< Powrót
11
września 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Grzegorza Pudy
Grzegorz Puda

Znani i nieznani: Grzegorz Puda

Podczas pracy w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej zajmuje się m.in. koordynacją, monitorowaniem i wdrażaniem programów unijnych, a w wolnym czasie pływa po Mazurach. Grzegorz Puda opowiedział nam o żeglarskiej pasji, ulubionych akwenach i rejsie marzeń.

– Wielu jest żeglarzy w polskim parlamencie?

– Osobiście znam dwóch, którzy są zapalonymi żeglarzami i pływają najczęściej po Mazurach.

– Na imprezy charytatywne tworzona jest reprezentacja Sejmu i Senatu w piłkę nożną. Załogę na regaty udałoby się zebrać?

– Sądzę, że tak. To tylko kwestia przekonania kolegów z ław sejmowych do wspólnych inicjatyw, na przykład startu w regatach. Przed pandemią miałem pomysł, żeby zorganizować taką imprezę i pokazać niektórym posłom czy senatorom piękno żeglarstwa. To dyscyplina ucząca pokory, a politykom czasami warto by jej zaszczepić więcej.

– Nie byłoby problemu z wybraniem sternika?

– Odkąd pływam, zawsze mam zasadę, że jeżeli jest więcej niż jeden sternik, to ustalamy, kto jest głównym, a reszta się nie wtrąca. I myślę, że ta zasada powinna obowiązywać również podczas pływania z kolegami parlamentarzystami. Chodzi o to, żeby był jeden dowodzący, który odpowiada za wszystko. Tylko w sytuacjach kryzysowych sternik pyta kolegę, jaką podjąłby decyzję.

– Kiedy rozpoczęła się pana przygoda z żeglarstwem?

– 25 lat temu na Mazurach, gdzie pływam do dzisiaj. Po raz pierwszy zabrał mnie tam wujek.  Spaliśmy w Rucianem-Nidzie, a pływaliśmy niewielkim jachtem Orion. W pierwszy rejs wypływaliśmy z miejsca, którego nie potrafiłem sobie później przypomnieć. Niestety wkrótce po naszym rejsie wujek zginął i nie mogłem go o to spytać. Przez wiele lat sam nigdy w to miejsce nie trafiłem, choć pływałem po Mazurach co roku. Kilka lat temu pływaliśmy z kolegami na jeziorze Tałty, mieliśmy problem z płetwą sterową i zaczęliśmy dryfować. Ku mojemu zaskoczeniu znaleźliśmy się dokładnie tam, skąd dwadzieścia lat wcześniej wypływałem w swój pierwszy rejs.

– Pływał pan tylko z rodziną?

– Tylko w pierwszy rejs. Później przez długie lata brałem udział w obozach żeglarskich – na początku jako zwykły uczestnik, a później już jako sternik. Pływaliśmy na Orionie i Sasankach, a potem też na większych jachtach. Żeglowałem dużo. Rekordowy rejs po studiach trwał sześć tygodni. W ostatnich latach wraz z popularyzacją żeglarstwa, na Mazurach zaczęło robić się ciasno, więc znalazłem nowe akweny i trafiłem na Bałtyk, Morze Śródziemne i Atlantyk.

– Jak z Mazur trafił pan na morza i oceany?

– W 2012 roku kolega zaproponował wypad do Chorwacji. Po tym rejsie, tak mi się spodobało, że zrobiłem uprawnienia sternika morskiego, żeby móc prowadzić kolejne rejsy. Na morzach przeżyłem zresztą dwie przygody. Raz podczas krótkiego rejsu złapała nas bora przy wyspie Pag wiejąca z prędkością 178 km/h. Druga przygoda to przelot w sztormie z Gomery na Teneryfę – wiało 9 stopni w skali Beauforta. Trwało to tylko jeden dzień, a dla mnie to były wieki…

– Regatowe doświadczenia też pan ma?

– Przyznam, że nigdy mnie to nie pociągało. Jako widz – chętnie, ale nigdy nie miałem tej żyłki do sportowego uprawiania żeglarstwa. Choć ostatnio miałem przyjemność popływać katamaranem Tornado i zaczęło mi się to podobać. Może regaty jeszcze przede mną.

– Odmówiłby pan startu w Sydney Hobart?

– To chyba jeszcze nie ten poziom, ale jakby się okazało, że zostałem zaproszony do załogi, to czemu nie.

– Pływał pan też w okolicach rodzinnej Bielsko-Białej?

– Obok Bielska-Białej mamy kilka akwenów, m.in. trzy jeziora na rzece Sole oraz Jezioro Goczałkowickie. Lubię bardzo żeglować w Beskidach na urokliwym Jeziorze Żywieckim.  Są na nim zawirowania wiatru i często zdarza się, że mijają się łódki z tym samym halsem, więc trudno określić, kto ma pierwszeństwo. Ale nie ma z tego powodu wypadków, taka jest specyfika akwenu. A jeżeli chodzi o walory widokowe, jezioro w górach jest czymś niesamowitym.

– Jest pan związany z tamtejszym środowiskiem żeglarskim?

– Od kilku lat jestem członkiem Klubu Żeglarskiego Halny, który ma siedzibę właśnie nad Jeziorem Żywieckim. Klub ma wieloletnią tradycję. Nie dawno obchodziliśmy jego 50-lecie. Klub może się też pochwalić najdłuższą keją na południe od Warszawy – mieści ponad setkę jachtów.

– Pan też miał własny jacht?

– Kiedyś byłem właścicielem jachtu Mors. A teraz z powodu kosztów dużo łatwiej jest czarterować jachty.

– Ma pan żeglarskie marzenie?

– Oczywiście! Jest nim dopłynięcie do opuszczonej stacji wielorybniczej Grytviken na wyspie Południowa Georgia. Bardzo wielu żeglarzy uważa przylądek Horn za żeglarski Mount Everest, ale dla mnie Grytviken jest bardziej wymagający. Chciałbym tam popłynąć, ponieważ pierwsza szanta, jaką w życiu poznałem, mówi właśnie o tym miejscu. Jest tam też grób Ernesta Shackletona. Dwukrotnie przymierzałem się do wyprawy, ale zawsze na przeszkodzie stanęły jakieś problemy – załoga, finanse, odpowiedni jacht, pogoda… Ale do trzech razy sztuka!

– Jest pan sekretarzem stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Ma pan okazję działać na rzecz żeglarstwa?

– Bezpośrednio nie, ale pośrednio już tak. Budowa śluzy Guzianka, kanałów na jeziorach, remont nabrzeży w okolicach Rynu czy nowa kładka w Mikołajkach to wszystko projekty zrealizowane przy wsparciu środków europejskich, którymi zajmuje się Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Infrastruktura służąca żeglarzom jest więc mi bliska nie tylko prywatnie, ale również ze względów zawodowych.

Grzegorz Puda, ur. 13 lipca 1982 roku w Bielsku-Białej. Jachtowy sternik morski i członek Klubu Żeglarskiego Halny w Bielsku-Białej. Absolwent zootechniki na Akademii Rolniczej w Krakowie, poseł na Sejm VIII i IX kadencji. 15 lipca 2019 r. powołany na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju, które z dniem 15 listopada 2019 roku zostało przekształcone w Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Od 23 lipca 2019 r. jest również pełnomocnikiem rządu do spraw organizacji Światowego Forum Miejskiego w 2022 roku w Katowicach.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ