< Powrót
5
lutego 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
arch. Andrzeja Piotrowskiego
Piotrowski
Od lewej: Władysław Wagner i Andrzej Piotrowski podczas spotkania w 1990 roku.

Andrzej Piotrowski: To będzie symboliczne dokończenie rejsu Wagnera

Wiosną wyruszy z Wysp Azorskich rejs żeglarzy polonijnych do Gdyni na jachcie „Kpt. Wagner II”. Po drodze załoga odwiedzi miejsca związane z samotnym, wokółziemskim rejsem kapitana Władysława Wagnera, który zakończył się w Anglii. Jacht poprowadzi kapitan Andrzej Piotrowski, który opowiedział nam o swoich spotkaniach z Władysławem Wagnerem i przygotowaniach do tej wyprawy.

– Kiedy poznał pan kapitana Władysława Wagnera?

– Pierwszy raz spotkałem się z Władysławem Wagnerem w 1990 roku. Był to efekt mojej rozmowy z ówczesnym komandorem Yacht Klubu Polskiego w Londynie, Jerzym Knabe, którą odbyłem dwa lata wcześniej. W Polsce wiał wiatr przemian, a my postanowiliśmy, że zorganizujemy zlot Polonii żeglarskiej w Gdyni. Zaczęliśmy szukać polskich żeglarzy mieszkających za granicą, którzy mogli poszczycić się największymi osiągnięciami już w okresie przedwojennym. W sposób naturalny, pierwsze nazwisko, jakie przyszło nam do głowy to był właśnie kapitan Wagner. Wtedy moja wiedza o nim była minimalna, pochodziła z PRL-u, w którym jego sukces raczej starano się zamilczeć, niż upamiętnić. Nawet nie wiedziałem, gdzie on mieszka.

– Musieliście szukać jego adresu?

– Tak. Wydawało się nam, że po zakończeniu rejsu w Anglii, Wagner został właśnie tam. Jurek wydobył jednak z PZŻ listę najznakomitszych żeglarzy, którzy po zakończeniu działań wojennych nie wrócili do kraju. Wynikało z niej, że „nasz poszukiwany” mieszka w Winter Park na Florydzie.

– Jednym słowem dla pana, odległość do kapitana Wagnera się skróciła.

– Ja mieszkam w Chicago. Zimą to nie jest najprzyjemniejsze miejsce, więc ludzie stamtąd jeżdżą wypoczywać na Florydę. Była właśnie zima, więc i ja wybrałem się na wschodnie wybrzeże. To był rok 1990. Podczas tego pierwszego spotkania poinformowałem Władysława Wagnera o zamiarze zorganizowania zlotu polonijnego w 1991 roku. Powiedziałem, że byłoby dobrze, żeby on w tym zlocie wziął udział. Obejrzałem też kilka filmów nakręconych przez żonę kapitana, Mabel podczas ich pobytu na Karaibach. Miałem też okazję zobaczyć kilka dokumentów, w tym listę gości wpisujących się do księgi pamiątkowej podczas wokółziemskiego rejsu na kolejnych „Zjawach”.

– Zaprosił pan kapitana do udziału w zlocie?

– Niestety, jego stan zdrowia nie pozwalał na to, żeby wziął udział w zlocie. Był po wylewie, miał częściowy paraliż prawej strony ciała i nie było mowy o tym, by mógł tak daleko podróżować, ani samolotem, ani tym bardziej jachtem. Zlot odbył się zgodnie z planem. Ze Stanów popłynęły dwie jednostki. Dowodzona przeze mnie „Solidarity” i „Free Poland”. Zlot odbył się w lipcu, a mnie pytano tam między innymi właśnie o kapitana Wagnera. Ludzie wiedzieli, że miałem okazję go poznać. Opowiadałem, co wiedziałem.

– Potem odwiedził pan Wagnera ponownie…

– Drugą wizytę w domu państwa Wagner złożyłem jesienią 1991 roku. To było długie, czterogodzinne spotkanie. W tym, przez dwie godziny rozmawialiśmy w cztery oczy. Kapitan wyprosił z pokoju nawet swoją żonę. Chciał się po prostu więcej dowiedzieć o mnie. Miał już informacje z kilku źródeł, ale chciał dowiedzieć się więcej. Pytał skąd wziąłem się w Stanach, gdzie uczyłem się żeglarstwa i gdzie zdobyłem stopień kapitana. Pytał o moją rodzinę i o wiele innych rzeczy. Chciał mnie po prostu zweryfikować, bo różni ludzie do niego trafiali i chcieli go „bajerować”. Ona sam sporo mi też opowiadał o sobie. Mówił nawet o rzeczach, o których nikt w Polsce dotąd nie wiedział. Na końcu spytał mnie, co ja z tą wiedzą będę chciał zrobić. Oczywiście, po dwóch godzinach rozmowy nie mogłem na gorąco zdecydować, co z tym zrobię.

– O czym konkretnie mówił Władysław Wagner?

– Władysław Wagner poinformował mnie między innymi o swoich planach inwestycyjnych. Chciał na Morzu Karaibskim, na wyspie Sint Maarten, zbudować spora marinę z domami na wynajem i cumowiskami dla jachtów. Miał też w planie budowę rafinerii. Był jednym z projektantów tego przedsięwzięcia.

– Oczekiwał pomocy w tej sprawie?

– Nie mogłem obiecać, że cokolwiek załatwię. Sam byłem azylantem w Stanach, do Polski pojechałem pierwszy raz od 15 lat właśnie na zlot polonijnych żeglarzy. Nie miałem pojęcia, jaka jest nowa władza, czy w ogóle byliby zainteresowani projektami Władysława Wagnera? Czy nie mają czegoś lepszego do roboty od dbania o jego dobre imię? Mogłem jedynie obiecać, że zrobię wszystko, by Władysław Wagner zajął należyte miejsce w panteonie polskich żeglarzy.

– Ale zadania propagowania dokonań słynnego Polaka w ojczyźnie pan się podjął?

– Pod koniec 1991 roku dowiedzieliśmy się z Jurkiem Knabe, że uhonorowani zostaniemy nagrodą Rejs Roku. Poleciałem do Polski po jej odbiór i miałem okazję powiedzieć zgromadzonym co nieco o Władysławie Wagnerze. Nie wszyscy mu wówczas w naszym kraju sprzyjali. Miał tu zaciekłych wrogów, którzy oskarżali go o różne rzeczy, choćby o to, że ukradł harcerski jacht, na którym popłynął w swój rejs. Wykorzystałem swoją minutę przeznaczoną na standardowe podziękowania za nagrodę na przypomnienie jego osoby i jego dokonań. Powiedziałem też, że warto go uhonorować za niezwykłe osiągnięcia.

– I tak się stało.

– Postanowiliśmy ufundować mu dzwon z inskrypcją dziękczynną od polskich żeglarzy. Tak też zrobiliśmy. Dzwon został błyskawicznie odlany i zabrałem go do Stanów, gdzie w maju 1992 roku wręczyłem go kapitanowi. Był bardzo wzruszony, niewiele mówił a w jego oczach zaszkliły się łzy. Ta wizyta była krótka, bo Wagner miał kolejne kłopoty zdrowotne i lekarz kazał mu unikać wszelkich wzruszeń.

– Kilka miesięcy później kapitan zmarł.

– Tak. Dowiedziałem się o tym płynąc swoim jachtem przez kanały francuskie z Niemiec, dokąd przeprowadziłem jacht na remont i aby przeczekał zimę po zlocie polonijnym w Gdyni. Zadzwoniłem z Francji do Mabel, żeby złożyć jej kondolencje. Później dostałem od niej zdjęcia z pogrzebu kapitana i to był ostatni akord mojego ziemskiego spotkania z kapitanem Władysławem Wagnerem. Jego prochy zostały sprowadzone do Polski, gdzie spoczywają w rodzinnym grobowcu na cmentarzu w Gdyni-Witominie.

– I na tym sprawa mogła by się zakończyć, ale to nie był finał, a właściwie początek nowego rozdziału w tej wagnerowskiej historii?

– Od roku 1992 minęło dwadzieścia lat. W tym czasie napisałem wiele artykułów, udzieliłem wiele wywiadów opowiadając o kapitanie Wagnerze. Często przyjeżdżałem do Polski i jak tylko mogłem, propagowałem wiedzę o życiu i dokonaniach żeglarskich naszego słynnego rodaka. Zacząłem też pisać jego biografię. Dziś jest już prawie skończona. Ale wspólnie z Jerzym Knabe wpadliśmy na pomysł, by w roku 2012 w szczególny sposób uczcić pamięć kapitana. Na ten rok przypadały trzy ważne rocznice. Po pierwsze – 20-lecie jego śmierci, po drugie 80-lecie rozpoczęcia słynnego rejsu, po trzecie 100-lecie urodzin kapitana. Chciałem żeby przy tych wszystkich okazjach wydarzyła się jakaś duża rzecz. Wspólnie z Jurkiem Knabe, kolegami z Chicago i z Kanady ustaliliśmy, że na wyspie Tortola w archipelagu Brytyjskich Wysp Dziewiczych, odsłonimy tablicę ku czci kapitana. Tak też się stało przy udziale kilkudziesięciu jachtów polonijnych, 500 żeglarzy i z asystą „Fryderyka Chopina”. Rocznicowe obchody odbywały się jeszcze kilkukrotnie w późniejszych latach, ale ja już w nich nie uczestniczyłem.

– Ta historia miała ciąg dalszy?

– Tak, bo wpadł mi do głowy pomysł, by dla uczczenia pamięci kapitana kupić jacht i nadać mu imię „Kapitan Wagner”. Tak też zrobiłem. Była to 35-stopowa łódka kupiona w stanie Wisconsin  i w Chicago wyremontowana. Wspólnie z Piotrem Rudzińskim i jego żoną przeprowadziliśmy jacht do Nowego Orleanu. Miałem zamiar kontynuować rejs szlakiem wielkich Polaków, którzy zamieszkali w Stanach Zjednoczonych i wnieśli istotny wkład w życie lokalnych społeczności. W Nowym Orleanie pojawiły się jednak kłopoty i nie mogliśmy płynąc dalej. Jacht trzeba było wyremontować, a tymczasem współwłaściciel jednostki wycofał się z projektu. Nie pozostało nic innego, jak kupić drugą jednostkę. Kupiliśmy ją na Bahamach. Nazwałem ją „Kpt. Wagner II” i wyruszyłem nią do St. Petersburg na Florydzie. Stamtąd, w 2016 roku jacht wyruszył w drogę do Chicago. Do Ft. Lauderdale płynąłem wspólnie z Arturem Żebrowskim.

Cmentarz żołnierzy Błękitnej Armii.

– Jaką trasę wybraliście, jakie były kryteria tego wyboru?

– Odwiedziliśmy wiele miejscowości i miejsc związanych z Polakami. Między innymi cmentarz w Nowym Orelanie, na którym spoczywają szczątki  płk. Szymańskiego z Powstania Listopadowego, który walczył w Stanach po stronie Południa w wojnie secesyjnej, cmentarz Magnolia w Mobile, gdzie spoczywa płk. Hipolit Oładowski – przyjaciel generała Konfederatów Braxtona Bragga, Dotarliśmy też do Fort Lauderdale, a później do Savannah. Od Savannah towarzyszył mi Piotr Rudziński z Nowego Jorku.  Płynęliśmy szlakiem Atlantic Intracoastal Waterway. Odwiedziliśmy Charleston, gdzie szukaliśmy śladów Mikłaszewicza, jedynego polskiego pirata, który walczył po stronie Amerykanów w rewolucji amerykańskiej. Dotarliśmy też do Annapolis, wylęgarni amerykańskich admirałów. Odwiedziliśmy wiele innych miast i grobów zasłużonych Polaków i w końcu dotarliśmy do Nowego Jorku. W tamtych latach spoczywały tam jeszcze szczątki Ignacego Matuszewskiego i Henryka Floyar-Rajchmana, polskich oficerów, którzy przeprowadzili akcję wywiezienia za granicę złota Banku Polskiego w momencie ataku hitlerowskich Niemiec na nasz kraj. Później sprowadzono ich prochy do Polski. W New Jersey odwiedziliśmy grób słynnego „Szamana Morskiego” z kart książki Borhardta, czyli Eustazego Borkowskiego.

– Dokąd wyruszyliście z Nowego Jorku?

– Z Nowego Jorku, przez rzekę Hudson, kanałami dotarliśmy do Buffalo. Warto wspomnieć, że na Hudson mieliśmy okazję podziwiać most zaprojektowany przez syna słynnej Heleny Modrzejewskiej, Ralpha Modjeskiego. W Buffalo, które w latach 30 minionego stulecia było miastem w 70 procentach polskim, śladów po naszych rodakach zachowało się bardzo wiele. Tam ugościła nas w sposób szczególny lokalna Polonia. Odwiedziliśmy również Tadeusz Kosciuszko Camp w Kanadzie. Był to w latach 1917-1919 obóz szkoleniowy dla żołnierzy „Błękitnej Armii” generała Hallera. Do naszych czasów zachował się cmentarz naszych żołnierzy zmarłych z powodu m.in. grypy i innych chorób. To jedyny polski cmentarz wojskowy na terenie Ameryki Północnej. Dalej płynęliśmy przez jezioro Erie, Michigan i dotarliśmy do Chicago. To było w listopadzie 2016 roku.

Most na rzece Hudson widziany z pokładu „Kpt. Wagner II”.

– I wtedy zakończyła się ta wyprawa?

– Lata 2017 i 2018 przeznaczyłem na remont statku. Z różnymi przygodami, w roku 2018 wypłynąłem z Chicago i dotarłem do  Buffalo. Dalszą wyprawę przełożyłem na 2019 rok, bo jacht wymagał doposażenia na Atlantyk. W lipcu 2019 wypłynąłem z Buffalo i poprzez  Lake Ontario, St. Lawrence Seaway dotarłem do St. Pierre. To francuska enklawa na Nowej Fundlandii. Na Atlantyk wyruszyłem z St. Pierre i dopłynąłem na Azory, gdzie teraz zacumowany jest „Kpt. Wagner II”.

– Jakie były dalsze pańskie plany?

– Podczas spotkań z rodziną Wagnerów poznałem, poza samym kapitanem, jego małżonkę i córkę. Nigdy nie miałem okazji poznać syna Michaela, który mieszkał na Porto Rico. Okazja nadarzyła się dopiero w 2014 roku, w Chicago. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie i na to, że on poprowadzi jacht „Wagner II” z Anglii, z Great Yarmouth, do Gdyni. Jemu ten pomysł bardzo się spodobał. Z tego, co wiedziałem był doskonałym żeglarzem i szkutnikiem, do tego był niemal kopią ojca. Dlatego idea, by właśnie on symbolicznie dokończył rejs swojego ojca wydawała się słuszna. Niestety, w roku 2015 Michael zmarł na atak serca. Zatem żadnemu Wagnerowi nie udało się dotrzeć do Gdyni.

Michael Wagner.

– Ale wciąż pan chce dopłynąć na swoim „Wagnerze II” do Gdyni?

– Tak, wypadało żeby ktoś to zrobił w ich imieniu, symbolicznie dokończył rejs Władysława Wagnera, który wyruszył z Gdyni do Gdyni chciał wrócić. No i padło na mnie.

– Kiedy pan rusza?

– Wiosną. Harmonogram rejsu już jest. Teraz tylko kompletujemy załogę.

– Kto popłynie z Azorów do Gdyni?

– Idea jest taka, żeby w rejsie popłynęli żeglarze polonijni i do nich skierowany jest mój apel, by zgłaszali się do mnie za pośrednictwem internetu. Natomiast w polskich portach zapraszamy wszystkich żeglarzy, także krajowych, do udziału w wydarzeniach towarzyszących przypłynięciu „Wagnera II” do Polski.

– Jak będzie wyglądał wasz pobyt w Polsce?

– Najpierw dotrzemy do Gdyni, bo tak zrobiłby Władysław Wagner, gdyby mógł dokończyć swój rejs. Potem na pewno odwiedzimy Puck, gdzie wspólnie z Andrzejem Dębcem z klubu Zejman zorganizujemy okolicznościowe wydarzenia i być może zahaczymy o Hel i Jastarnię. Można się też nas spodziewać w Gdańsku podczas Baltic Sail, gdzie Mesa Kaprów Polskich oficjalnie powita żeglujących na „Wagnerze II” Polonusów.

– Czy polscy żeglarze z kraju maja szansę dostać się do załogi „Wagnera II”?

– Tak. Warto do mnie napisać, bo może się okazać, że będzie nam brakowało kogoś w składzie. Wtedy w rejsie będzie mógł wziąć udział ktoś z Polski.

A napisać do kapitana Piotrowskiego można pod adres panmesa17@gmail.com. Natomiast harmonogram rejsu Szlakiem Wielkich Polaków 2020 wygląda tak:

Azory-Gdynia – 4 tygodnie
I etap (12.05-22.05) – Praia da Vitoria-Falmouth – 1350 Mm
II etap (24.05.- 27.05) – Falmouth-Great Yarmouth – 370 Mm
III etap (29.05.- 02.06.) – Great Yarmouth-Skagen – 490 Mm
IV etap (04.06.- 06.06.) – Skagen-Roenne – 230 Mm
V etap (08.06.- 12.06.) – Roenne-Gdynia – 170 Mm

„Kpt. Wagner II” w Annapolis.

Dane techniczne „Kpt. Wagner II”

Jacht jest nardzo mocnym keczem o kadłubie z żywicy poliestrowej.

Długość całkowita: 46.50’/14.17m
Szerokość: 13.50’/4.11m
Zanurzenie (max.): 5.25’/1.60m
Powierzchnia ożaglowania: 81.38 m2
Wyporność: 30000 lbs./13608 kg.
Balast ołów: 8400 lbs./3810 kg.
Konstruktor: Henry Scheel
Budowniczy: Morgan/Catalina Yacht Yard
Napęd pomocniczy: Silnik Yanmar, nodel: 4JH3-HTE
Typ: Yanmar turbodiesel
HP/KM: 100
Zbiornik wody: 195 gals./738 l.
Zbiornik paliwa: 175 gals./662 l.
Wysokość masztu od linii wodnej: 56.50’/7.22m

Kapitan Andrzej Piotrowski przepłynął Atlantyk 14 razy, i to do niego przybywają ludzie z całego świata aby tego się nauczyć. W 2013 roku obchodził 50-lecie swojej przygody z żeglarstwem. Jest dożywotnim prezydentem Karaibskiej Republiki Żeglarskiej, którą założył wraz z Bogusławem Lindą. Do Ameryki po raz pierwszy przypłynął jeszcze w czasach PRL-u. Do Stanów powrócił na stale w 1977 roku, ale już z biletem w jedna stronę.
Jest polskim i polonijnym żeglarzem, dziennikarzem, współpracownikiem-korespondentem magazynów żeglarskich „Rejs” i „H2O”, a także „Dziennika Związkowego” i miesięcznika „Polonia” w Chicago.
W 1963 roku zaczął żeglować jako członek Klubu Morskiego Tramp w Koszalinie, w 1974 r. otrzymał stopień kapitana jachtowego, a w 1976 brał udział w wyprawie żeglarskiej z okazji 200-lecia Stanów Zjednoczonych znanej jako „Operacja Żagiel 76” na pokładzie jachtu Wojewoda Koszaliński jako III oficer na trasie: Kołobrzeg-Plymouth-Wyspy Kanaryjskie-Bermudy-Newport-Nowy Jork (6760 Mm).
W roku 1986 zakupił w Niemczech jacht żaglowy typu slup – Dehler 34, który nazwał „Solidarity” i przeżeglował trasę z Grossenbrode nad Bałtykiem i przez Morze Północne-Kanał Angielski-Atlantyk-Morze Karaibskie-Atlantyk-rzekę Hudson-Wielkie Jeziora dotarł do Chicago (9260 Mm), gdzie mieszka do dzisiaj.
W roku 1988 został wybrany komandorem polonijnego klubu żeglarskiego Joseph Conrad Yacht Club w Chicago i pełnił tę funkcję przez dwie kadencje.
W latach 1988-1996 na swoim jachcie „Solidarity” 8 razy brał udział w regatach Chicago-Mackinac Race. W 1989 r. uczestniczył w regatach samotnych żeglarzy (Port Huron-Mackinac Island Solo Challenge ’89) zajmując trzecie miejsce w swojej klasie.
W roku 1991 był jednym z organizatorów i uczestników (na jachcie „Solidarity”) w I zlocie żeglarzy polonijnych (I World Polonia Sailing Jamboree-Poland 91). Rejs prowadził z Chicago przez Wielkie Jeziora-rzekę Hudson-Atlantyk-Azory-Kanał Angielski-Morze Północne-Bałtyk do Gdyni (5870 Mm).
W 1991 r. założył firmę żeglarską Polish Sailing Center of Chicago, a w 1992 wziął udział w regatach o Puchar Prezydenta miasta Świnoujście na trasie Świnoujście-Bornholm-Sassnitz-Świnoujście, zajmując I miejsce w swojej klasie. W tym samym roku wziął udział jachtem „Solidarity” w regatach o Srebrny Dzwon Kołobrzegu, zajmując I miejsce w swojej klasie. W roku 1992 pożeglował w drogę powrotną do USA przez Morze Bałtyckie-Morze Północne-Kanał La Manche-rzeki i kanały Francji-Morze Śródziemne-Atlantyk-Morze Karaibskie-Wewnętrzną Przybrzeżną Drogę Wodną-rzekę Hudson i Wielkie Jeziora do Chicago (10080 Mm).
W 1993 r. wziął udział na „Solidarity” w regatach samotnych żeglarzy (Solo Challenge ’93) na trasie Port Huron-Wyspa Mackinac-St. Joseph (550 Mm) zajmując I miejsce.

Kpt. Andrzej Piotrowski.

To tylko część odbytych przez kapitana rejsów i regat oraz osiąganych na przestrzeni lat sukcesów i trofeów regatowych. Cała lista jest bardzo długa. Warto dodać, że w drugiej dekadzie XXI wieku kapitan Piotrowski m.in. prowadził rejs katamaranem „Atlantic Adventure” na trasie Le Marin, Martynika-Marigot Bay, St. Martin. Długość rejsu wyniosła 310 Mm. Na tym samym katamaranie odbył kilka rejsów czarterowych odwiedzając wyspy: St. Barts, St. Kitts, Statia, Saba, Anguilla i Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Łączna trasa tej wyprawy to 675 Mm. Wziął też udział jako co-skipper i operator filmowy w rejsie jachtu „Husaria” na trasie Vancouver-San Francisco. Przepłynięto wówczas 1080 mil morskich. Natomiast w 2011 r. popłynął jako co-skipper w rejsie jachtem „Pickwick” (Camper Nicholson 44) na  trasie Ft.Lauderdale-Nassau-Sandy Cay (Bahamas)-Ft. Lauderdale. Długość trasy to 370 Mm.  Uczestniczył także, jako skipper w rejsie katamaranem „Saloon” (440 Ghea) na trasie St.Martin-Brytyjskie Wyspy Dziewicze-St. Martin. Podczas rejsu przepłynięto 410 Mm.

Kpt. Piotrowski jest Członkiem Bractwa Wybrzeża – Mesy Kaprów Polskich # 69, Towarzystwa Samotnych Żeglarzy Wielkich Jezior – Great Lakes Singlehanded Society, Michigan – USA oraz Karaibskiej Republiki Żeglarskiej.

Ważniejsze nagrody
1991 – Nagroda Specjalna „Rejs Roku za organizację i udział w I World Polonia Sailing Jamboree Poland ‘91
1993 – Druga Nagroda „Rejs Roku za rejs jachtem „Solidarity” na trasie Kołobrzeg-Chicago, USA (10,080 Mm)
1994 – Nagroda 75-lecia Polskiego Związku Żeglarskiego za promowanie żeglarstwa wśród Polonii Amerykańskiej
1997 – Nagroda Conrada  od miasta Gdańsk za organizację i udział w II World Polonia  Sailing Jamboree – Poland ‘97
1999 – Nagroda Specjalna „Rejs Roku za rejs jachtem „Gemini I” na trasie Gdynia-St. Petersburg, Floryda (8,278 Mm)
2001 – Medal za Szczególne Zasługi dla Żeglarstwa Polskiego przyznany przez Zarząd Polskiego Związku Żeglarskiego

Główne osiągnięcia żeglarskie
– 14-krotne przepłynięcie Atlantyku na jachtach żaglowych
– przepłynięcie ponad 5000 Mm samotnie
– czterokrotne pokonanie rzeki Missisipi w rejsach jesienno-zimowych
– 11-krotny udział w regatach Chicago-Mackinac Race

PODZIEL SIĘ OPINIĄ