Samotny rejs Joanny Pajkowskiej: Szymon Kuczyński jest optymistą
Joanna Pajkowska jest na pokładzie jachtu „FanFan” w drodze do Plymouth, skąd wkrótce wyruszy w samotny rejs non stop dookoła świata. Poprosiliśmy Szymona Kuczyńskiego, który w maju zamknął wokółziemską pętlę, o krótki komentarz do wyprawy polskiej żeglarki.
– Asia rozmawiała ze mną w czasie przygotowań do swojego rejsu o wielu aspektach tego przedsięwzięcia – mówi Szymon Kuczyński. – Ma mojego traka z zapisanym śladem mojego rejsu, ale dla niej to bardziej materiał porównawczy, bo przecież płynie innym jachtem o innym czasie. Dla niej na pierwszym etapie rejsu najważniejsze będzie, żeby nie za wcześnie dotrzeć do Przylądka Dobrej Nadziei. Musi tam być na wiosnę, a nie – jak to się wielu zdarzało – w końcówce zimy. Potem musi przebić się na Horn. Nie powinna mieć z tym problemu, ma szybki jacht, zdecydowanie szybszy od mojego. W rozmowach zwracaliśmy uwagę na to, jak ja podszedłem do kwestii przebiegu trasy i na ile trzeba trzymać się ustalonych założeń. Należy dostosowywać się do pogody. W moim przypadku lepiej było płynąć możliwie nisko na południu, bo tam jest zimniej, aura jest bardziej przewidywalna. Łatwiej było się przebić między niżami i wyżami. Asia ma moje urządzenie pogodowe, więc na pewno będzie miała prawidłowe prognozy, z których doskonale umie korzystać.
Zapytaliśmy Szymona, czy jego zdaniem żeglarka może ukończyć samotny rejs w założonym czasie. Joanna Pajkowska przewiduje, że na okrążenie globu wystarczy jej maksymalnie 220 dni. Skipper „Atlantic Puffina” uznał ten harmonogram za całkowicie realny.
– Ja na Hornie miałem harmonogram, który dawał mi szansę na zamknięcie pętli w 250 dni. Gdyby nie awaria, to było możliwe. Jeśli Joanna nie będzie miała po drodze żadnych poważnych awarii, może jej się udać zejść poniżej 200 dni.
Szymon Kuczyński swój historyczny wyczyn zakończył kilka miesięcy temu. Sezon upływa żeglarzowi głównie na wyścigach. Dużo też trenuje. A co przed nim?
– W sobotę jadę na przedostatnie regaty Gdynia-Władysławowo-Gdynia. Potem jeszcze tylko Sputnik Cup w Kamieniu Pomorskim i wyciągam „Atlantica” z wody. Być może zdarzy się jeszcze jakieś ściganie na Mazurach. Co do dalszych planów, to przygotowuję się do nowego projektu na „Atlantic Puffinie”. Nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów, nie będzie to kolejny rejs wokółziemski, ale coś równie ekstremalnego.


