< Powrót
12
listopada 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Łukasza Trzcińskiego
Łukasz Trzciński

Znani i nieznani: Łukasz Trzciński

W żeglarstwie doświadczył niemal wszystkiego – ścigał się na Optimiście, szkolił harcerzy na Omedze, a na „Zawiszy Czarnym” i „Pogorii” pływał po Wielkich Jeziorach Północnoamerykańskich. Od kilku lat Łukasz Trzciński na „Good Speedzie” dominuje w regatach morskich.

Przygodę z żeglarstwem Łukasz Trzciński zaczął podobnie jak tysiące innych żeglarzy – od klasy Optimist i Cadet.

– Zaczęło się kiedy miałem pięć lat na Optimistach w Harcerskim Ośrodku Morskim w Pucku – wspomina. – Komendantem był wtedy wielki pasjonat kształtowania młodzieży przez żeglarstwo, Władysław Skibicki, który zaraził mnie tym sportem. Tam też odnosiłem pierwsze sukcesy, zwyciężając w regatach organizowanych przez sąsiedni Klub Sportowy Zatoka Puck oraz rywalizując z harcerzami z ówczesnego województwa gdańskiego. W 1989 roku zdobyłem swój pierwszy puchar – śmieję się, że wraz z nim otrzymałem tytuł najszybszego harcerza na Optimiście na Zatoce Puckiej. Miałem też to szczęście, że w sezonie zimowym latałem na bojerach – na pomniejszonej wersji DN, co dawało niesamowitą szansę uczenia się wiatru. Potem przesiadłem się na Cadeta, ale ponieważ w klubie były tylko dwie takie łódki, wielu szans na rywalizację nie było.

Łukasz Trzciński

arch. Łukasza Trzcińskiego

Po Cadecie Łukasz Trzciński, zawieszając karierę sportową, zaangażował się w szkolenie. Jako młodszy instruktor uczył żeglarstwa harcerzy na obozach, żeglując głównie na Omegach – zarówno klasycznych drewnianych, jak i „ostródach” z laminatu. Na początku lat 90. odbył za to pierwszy pełnomorski rejs – na „Zjawie IV”. Trasa wiodła z Liverpoolu do Gdyni m.in. przez Kanał Kaledoński i jezioro Loch Ness. Kapitanem jednostki był Bronisław Tarnacki, a w załodze płynęli jego synowie – Piotr i Przemek. W tym czasie Łukasz Trzciński zaczął także pływać na żaglowcach.

– Spędziłem na nich całe liceum, najpierw jako załogant, a później oficer wachtowy – dodaje. – Miałem okazję pływać na „Zawiszy Czarnym”, „Pogorii” i „Concordii”. Uczestniczyłem w kilku Operacjach Żagiel, ale największą przygodą był rejs po Wielkich Jeziorach Północnoamerykańskich. Dzięki temu, że pracowałem fizycznie na tych jednostkach podczas remontów, dostałem przywilej przesiadania się na poszczególnych etapach pomiędzy „Zawiszą Czarnym” a „Pogorią”. W sumie spędziłem na nich wtedy trzy miesiące. Mogę śmiało powiedzieć, że była to prawdziwa lekcja życia.

Oprócz pływania na żaglowcach Łukasz Trzciński stawiał też pierwsze kroki w morskim żeglarstwie regatowym na harcerskim jachcie „August” klasy 1/4 tony. Po ukończeniu studiów – nawigacji na Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni – i rozpoczęciu pracy zawodowej miał przerwę w żeglowaniu. Praca, którą podjął po studiach w firmie C-Map produkującej morskie mapy elektroniczne, wiązała się z koniecznością brania udziału we wszystkich targach żeglarskich w Europie, co w pewnym momencie przyniosło przesyt żeglarstwem. Do pływania wrócił dopiero w 2010 roku.

– Kolega kupił jacht „Gila”, na którym zaczęliśmy się ścigać w formule KWR – opowiada żeglarz. – Pływaliśmy na niej przez dwa-trzy lata, a potem postanowiliśmy kupić nowy jacht. Tak pojawił się „Good Speed”. Niedługo później kolega wycofał się i sprzedał mi udziały w jednostce – on wolał spokojniejsze pływanie, a moim marzeniem była walka w mistrzostwach Polski i Europy.

Łukasz Trzciński

Łukasz Trzciński z załogą.
Fot. arch. Łukasza Trzcińskiego

Na „Good Speedzie” Łukasz Trzciński nieprzerwanie od 2016 roku jest Morskim Żeglarskim Mistrzem Polski ORC załóg wieloosobowych, a w 2018 i 2019 roku zdobywał także złote medale w rywalizacji samotników. Z kolei za udany debiut w Mistrzostwach Świata ORC, na których zajął czternaste miejsce, 3 grudnia 2016 otrzymał Kryształowy Żagiel w kategorii Pomorski Żeglarz Roku. Za swoje największe zwycięstwo uważa jednak to, że już kilkukrotnie był w stanie zmobilizować załogę, przygotować logistykę i popłynąć na regaty międzynarodowe.

– Za sukces odpowiadają ludzie, których trzeba połączyć w jedną załogę mającą wspólny cel – tłumaczy Łukasz Trzciński. – W żeglarstwie morskim fajne jest to, że niezależnie od wieku zawsze ma się szanse na zwycięstwo, liczy się włożona praca, zgranie zespołu i doświadczenie, godziny wspólnie spędzone na wodzie oraz przygotowanie i znajomość sprzętu. Oczywiście najlepiej byłoby przejść całą profesjonalną drogę, zaczynając we wczesnej  młodości i trenując w różnych klasach, ale nie jest to niezbędne.

Ważne według Łukasza Trzcińskiego jest też planowanie. Na początku sezonu zawsze wyznacza cele i wybiera imprezy, w których wraz z załogą wystartują. Ważne, że po kilku latach sukcesów wokół „Good Speeda” udało się zgromadzić 12-14 żeglarzy, którzy się lubią i chcą razem spędzać swój wolny czas. Dzięki temu łatwiej jest planować starty.

– W praktyce wygląda to tak, że przed regatami ogłaszamy skład załogi – tłumaczy. – Jest trochę jak w piłce nożnej – mamy skład podstawowy i rezerwowych. Ci, którzy akurat nie startują, zapewniają wsparcie lądowe i tworzą wraz z rodzinami klub kibica, w ten sposób wspierając kolegów na wodzie.

Łukasz Trzciński

Fot. arch. Łukasza Trzcińskiego

Jednym ze stałych członków załogi jest jego partnerka, Monika.

– Bardzo się cieszę, że podziela moją pasję regatową i nie muszę negocjować godzin spędzanych na wodzie – śmieje się Łukasz Trzciński. – Mówiąc serio uważam, że załogi mieszane mają przewagę nad załogami jednopłciowymi. Po pierwsze obecność pierwiastka żeńskiego łagodzi obyczaje, ale bardziej już sportowo – są pozycje na łódce, gdzie kobiety bardziej się sprawdzają. Na przykład na pozycji pitmena, gdzie spokój i opanowanie są kluczowe. Dlatego w załodze mamy parytet, a oprócz Moniki pływa jeszcze Weronika i moja córka Miriam.

Choć Łukasz Trzciński z załogą jak na razie głównie ścigają się po Bałtyku, chcieliby popłynąć dalej i wziąć udział w większych imprezach. Do tego potrzebny byłby jednak sponsor, który pokryłby choć część związanych z tym kosztów. Przez kilka lat taką rolę pełniło PGO, ale pandemia spowodowała zawieszenie współpracy. Żeglarzowi marzy się także w dalszej przyszłości opłynięcie Hornu. Myśli też o olimpijskiej dwuosobowej konkurencji offshorowej, która w 2024 roku zadebiutuje na Igrzyskach w Paryżu.

– To bardzo świeży temat i jest jeszcze wiele niewiadomych – opowiada. – Po pierwsze nie wiadomo, jak wyglądać będzie selekcja do kadry. Na pewno trzeba by było zainwestować w sprzęt, bo znajomość łódki w żeglarstwie morskim jest jednym z kluczy do sukcesu. Ciągle zaś nie wiadomo, który jachty zostanie wybrany na Igrzyska. Trudno więc się przygotować.

Łukasz Trzciński, ur. 9 października 1978 r. Żeglarz regatowy, multimedalista Morskich Żeglarskich Mistrzostw Polski ORC załóg jedno i wieloosobowych. Ukończył nawigację na Akademii Marynarki Wojennej Gdyni i MBA z zarządzaniu projektem na Politechnice Gdańskiej. Wiceprezes ds. morskich Pomorskiego Związku Żeglarskiego. Związany z Yacht Clubem Gdańsk.

Skład załogi „Good Speed” w sezonie 2020: Piotr Sutkowski, Mateusz Żmudziński, Mateusz Małecki, Witold Małecki, Wojtek Kaczmarek, Weronika Żmudzińska, Monika Kwiatkowska, Miriam Trzcińska, Jacek Pilichowski, Michał Ruciński, Miłosz Kaczorowski, Łukasz Trzciński.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ