiArtykuł sponsorowanyZapytaj o pakiet →W klubie jest obecnie 33 członków i razem próbują działać. Trudno jest im się utrzymać ze składek, przy tak niewielkiej ilości członków, ale się nie poddają.
– Niedawno zwrócił się do nas Sailing Factory Club Jacka Chabowskiego z propozycją współdziałania dotyczącego szkolenia w oparciu o naszą bazę – dodaje wicekomandor Cebula. – Ta współpraca jest dla nas cenna, bo pozwala nam zdobyć środki na podstawowe koszty związane z utrzymaniem. To też szansa na odżycie klubu, ściągniecie młodzieży, powrót do żeglarskiego życia klubowego.
W 2024 roku Władysław Cebula i jego klub chcą zorganizować regaty o Puchar Prezydenta Miasta Gdańska. Niedawno uzyskali patronat pani prezydent Aleksandry Dulkiewicz i wszystko wskazuje na to, że regaty odbędą się 27 i 28 lipca.
– Już pracujemy nad ich przygotowaniem, choć muszę przyznać, że w planach była jeszcze opcja organizacji Żeglarskiego Dnia Dziecka, jakie już wcześniej w klubie były organizowane, ale tym razem to się nie udało – dodaje. – Może za rok będzie łatwiej.
Reklama · Pomorski Związek ŻeglarskiWyróżnij swoją firmęSprawdź cennik →Władysław Cebula, jak sam mówi, czasem napisze coś na klubową stronę, ale wcześniej media nie były mu obce. Prowadził lokalną telewizję dla mieszkańców gdańskich dzielnic Zaspa i Chełm, która nazywała się „TV Gdańsk”.

– To były głównie programy dotyczące morza i żeglarstwa, ale nie mogło być inaczej, bo to jest przecież najlepiej znany mi temat – wspomina.
Dla Władysława Cebuli, co podkreśla, ważny był również kontakt z żaglowcem STS „Pogoria”.
– Jakieś kilkanaście lat temu pojawiłem się na tym żaglowcu jako oficer wachtowy – wspomina. – Podczas dwutygodniowego rejsu rejestrowałem na video ten czas, nagrałem sporo materiału szkoleniowego. Potem byłem na „Pogorii” jeszcze z pięć lub sześć razy w trakcie kolejnych edycji rejsów szkoleniowych na oficerów wachtowych i kapitanów na żaglowce. Za każdym razem był to wspaniały czas.
Władysław Cebula urodził się w 1949 roku w Stalowej Woli. W zarządzie Jachtklubu Stoczni Gdańskiej jest od 1972 roku i dziś już przez pięć kadencji pełni funkcję wicekomandora klubu. Mieszka na gdańskiej Zaspie. W 2020 roku został odznaczony medalem „Za Szczególne Zasługi Dla Żeglarstwa Pomorskiego”.























