Janusz Maderski: „Moje” jachty się spisały
Od listopada 2021 roku przez ponad dwa miesiące samotni żeglarze ścigali się na Atlantyku na jachtach Mini 5.80 i Setkach. Janusz Maderski, konstruktor jednostek, opowiedział nam o regatach, rozwoju klasy Mini 5.80 oraz trudnej sytuacji na rynku.
– W ostatnich miesiącach odbyły się dwie imprezy oceaniczne na jachtach pana konstrukcji – zainaugurowany 1 listopada Globe 5.80 Transat i rozpoczęte 11 listopada regaty Setką przez Atlantyk. To był emocjonujący okres?
– Oczywiście! Nie wszystko na morzu daje się przewidzieć, zawsze może się zdarzyć niebezpieczna sytuacja. Któryś żeglarz się nie wepnie wychodząc na pokład, a wtedy wystarczy mocniejsza fala, która trochę bardziej rzuci łódką i potem z wody ogląda się odpływającą łódkę… To jest stresujące i to było moje podstawowe uczucie podczas regat. Na szczęście wszystko poszło dobrze, jachty się spisały.
– Globe 5.80 Transat były pierwszymi dużymi regatami klasy Mini 5.80, zaprezentowanej zaledwie dwa lata temu. Debiut był udany?
– Tak. Świetnie spisali się przede wszystkim budowniczowie łódek. Dokumentacja trafiła do pierwszych z nich w czerwcu 2020 roku, a regaty wystartowały w listopadzie 2021 roku. Żeglarze zbudowali je i przygotowali w półtora roku lub nawet krócej, co jest bardzo dobrym wynikiem. I jachty zostały na tyle dobrze wykonane, że wszystko zagrało. Jedynie pogoda nie dopisała i nie pozwoliła uzyskać dobrych wyników. Przez pierwsze dziesięć dni trwała walka z flautą i dopiero podczas drugiej części regat żeglarze płynęli po 140 Mm na dobę.
– W zmaganiach wziął udział m.in. Don McIntyre, organizator imprezy. Opowiadał już panu o swoich odczuciach po transatlantyckim rejsie na Mini 5.80?
– Don powiedział tylko, że po tych regatach nic w łódce nie chciałby zmieniać. Jest to cenne, ponieważ pojawiają się różne propozycje, żeby na przykład powiększyć ster, ale najczęściej pochodzą one od osób, które nigdy na Mini 5.80 nie pływały. W momencie, kiedy ta łódka rzeczywiście jest mało opływana, tego typu głosy budowały atmosferę niepewności. Ale wyniki i bezawaryjnie przepłynięcie Atlantyku przez wszystkie jachty pokazało, że wszystko jest w porządku.

Uczestnicy i organizatorzy regat Globe 5.80 Transat. W środku z flagą Don McIntyre, pomysłodawca imprezy.
Fot. Ocean Frontiers OGR/GGR/CG580/Pic suppliers
– Jak się rozwija klasa Mini 5.80?
– W tej chwili w budowie jest 170 łódek – to wynik, który trudno było sobie wcześniej wyobrazić. Zobaczymy jednak, co będzie dalej, bo zmienia się sytuacja na świecie, a to ma wpływ na organizację regat. Są utrudnienia w podróżowaniu oraz problemy z transportem łódki, w związku ze skokowym wzrostem cen przewozów kontenerowych. W konsekwencji jacht pomyślany jako dostępny dla średnio sytuowanych żeglarzy, przestaje taki być.
– Już za trzy lata, w 2024 roku, na jachtach Mini 5.80 ma się odbyć samotny, etapowy wyścig dookoła świata – Mini Globe Race. Będzie to kolejny duży test dla tej konstrukcji?
– Taki rejs zawsze jest dużym sprawdzianem dla łódek i żeglarzy. Nie będzie to jednak wyzwanie dla konstrukcji, ale dla wykonawców – czy wystarczająco starannie zbudowali jacht oraz sprawdzili elementy wyposażenia. W Globe 5.80 Transat zdarzyło się, że pod koniec regat zawiódł samoster zewnętrznej firmy. Istotne będzie zatem dopracowanie wszystkich szczegółów i zastanowienie się, co się stanie, jeżeli dany element zawiedzie i czym można go zastąpić. Wszyscy uczestnicy będą musieli zrobić to przed tymi regatami.
– 11 dni po Globe 5.80 Transat rozpoczęły się regaty Setką przez Atlantyk. Jak się udała trzecia edycja jedynej polskiej oceanicznej imprezy?
– W tym roku było czterech uczestników, więc jeżeli ktoś patrzy na powodzenie imprezy przez pryzmat liczby startujących, to rzeczywiście było trochę gorzej. Sądzę jednak, że regaty się udały, dlatego że uczestnicy są zadowoleni i nic na jachtach nie zawiodło.

Uczestnicy trzeciej edycji regat Setką przez Atlantyk.
– Wkrótce po rozpoczęciu drugiego etapu dwóch Setkowiczów wycofało się, z uwagi na trudne warunki. Rzeczywiście pogoda była niełatwa dla Setek, czy uczestnikom zabrakło trochę opływania?
– To jest kwestia podejścia każdego żeglarza. Jeżeli nie czuje się na siłach w danym momencie, lepiej żeby się wycofał. Żeglarz, który ma różne obawy, postępuje niebezpiecznie i stanowi zagrożenie dla siebie. Dlatego dobrze, że podjęli taką decyzję. Jeden z nich w tej chwili płynie razem z kolegą w kierunku Martyniki, więc najwyraźniej trzeba dojrzeć do decyzji o przepłynięciu oceanu. Nie jest to zresztą pierwszy taki przypadek. W pierwszej edycji Marcin Klimczak dojechał na start i tam zrezygnował, ale po czterech latach wystartował i przepłynął Atlantyk.
– W pierwszym etapie bardzo dobrze popłynął Jurand Goszczyński. Obstawiał pan, że w drugim etapie ponownie będzie najlepszy?
– Trudno było nie obstawiać, bo różnica była miażdżąca. Jurand niesamowicie się przygotował, przez cztery lata pływał po Bałtyku i był gotowy na każdą sytuację. Doskonale poznał łódkę, która słuchała go niezależnie od warunków i nie musiał się zastanawiać, jaki żagiel postawić, żeby szybciej płynąć. Zdecydowanie zapracował na dobry wynik. I dlatego odjechał konkurentom.
– Kiedy odbędzie się czwarta edycja regat Setką przez Atlantyk?
– Nie wiem jeszcze, w ogóle o tym nie myślę. Sytuacja jest nieciekawa, bo koszty Setek bardzo szybko rosną. W 2012 roku, kiedy zorganizowana została pierwsza edycja, skromnie wykonana łódka bez żagli kosztowała, o ile dobrze pamiętam, 5700 zł. Dzisiaj trzeba wydać około 14 000 – 15 000 zł, a z żaglami około 20 000 zł. Koszty wzrosły zatem dość ostro, zwłaszcza w ciągu ostatnich dwóch lat, a nie wiadomo czy się zatrzymają. Planowanie czegoś w tej sytuacji jest dosyć trudne. Poza tym muszą się znaleźć żeglarze, którzy będą chcieli w kolejnej edycji wziąć udział.
– W tym roku dwaj żeglarze planują samotnie opłynąć świat bez zawijania do portów na jachtach pana konstrukcji – Arkadiusz Pawełek na Setce i Marcin Klimczak na Ósemce. Znów czekają pana duże nerwy?
– Chyba wsiądę na swoją łódkę, żeby się odciąć i nie śledzić ich rejsów, bo za duża ilość emocji nie jest zdrowa. Zwłaszcza rejs Arka może być rekordowy, bo byłaby to najmniejsza łódka, która kiedykolwiek opłynęła świat solo non stop. Będę trzymał za nich kciuki!
Janusz Maderski, polski żeglarz i konstruktor jachtowy – twórca m.in. Setek, Ósemek i serii jednostek Pasja. Jest pomysłodawcą transatlantyckich regat Setką przez Atlantyk. W ich pierwszej edycji zajął drugie miejsce na jachcie „Skwarek”.


