< Powrót
26
listopada 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Kadr z filmu „Jachtem donikąd”.
Czesław Gogołkiewicz
Czesław Gogołkiewicz

Słyszeliście o… ostatnim rejsie Czesława Gogołkiewicza?

Okoliczności jego startu w regatach OSTAR 80 były niezwykłe, ale to co się później  wydarzyło miało wymiar tragiczny. Równo 40 lat temu, 26 listopada 1980 roku, w wodach Atlantyku zginął Czesław Gogołkiewicz.

Czesław Gogołkiewicz urodził się 18 września 1938 roku w Toruniu. Dorosłe życie spędził na Pomorzu. Najpierw w Gdańsku, gdzie studiował na Wydziale Budowy Okrętów na Politechnice Gdańskiej, a od 1962 roku w Szczecinie. Po obronie dyplomu rozpoczął pracę w Szczecińskiej Stoczni Jachtowej, późniejszej Morskiej Stoczni Jachtowej im. Leonida Teligi, z którą był związany do 1979 roku.

Jako główny konstruktor i kierownik biura projektów brał udział w tworzeniu jachtów, które zapisały się w historii polskiego żeglarstwa – „Poloneza”, „Spaniela” i „Spaniela 2”, „Cetusa” oraz wielu jednostek typu Taurus. Nie był jednak tylko teoretykiem żeglarstwa – miał patent jachtowego kapitana żeglugi wielkiej, współtworzył Jacht Klub „Pasat”, był także członkiem Jacht Klubu Stocznia Stal. Oraz świetnym regatowcem, trzykrotnie zdobył Morskie Żeglarskie Mistrzostwo Polski na jachcie „Karfi”.

W 1979 roku Czesław Gogołkiewicz podjął się najbardziej niezwykłego zadania w życiu. Za sprawą Richarda Raczyńskiego, Polaka mieszkającego we Francji, który postanowił ufundować jacht i start polskiego żeglarza w atlantyckich regatach samotników OSTAR 80. Nietypową w ówczesnych czasach propozycję odrzucały zarówno państwowe stocznie, jak i znani żeglarze, np. Kazimierz „Kuba” Jaworski. Przyjął ją jednak Gogołkiewicz i miał stanąć za sterami nowego jachtu.

Jednostka, nazwana od nazwiska fundatora „Raczyński II”, powstała w 1,5 roku w zaimprowizowanym warsztacie szkutniczym we wsi Łapiny niedaleko Sandomierza. Była to nowoczesna, 17-metrowa regatowa konstrukcja, przy budowie której wykorzystano m.in. rzadko stosowany w ówczesnej Polsce kevlar. Budowa prywatnego jachtu za zagraniczne pieniądze szybko stała się nie tylko lokalną, ale też ogólnopolską sensacją, a przedsięwzięciem zaczęły interesować się media, władze i służby bezpieczeństwa. Żeglarze i szkutnicy byli przesłuchiwani, a „Raczyński II” został nawet aresztowany na cztery miesiące. Udało się jednak pokonać przeszkody i przetransportować gotowy kadłub do Szczecina. Barwna historia zainteresowała świat filmowy, a krótki film dokumentalny „Jachtem donikąd”, o marzeniu Richarda Raczyńskiego, budowie jednostki i przeszkodach administracyjnych, nakręcił Krzysztof Tchórzewski. Niestety były też przykre konsekwencje, Gogołkiewicza zwolniono z Morskiej Stoczni Jachtowej.

Pospiesznie wykańczany „Raczyński II” z opóźnieniem wypłynął ze Szczecina do Plymouth na start OSTAR, ale szczęśliwie bez przeszkód wystartował w tych prestiżowych regatach. Oprócz niego w imprezie wzięły udział dwie inne polskie jednostki: „Spaniel 2” z Kazimierzem „Kubą” Jaworskim za sterem i „Spaniel” z Jerzym Rakowiczem.

Czesław Gogołkiewicz radził sobie bardzo dobrze, a zbliżając się do wybrzeży Ameryki Północnej miał duże szanse na zajęcie miejsca w czołówce. Niestety kilkadziesiąt mil morskich od mety polski żeglarz zderzył się w gęstej mgle ze statkiem rybackim. Sternikowi nic się nie stało, ale OSTAR nie udało się ukończyć, a jednostka wymagała naprawy.

W połowie listopada Czesław Gogołkiewicz wraz z czteroosobową załogą, w tym inicjatorem całego przedsięwzięcia Richardem Raczyńskim, wyruszył w drogę powrotną do Europy. Trafili na sztorm o sile 12 stopni w skali Beauforta, który przekraczał siły i wytrzymałość żeglarzy. 26 listopada 1980 roku zmyty przez falę został francuski załogant, stojący wówczas za sterem. Jego miejsce zajął Czesław Gogołkiewicz, ale po kilku godzinach także on znalazł się poza jachtem.

Akcja ratownicza nie przyniosła efektów. Pozostałych żeglarzy podjął pobliski statek. „Raczyński II” został wzięty na hol, jednak lina szybko się zerwała. Ani jachtu, ani zaginionych żeglarzy nie odnaleziono.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ