Karaibski sukces „I love Poland”
Cztery zwycięstwa w czterech wyścigach – takimi wynikami załoga jachtu „I love Poland” zapewniła sobie zwycięstwo w trwających od 28 lutego do 3 marca St. Maarten Heineken Regatta. Ten udany start na Karaibach był regatowym debiutem nowej załogi kpt. Jarosława Kaczorowskiego.
Załoga „I love Poland” zwyciężyła w grupie Ocean Racing 1, a ekipa „Sailing Poland” z Maciejem Marczewskim wywalczyła w tej samej stawce trzecią lokatę. Płynący pod banderą USA jacht „Avanti” Jeremiego Jabłońskiego uplasował się na trzeciej pozycji w grupie Ocean Racing 2. Także trzecie miejsce zajęły w karaibskich regatach „R-Six Team” z Robertem Janeckim, ścigający się w grupie Offshore Multihul oraz jacht „Varsovie” z Tomaszem Ulatowskim w grupie Maxi 1. Czwarta w klasyfikacji Bareboat 1 była załoga jachtu „Sea Otter 2” z Janem Worwągiem. Ekipa Przemysława Tarnackiego na jachcie „Phan” w grupie CSA 1 została sklasyfikowana na szóstej pozycji.
„I love Poland” na otwartym oceanie
Team Macieja Marczewskiego prowadził w tych regatach zaciekłą rywalizację z bliźniaczą jednostką Volvo 65, „Ambersail 2”, płynącą pod banderą litewską. Litwinów nie udało się wyprzedzić, ale skipper jest zadowolony ze startu swojej ekipy.
– To była fantastyczna rywalizacja od samego początku do samego końca – podsumował rywalizację Marczewski w filmowej relacji po trzecim dniu regat. – Widać ogromny postęp naszej załogi. Na wszystkich pozycjach było reagowanie na komendy, wykonywanie podmianek żagli. Jak to bywa w sporcie, przegraliśmy na samej końcówce, ale jesteśmy z powrotem na trzecim miejscu i będziemy walczyć z naszymi litewskimi rywalami.
Litwinów nie udało się pokonać, ale ekipa „Sailing Poland” na ostateczny rezultat nie narzeka.
Gorzej było w przypadku jachtu „Phan” i załogi pod wodzą Przemysława Tarnackiego. W pierwszym dniu regat Polacy musieli wycofać się z rywalizacji z powodu awarii. Później przypływali na metę jako pierwsi, ale po przeliczeniach ich lokaty były korygowane na piątą i czwartą pozycję.
„Prowadzimy w międzyczasie dysputy z sędziami co do przeliczników, ale nie zmienia to faktu, że jesteśmy zadowoleni z naszych postępów na tym wymagającym jachcie – podsumowywał Tarnacki w mediach społecznościowych. – GP42 to Race Horse, zakresy wrażliwości jachtu są bardzo wąskie, konkurencja ciśnie. To bez wątpienia najbardziej wymagający jacht na jakim startowaliśmy w kilkuletniej historii naszego klubu. Każdy daje z siebie maxa. Mamy super załogę, waleczną i głodną. Latając sobie w pełnym ślizgu wokół St. Maarten cieszymy się z naszych postępów a co najważniejsze, uczymy się żeglarskiej pokory i przyjmujemy całą masę nowej wiedzy, która pcha nas bardzo mocno do przodu”.


