Trzynaście dni na Oceanie Indyjskim. Kapitan Krzysztof Baranowski myślami jest już na Mauritiusie
Kapitan Krzysztof Baranowski od 30 lipca pokonuje najdłuższy etap swojego trzeciego samotnego rejsu dookoła świata, prowadzący z Darwin na Mauritius. W dzienniku pokładowym opisuje tremę przed wyjściem w morze, szycie pasa przytrzymującego go przy kuchence i studiowanie mapy zatoki Grand Bay, do której jeszcze nie dopłynął.
Wieczór w kokpicie jachtu METEOR na Oceanie Indyjskim, 9 sierpnia 2026 roku · fot. Facebook/Krzysztof Baranowski
METEOR opuszcza marinę w Darwin przed najdłuższym etapem rejsu, koniec lipca 2026 roku · fot. Facebook/Krzysztof Baranowski
Mapa Mauritiusa na pokładzie, przygotowania do kotwiczenia w zatoce Grand Bay, 11 sierpnia 2026 roku · fot. Facebook/Krzysztof Baranowski
Z pokładu sy Meteor · fot. Facebook/Krzysztof Baranowski+3Trzynaście dni temu wyszedł ze śluzy w Darwin i od tamtej pory nie widział lądu. Wczoraj, gdzieś na Oceanie Indyjskim, kapitan Krzysztof Baranowski rozłożył mapę Mauritiusa i zaczął studiować szczegóły kotwiczenia w zatoce Grand Bay. Do brzegu jeszcze daleko, ale w głowie już się cumuje. Tak wygląda najdłuższy etap trzeciego samotnego rejsu dookoła świata, widziany z pokładu jachtu METEOR oczami osiemdziesięcioośmiolatka.

Wypłynął z tremą, i wcale się z tym nie krył
Trzydziestego lipca, po kilkunastu dniach postoju w Cullen Bay, kapitan Krzysztof Baranowski postawił żagle i ruszył na zachód. W dzienniku napisał wprost, że wypływa z dużą tremą, bo odcinek z Darwin na Mauritius jest najdłuższym etapem całego rejsu.
Przede mną tysiące mil otwartego oceanu, zmienne warunki i nowe wyzwania.
Do wpisu dołączył nagranie z wyjścia z mariny do śluzy. To rzadka szczerość u człowieka, który jako pierwszy Polak samotnie opłynął świat dwa razy i jako pierwszy Polak samotnie minął Horn. Trema po sześćdziesięciu latach na morzu nie jest oznaką słabości, tylko zawodowego szacunku dla tego, co przed dziobem.

Kalendarium ostatnich dwóch tygodni
Data | Wpis w dzienniku kapitana | Co się wydarzyło |
|---|---|---|
30 lipca | Kurs na Mauritius, Meteor znów w drodze | wyjście z mariny w Darwin po kilkunastu dniach postoju |
4 sierpnia | Robótki domowe | szycie grubego pasa, który ma przytrzymywać kapitana przy kuchence na przechyle |
9 sierpnia | Wieczorne posiedzenie w kokpicie | odpoczynek i zachód słońca na otwartym oceanie |
10 sierpnia | Artykuł w kwartalniku HART Info | podsumowanie dotychczasowego przebiegu i znaczenia rejsu |
11 sierpnia | Myślami na Mauritiusie | studiowanie szczegółów kotwiczenia w zatoce Grand Bay |
Igła, nici i gruby pas, czyli oceaniczna proza
Najciekawszy wpis tego odcinka nie dotyczy sztormu ani rekordu. Czwartego sierpnia kapitan pokazał, jak zszywa końcówkę grubego pasa, który ma go przytrzymywać przy kuchence, kiedy jacht przechyli się na przeciwną burtę.
To jedno zdanie mówi o samotnej żegludze więcej niż niejeden reportaż. Na przechylonym o kilkanaście stopni pokładzie ugotowanie zupy przestaje być czynnością domową, a staje się problemem inżynieryjnym. Nie ma nikogo, kto przytrzyma garnek. Nie ma nikogo, kto poda plaster, jeśli wrzątek pójdzie nie tam, gdzie trzeba. Więc szyje się pas. Ręcznie. Na środku Oceanu Indyjskiego.

Zachód słońca i poziom, który jest umowny
Dziewiątego sierpnia w dzienniku pojawiło się zdjęcie z wieczornego posiedzenia w kokpicie i podpis o chwili odpoczynku przy zachodzącym słońcu. Pod wpisem od razu zaczęła się rozmowa, w której czytelnicy żartowali z przechylonego kadru, przypominając kapitanowi, że na jachcie poziom jest pojęciem względnym, bo trzyma się pion, a nie poziomicę.
Ta drobna wymiana zdań pokazuje coś, czego nie widać w suchych komunikatach o pozycji. Wokół tego rejsu wyrosła społeczność, która codziennie zagląda do dziennika, liczy dni i zostawia komentarze. Kapitan odpowiada im zdjęciami z pokładu, a oni odsyłają kciuki i pomyślne wiatry.
Co dalej: Grand Bay, Durban, Kapsztad
Zatoka Grand Bay na północy Mauritiusa to naturalny cel tego etapu i zarazem pierwsza od miesiąca okazja, żeby uzupełnić zapasy oraz przejrzeć jacht. Potem w planie rejsu są jeszcze Durban i Kapsztad, a następnie Atlantyk i powrót na Teneryfę, czyli zamknięcie pętli w miejscu, z którego kapitan wystartował 16 listopada 2025 roku.
Warto pamiętać, jak wyglądała droga do tego punktu. Po Teneryfie była Martynika, potem Kanał Panamski i Pacyfik, Tahiti oraz wymuszony postój na Wyspach Cooka w huraganowym okresie, dalej Fidżi, Port Moresby i wreszcie Morze Arafura oraz cieśniny Dundas i Clarence, które zamknęły etap australijski.

Co robi największe wrażenie w trzecim rejsie kapitana Krzysztofa Baranowskiego?
Jacht, który ma sto lat i dwadzieścia jednocześnie
METEOR wygląda jak jednostka z lat dwudziestych ubiegłego wieku, a powstał w 2006 roku. Zaprojektował go Stephen Jones, zbudowała brytyjska stocznia Farrow & Chambers, a konstrukcja jest drewniano-epoksydowa. Jacht wielokrotnie wygrywał w swojej klasie podczas regat Panerai British Classic Yacht Club, a od kilku lat jego portem macierzystym jest Szczecin.
Parametr | Wartość |
|---|---|
Typ | klasyczny jacht regatowy stylizowany na lata 20. XX wieku |
Projektant | Stephen Jones |
Budowa | 2006, stocznia Farrow & Chambers, Wielka Brytania |
Długość | 46 stóp |
Szerokość | 10 stóp |
Zanurzenie | 8 stóp |
Wyporność | 6,9 t |
Osiemdziesiąt osiem lat i rekord Guinnessa w tle
Rejs ma oficjalną nazwę, która nie zostawia wątpliwości co do ambicji: wyprawa jest prowadzona pod hasłem rejsu dookoła świata po rekord Guinnessa i odbywa się pod Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta Szczecin. Osiemdziesiąte ósme urodziny kapitan obchodził 26 czerwca, w morzu.
Dorobek, który ciągnie się za tą jedną łódką, jest trudny do streszczenia. Kapitan Krzysztof Baranowski żegluje od piętnastego roku życia. Jest pierwszym Polakiem, który samotnie opłynął glob dwukrotnie, i pierwszym, który samotnie pokonał przylądek Horn. Doprowadził do powstania trzech żaglowców: „Poloneza”, „Pogorii” i „Fryderyka Chopina”. Stworzył Szkołę pod Żaglami, nakręcił ponad pięćdziesiąt filmów dokumentalnych i napisał kilkadziesiąt książek. Został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. O tym, jak zaczynała się ta trzecia wyprawa, pisaliśmy jeszcze przed startem z Teneryfy.
A na razie, gdzieś między Australią a Afryką, płynie sobie drewniany jacht, na którego pokładzie Kapitan zszywa pas do kuchenki i ogląda zachody słońca. Trzymamy kciuki.






















