< Powrót
20
października 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Wikiwand
słyszeliście
Ludwik XVI udziela ostatnich wskazówek La Perousowi przed rozpoczęciem wyprawy. Obraz André Monsiau z 1817 r.

Słyszeliście o… tragicznym losie ekspedycji kapitana de La Pérousa?

Gdyby kapitan de La Pérouse powrócił do Francji z wyprawy, w którą wyruszył w sierpniu 1885 r. dowodząc flotą dwóch statków, najpewniej czekałaby go już za życia sława wielkiego żeglarza i odkrywcy. Niestety ani on, ani żaden jego marynarzy do ojczyzny nie dotarł…

Ekspedycja na żaglowcach „La Boussole” i „L’Astrolabe” miała wrócić do Francji najdalej w 1789 r. Tymczasem jeszcze 21 stycznia 1793 r., w dniu, w którym położył głowę na gilotynie, zleceniodawca wyprawy król Ludwik XVI – pytał o „jakieś wieści o La Pérouse”. Długo ich nie było. Dopiero w 1826 r. irlandzki kapitan, Peter Dillon, znalazł dowody, pozwalające ustalić z grubsza przebieg wydarzeń.

Jean Francois de Galaup hrabia La Perouse.

Zaczęło się w porcie Brest, skąd oba statki dowodzone przez doświadczonego w rzemiośle wojennym i żeglarskim de La Pérousa, wyruszyły z królewskim poleceniem przepłynięcia i  zbadania Atlantyku i Wielkiego Morza Południowego, jak wówczas nazywano Pacyfik. Król wyraźnie życzył sobie, by efektem wyprawy było odkrycie „wszelkich lądów, które umknęły uwadze kapitana Cooka”. Konkurowanie z legendarnym Brytyjczykiem było iście królewską misją, bowiem James Cook uznawany był za największego odkrywcę i żeglarza tamtej epoki.

Tak czy inaczej, francuska ekspedycja została przygotowana bardzo dokładnie, żeglarze mieli do dyspozycji dwie nowoczesne fregaty, najlepsze wyposażenie nawigacyjne, spore zapasy żywności i wiedzę o tym, jak w czasie długiej żeglugi uniknąć szkorbutu. Kosztów i wysiłków nie szczędzono. Poniesione nakłady miały przysłużyć się morskiej i ekonomicznej chwale Francji.

Po przepłynięciu Atlantyku Francuzi wpłynęli na Pacyfik i krążyli po nim od kontynentu, do kontynentu, od portu do portu, zawinąwszy po drodze nawet do Pietropawłowska na Kamczatce. Badano linię brzegową mijanych lądów, warunki żeglugowe na poszczególnych akwenach, przyrodę wysp i archipelagów, by wreszcie na początku 1788 r. dotrzeć do wschodniego wybrzeża Australii.

Tam Francuzi spodziewali się zastać dobrze prosperujące kolonie brytyjskie, gdzie mogliby uzupełnić zapasy przed wyruszeniem w dalszą drogę dookoła świata. Ku ich zaskoczeniu w Zatoce Botanicznej natknęli się na pierwszą flotyllę kilkunastu statków z transportem angielskich osadników i skazańców, którzy dopiero mieli założyć w tym rejonie osiedla ludzkie. La Perouse powierzył wracającym do Europy Brytyjczykom partię sprawozdań i listów. W jednym z nich deklarował, że powróci do domu najpóźniej w czerwcu 1789 r.

Atlas opracowany na podstawie danych przekazanych przez La Perousa

Francuzi odbili od brzegu Australii 10 marca 1878 r. Od tej pory ślad po nich zaginął. Niestety wszystko działo się w okresie dla Francji szczególnie ważnym i gorącym. O zaginionych gdzieś na drugim końcu świata żeglarzach mało kto myślał.

Dopiero w 1791 r., sześć lat po opuszczeniu przez La Perousa Brestu, podjęto akcję poszukiwawczą. Dowodził nią kontradmirał Joseph Antoine Bruni d’Entrecasteaux. Ekspedycja dotarła do wyspy Vanikoro, należącej do archipelagu Santa Cruz, na północny wschód od Australii. Rafa otaczająca wyspę okazała się na tyle niebezpieczna, że Francuzi – choć widzieli unoszący się nad wyspą dym z ognisk rozpalonych ich zdaniem przez ocalałych członków ekspedycji La Perousa – musieli zrezygnować z przybicia do brzegu i podjęcia wyprawy w głąb lądu.

Szansę, by uratować ocalałych rozbitków miał już w roku 1790 angielski kapitan Edward Edwards, który opłynął Vanikoro. On także dostrzegł sygnały dymne, jednak nie zwrócił na nie uwagi, uznawszy, że buntownicy ze statku „Bounty”, których wszak poszukiwał i miał za zadanie schwytać, nie byliby na tyle nieostrożni, by wzbudzać sobą zainteresowanie angielskiej floty za pomocą dymu z ogniska.

35 lat po ekspedycji d’Entrecasteauxa Irlandczyk Peter Dillon, żeglujący po południowym Pacyfiku w celach handlowych, przypłynął na Tikopię, maleńką wysepkę w archipelagu Santa Cruz. Kiedy zapytał tubylców o pochodzenie ich naszyjników ze szklanych paciorków, pokazali mu inne przedmioty: srebrny widelec i łyżkę, noże, filiżanki, stalowe bolce oraz srebrną pochwę szpady z inicjałami „J.F.G.P” Okazało się, że były one przedmiotem handlu wymiennego z mieszkańcami wyspy Vanikoro odległej o dwa dni podróży morskiej.

Dillon domyślił się, że inicjały oznaczały „Jean Francois Galaup de La Perouse”. Na Vanikoro udało mu się dotrzeć jednak dopiero rok później. Tam, od jednego z mieszkańców usłyszał, że wiele lat wcześniej o przybrzeżną rafę rozbiły się dwa statki, z których jeden poszedł na dno, a drugi pozostał na rafie. Z desek marynarzom udało się zrobić niewielką łódź, którą odpłynęli. Na wyspie pozostało tylko dwóch członków załogi – „wódz” i jego służący. Niestety, obaj umarli w roku 1823. Marynarze Dillona na całej wyspie znajdowali ślady obecności Francuzów – między innymi rzeźbiony dzwon okrętowy oraz drewnianą tablicę z lilią andegaweńską, herbem francuskiej rodziny królewskiej. W lutym 1829 r. Dillon przywiózł do Paryża pozostałości po niefortunnej wyprawie La Perousa, ale wieści o jego odkryciach dotarły na długo przed nim samym. Natychmiast wysłano na południowy Pacyfik ekspedycję poszukiwawczą pod komendą Julesa Sebastiena Cesara Dumonta d’Urvilla.

„La Boussole” i „L’Astrolabe”.

W początkach 1828 r. jego statek zakotwiczył w pobliżu Vanikoro. Tubylcy pokazali załodze przesmyk wśród raf, o szerokości ok. 500 m, zwany „Fałszywym Kanałem” lub „Kanałem Wraków”. Feralnego dnia podczas sztormu okręt flagowy „La Boussole” jako pierwszy usiłował wpłynąć do złudnie bezpiecznej zatoki. Niestety, nadział się na rafę znajdującą się tuż pod powierzchnią wody. Zatonął także płynący za nim „L’Astrolabe”. Dumont d’Urville i jego ludzie wydobyli z wody wiele szczątków obu statków oraz część ich wyposażenia. Przed opuszczeniem Vanikoro Dumont d’Urville wzniósł na wyspie pomnik ku czci La Perousa i czterystu członków jego ekspedycji.

Kolejnych odkryć, łącznie z wrakiem „La Boussole”, dokonywano na wyspie do 1964 r. Do dziś jednak nie wiadomo, czy kapitan La Perouse przeżył katastrofę i jakie były jego dalsze losy. Mieszkańcy należącej do archipelagu Santa Cruz wyspy Vanikoro jeszcze długo opowiadali sobie, że cała załoga francuskich żaglowców została zjedzona przez ich przodków.

Jest jeszcze jedna ciekawostka związana z tragiczną wyprawą dookoła świata. Otóż wśród kandydatów na jej uczestnika znalazł się 16-letni wówczas Napoléon Bonaparte. Przyszłemu cesarzowi Francji bardzo zależało na udziale w rejsie i nawet początkowo wpisany był na „krótką listę” załogantów. Z jakiegoś jednak powodu zrezygnowano z jego usług i w ten sposób przyszłe losy Francji i świata zostały przypieczętowane.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ