< Powrót
3
czerwca 2021
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
NN/Olimpijskie żagle
Ludwik Szwykowski
Ludwik Szwykowski (w środku) w towarzystwie olimpijczyków z Amsterdamu - Adama Wolffa (pierwszy z lewej) i Władysława Krzyżanowskiego.

Słyszeliście o… żeglarskich wyczynach Ludwika Szwykowskiego?

Już na początku XX wieku ścigał się w regatach. Był prezesem Polskiego Związku Żeglarskiego. Za bałtyckie rejsy z dziećmi porównywany do Wilhelma Tella. Ludwik Szwykowski to jeden z pionierów polskiego żeglarstwa.

Urodził się 27 kwietnia 1877 roku w Symferopolu na Krymie, gdzie jego ojciec Władysław budował kolej. Dzięki dobrej sytuacji finansowej rodziny Ludwik Szwykowski odebrał staranną edukację – gimnazjum kończył w Sankt Petersburgu, studiował w Akademii Handlowej w Antwerpii, a praktykę bankową odbywał w Wielkiej Brytanii. Tam też w 1904 roku kupił ośmioletni szkuner „Gay Parisienne”, na którym startował w regatach w Wielkiej Brytanii, Belgii i Francji. Po powrocie do Sankt Petersburga wstąpił do Rzecznego Sankt-Petersburskiego Jachtklubu i kontynuował ściganie.

Jako doskonały regatowiec był brany pod uwagę przy budowaniu rosyjskiej ekipy na Igrzyska Olimpijskie w Sztokholmie w 1912 roku. W głównej imprezie jednak nie wystąpił, popłynął w regatach towarzyszących. Niestety podczas sztormu „Gay Parisienne” złamał bukszpryt, co wyeliminowało go z rywalizacji. Po wybuchu I wojny światowej służył w wojsku rosyjskim. A po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, jako doświadczony finansowiec, został dyrektorem Banku Zjednoczonych Przemysłowców w Warszawie. W 1928 roku objął stanowisko dyrektora Banku Gospodarstwa Krajowego w Wilnie, które piastował do 1939 roku.

Ludwik Szwykowski

Ludwik Szwykowski na jachcie „Doris” w 1932 roku.
Fot. NN/Polska na Morzu

Równolegle wciąż pływał. W 1924 roku Ludwik Szwykowski kupił bezkabinowy, mieczowy jacht „Doris”, na którym z dwójką synów w 1925 roku popłynął Wisłą i Bałtykiem z Warszawy do Gdyni oraz wystartował na Jeziorze Charzykowskim we Wszechpolskich Regatach Żeglarskich o mistrzostwo Polski. Na „Doris” rok później z trójką dzieci – wyruszył w rejs z Warszawy przez Danię do Szwecji, płynąc Wisłą, Notecią, Wartą, Odrą, Zalewem Szczecińskim i Bałtykiem. Było o tym rejsie głośno w całej Polsce.

„Po wojnie zajął jedno z pierwszych miejsc wśród pionierów yachtingu polskiego, popularyzując żeglarstwo piórem, organizując je w stolicy i na prowincji, wreszcie dając przykład iście polskiej brawury i mierzenia >>sił na zamiary<<: na żaglówce, akurat odpowiedniej na Wisłę  lub niewielkie jezioro udaje się do Danji, zabierając ze sobą dwoje nieletnich dzieci (w rzeczywistości troje, autor notatki się pomylił – red.): czyn, który ma w sobie elementy heroizmu nie tylko czynu Slocuma, lecz i czynu Wilhelma Tella!” – pisał w 1930 roku na łamach „Morza” K.W. Zawodziński.

W 1932 roku ponownie popłynął na „Doris” – tym razem samotnie z Gdańska na Bornholm i z powrotem. Równolegle Ludwik Szwykowski mocno włączył się w budowę żeglarstwa w odrodzonym kraju. Działał w Wojskowym Klubie Wioślarskim, w którym w 1923 roku współtworzył sekcję żeglarską i został jej komandorem. Zorganizował też pierwsze regaty na Wiśle. W 1924 roku został współzałożycielem Yacht Klubu Polski i Polskiego Związku Żeglarskiego.

Ludwik SzwykowskiW PZŻ doprowadził do końca rejestrację powołanej w pośpiechu organizacji. W 1925 roku zjazd delegatów powierzył mu funkcję przewodniczącego komisji organizacyjnej, a rok później pierwszy Sejmik wybrał go na prezesa, którym był przez trzy lata. W 1928 roku Ludwik Szwykowski był kierownikiem żeglarskiej ekipy olimpijskiej na igrzyska w Amsterdamie. W 1937 roku został ponadto dyrektorem Okręgu Wileńskiego Ligi Morskiej i Rzecznej, a rok później komandorem Oddziału Wileńskiego YKP.

Ludwik Szwykowski dał się poznać także jako pisarz i tłumacz literatury żeglarskiej. W 1929 roku napisał „Krótki podręcznik żeglarski”, uchodzący za pierwszą taką pozycję w Polsce. W latach 30. przetłumaczył także relacje z rejsów m.in. Joshui Slocuma i Alaina Gerbaulta oraz współtworzył słownik francusko-polski. Barwnie również opisywał swoje rejsy na „Doris”.

„Szeroki, ciepły wiatr dyma żagle „Doris”, która, jakby czując, że wyrwała się nareszcie na wolne przestworza, wesoło leci naprzód, odrzucając dziobem na obie strony strugi spienionej wody. Słońce, czyste niebo, powietrze nasycone wonią miodową i koniczynną. Wtem jakiś mur zagradza nam drogę, ogromne wrota stają przed nami zaporem. Okrzyk, skinienie ręką i dantejskie wrota majestatycznie uchylają się przed malutką „Doris”. Ostrożnie posuwamy się naprzód i wchodzimy do ciemnej, zimnej czeluści. Nad nami piętrzą się na kilkanaście metrów oślizgłe, pokryte mokrym mchem mury, słońce zginęło, niebo gdzieś tam hen, wysoko, błękitnym czworobokiem odcina się w górze. Głos brzmi tak dziwnie, wilgotny zaduch dławi piersi i dech zapiera. Wrota cicho zamykają się za nami. Czekamy. Nagle zakotłowało się, zaszumiało. „Doris”, pomimo iż mocno uwiązana na dwóch linach, rzuca się jak szalona, czuję – jak pokład rośnie mi pod nogami. Zaczynamy podnosić się w górę, początkowo wolno, później coraz szybciej, robi się coraz jaśniej, ciepłe powietrze zaczyna muskać po twarzy, wreszcie na równi oczu ukazuje się trawa, kwiaty, drzewa, znowu słońce, gorący błękit nieba i po chwili „Doris” stoi na spokojnej wodzie, a Brda, którą tak niedawno porzuciliśmy, przebłyskuje gdzieś tam, w dole; gdy spojrzeć, aż w głowie się kręci.” – pisał Ludwik Szwykowski w artykule „Pod żaglami do Danii”, opublikowanym w 1938 roku w zbiorze „Na wodnym szlaku”.

Po wybuchu II wojny światowej Szwykowski został kasjerem w teatrzyku „Ali Baba” w Wilnie. W 1945 wrócił do pracy w BGK w Łodzi, a następnie w Zjednoczeniu Przemysłu Papierniczego w Warszawie. Nieustannie działał też w żeglarstwie. W 1947 roku przewodniczył pierwszemu powojennemu zjazdowi Yacht Klubu Polski. Wciąż ciągnęło go na morze – jeszcze w 1957 roku, w wieku 80 lat, deklarował, że gotów jest znów samotnie popłynąć na Bornholm. W tym samym roku ufundował też puchar przechodni dla najszybszego jachtu w pełnomorskim wyścigu Międzynarodowego Tygodnia Zatoki Gdańskiej. W latach 1958-1960 był też przewodniczącym Głównej Komisji PZŻ. Zmarł 5 stycznia 1965 roku w Warszawie w wieku 88 lat.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ