< Powrót
17
czerwca 2022
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Elena Giolai
Kamil Manowiecki
Kamil Manowiecki na majowych mistrzostwach Europy w klasie iQFoil zajął czwarte miejsce w grupie U21.

Kamil Manowiecki: Zakochałem się w klasie Wing Foil

Łączy studia na Malcie z pływaniem w klasach iQFoil i Wing Foil. Ostatnio wystartował w pełnomorskim wyścigu Malta-Sycylia. Kamil Manowiecki mówi o studiowaniu za granicą, współpracy z lokalnymi klubami żeglarskimi i planach na ten sezon.

– Jak znalazłeś się na Malcie?

– Wiedziałem, że chcę kontynuować karierę sportową, ale równocześnie iść na studia. Dlatego szukałem miejsca, w którym będę mógł połączyć naukę z uprawianiem windsurfingu. Zależało mi też , by doskonalić znajomość języków obcych – angielskiego i hiszpańskiego. Moja mama dowiedziała się, że na Malcie jest jeden z trzech certyfikowanych ośrodków szkoleniowych federacji World Sailing na świecie i pomyśleliśmy, że to byłby odpowiedni kraj – nie jest daleko, językiem wykładowym jest angielski i można swobodnie uprawiać żeglarstwo.

Kluczowy okazał się wakacyjny pobyt na wyspie w maju ubiegłego roku. Pierwszego dnia spotkałem na plaży studentów i wykładowców, którzy wykonywali badania próbek skał i gleby. Okazało się, że to grupa z Earth Systems, czyli kierunku, którym byłem już wcześniej zainteresowany. Pomogłem im w analizach, a wieczorem sporo rozmawialiśmy i dowiedziałem się wszystkiego na temat studiów. Bardzo mnie zachęcili i w efekcie złożyłem aplikację.

– Nie obawiałeś się trudności w pogodzeniu studiów z karierą sportową?

– Obawiałem i dlatego właśnie wybrałem studia na Malcie, a nie w Polsce. Wykładowcy są tam przychylni i pomocni. Mam też ogromne wsparcie ze strony administracji. Jestem w programie Student Athlete Support – Program dla studentów-sportowców, którzy często wyjeżdżają na zgrupowania i zawody. Dzięki niemu wykładowcy są informowani o mojej nieobecności, a ja otrzymuję notatki z zajęć. Jeżeli mam egzaminy podczas wyjazdu, mogę je zdawać w innym terminie. W październiku zeszłego roku sesja pokrywała się z mistrzostwami Europy w klasie iQFoil, więc przesunięto termin egzaminu dla całej grupy.

– Czułeś barierę językową?

– Na początku było trochę trudno. Dlatego nawet  podczas rozmów z rodzicami przez telefon posługiwaliśmy się angielskim, żebym mógł cały czas obcować z tym językiem. Teraz jest znacznie lepiej. Zdarzają się problemy, ale podczas egzaminów mogę używać słownika. Poza tym cały czas uczę się słówek, robię fiszki. I widać postępy.

– Jak wyglądają twoje treningi?

– Wraz z trenerami polskiej kadry ustalamy, w jaki sposób mam pracować i co mam doskonalić. Jeżeli chodzi o stronę fizyczną, to cały czas mam wsparcie od trenera Jarka Protasiewicza. Niedawno nawet przyjechał do mnie, żeby zrobić testy wydolnościowe. Ale nie ukrywam, że najczęściej trenuję sam. Na szczęście motywacji mi nie brakuje.

– Współpracujesz z maltańskimi żeglarzami?

– Tak, z Malta Young Sailors Club. Nie jestem ich członkiem – wciąż należę do SKŻ Ergo Hestia Sopot – ale są bardzo mili i wzięli mnie pod swoje skrzydła. Trzymam u nich sprzęt, startuję w regatach i czasami też trenuję. Dzięki nim w maju wystartowałem w windsurfingowym wyścigu Malta-Sicily Windsurf Crossing, którego są organizatorem.

– Co to za impreza?

– Jest to organizowany co roku stukilometrowy, prestiżowy wyścig z Malty na Sycylię. Żeby wziąć w nim udział trzeba przejść eliminacje. Odbywały się w lutowe, marcowe i kwietniowe weekendy, m.in. dookoła Malty. Udało mi się je wygrać i znaleźć w gronie pięciu osób, które w piątek 13 maja wzięły udział w Malta-Sicily Windsurf Crossing.

Wyścig okazał się ogromnym sukcesem. Mieliśmy wcześniej wiele spotkań, szkoleń, dokładny plan co, jak i gdzie. Każdemu z zawodników towarzyszyły dwie motorówki. Jedna, tzw. leading boat, płynęła około kilometr przede mną i pokazywała mi najszybszą drogę na Sycylię. Druga łódka, assistant boat, płynęła tuż obok, na wypadek, gdybym potrzebował pomocy. Na szczęście nie było takiej potrzeby.

– Jak wyglądał sam wyścig?

– Wystartowaliśmy z Valetty, stolicy Malty. Na początku było bardzo mało wiatru i podczas startu nikt nie płynął na foilach. Później stopniowo się rozwiewało. W połowie trasy przyszła porządna bryza, na 12-13 węzłów. Prędkość na foilu była bardzo duża – około 50 km/h. Cały czas trzeba było być skupionym. Koncentracja była ważna, bo jeżeli foil wyjdzie z wody zbyt wysoko, to potem gwałtownie spada – wtedy można mieć wypadek i zniszczyć sprzęt. Tak samo w drugą stronę, jeżeli dziób deski przyciśnie się za mocno, można się wywrócić. To były 2 godziny i 13 minut pełnego skupienia.

Niesamowite uczucie poczułem po godzinie i 50 minutach, kiedy zauważyłem Sycylię. Wcześniej przez ponad godzinę wokół mnie było tylko morze. Wszystkie wątpliwości odeszły. Okazało się, że nie tylko dopłynąłem, ale też pobiłem dotychczasowy rekord trasy. Poprzedni z 2015 roku wynosił 4 godziny i 47 minut, a ja pokonałem ją w 2 godziny i 13 minut. Trzeba przy tym zaznaczyć, że była to pierwsza edycja na foilu.

Kamil Manowiecki

Kamil Manowiecki na mecie wyścigu Malta-Sicily Windsurf Crossing.
Fot. arch. Kamila Manowieckiego

– Wyścig był wymagający pod względem fizycznym?

– Jestem przygotowany do płynięcia na halsie i wiem, w jaki sposób mam się ustawić, żeby jak najmniej mnie to męczyło. Mimo to nie było łatwo – przez to, że nie zmieniałem halsu, płynąłem w takiej samej pozycji. Czułem napięcie w nogach, rękach, plecach i szyi, która cały czas skręcona była w lewą stronę.

– W 2013 roku Max Wójcik przepłynął z Karskrony do Gdyni przez Bałtyk na desce Raceboard. Jego rejs trwał 21 godzin. Podjąłbyś się takiego wyzwania?

– Zdecydowanie! Jeżeli tylko pojawi się taka inicjatywa. Myślałem już nawet o dłuższych dystansach rzędu 300-500 kilometrów. Ale trzeba do tego dużo organizacji i wspomnianych dwóch pontonów do asekuracji. W Raceboardzie prędkości nie były aż tak niebezpieczne, żeby cały czas musiał ktoś być obok ciebie. Na foilach zawsze jest możliwość, że będę potrzebował natychmiastowej pomocy.

– 13 maja, tuż po ukończeniu wyścigu poleciałeś na Gardę na mistrzostwa Europy w klasie iQFoil. Jak ci poszło?

– Jestem zadowolony z wyniku. Co prawda skończyłem na czwartym miejscu w swojej kategorii wiekowej U21, ale byłem bardzo blisko brązowego medalu. Zaważył jeden gorszy wyścig. Oprócz niego przez całe regaty pływałem dosyć równo.

– Jakie najważniejsze imprezy są przed tobą w tym sezonie?

– W październiku w Breście są mistrzostwa świata w klasie iQFoil – to druga najważniejsza impreza w tym roku po mistrzostwach Europy. Poza tym na początku lipca w Grecji wystartuję w mistrzostwach Europy w Wing Foilu. To nowa, innowacyjna klasa, na którą przesiada się wiele osób. Z tego co słyszę może być przyszłością naszej dyscypliny. Ponieważ do kolejnych zawodów na iQFoilu mam aż trzy miesiące, chciałem wykorzystać ten czas i spróbować swoich sił w nowej klasie.

– Na czym polega pływanie na Wing Foilu?

– To połączenie windsurfingu z kitesurfingiem. Deska z foilem jest niewielka, a żagiel trzyma się w rękach. Fajne w tej klasie jest to, że zestaw łatwo przewozić samochodem, samolotem, a nawet w plecaku – niektóre deski są pompowane. Można pływać zarówno przy flaucie – wtedy wykorzystuje się fale i siłę nóg, jak i przy wietrze powyżej 35 węzłów. Daje dużo frajdy – zakochałem się w tym sporcie! Nie przeszkadza mi on w pływaniu w olimpijskim iQFoilu. Robiąc różne rzeczy – tak jak Maciej Rutkowski, który pływa na iQFoilu, jednocześnie ścigając się na najwyższym poziomie w PWA – mogę spojrzeć na windsurfing z innej perspektywy.

Kamil Manowiecki, ur. 2002 r., windsurfer, członek SKŻ Ergo Hestia Sopot i kadry w klasie iQFoil. W 2020 roku zdobył wicemistrzostwo Europy juniorów w klasie RS:X, a w maju 2022 roku zajął czwarte miejsce w grupie U21 w mistrzostwach Europy w klasie iQFoil.

Co myślisz o tym artykule?
+1
2
+1
0
+1
2
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ