< Powrót
8
marca 2019
Tekst:
Leopold Naskręt
Zdjęcie:
Wikipedia
Géricault
Obraz Théodore Géricaulta „Le Radeau de la Méduse”.

Słyszeliście o… Tratwie Meduzy?

Jednym z najważniejszych obrazów romantyzmu jest płótno Teodora  Géricault z 1819 roku. Powstało po katastrofie fregaty „Medusa” u wybrzeży Afryki, która wydarzyła się w lipcu 1816 roku.

Po przegranej Napoleona Bonaparte i uwięzieniu cesarza na Wyspie Świętej Heleny, dokonano podziału zdobytych przez niego terytoriów. Francja Burbonów, w ramach podziału łupów, otrzymała Senegal.Medusa”, żaglowiec należący do floty mającej dowieźć tamże przyszłych administratorów ziem zamorskich, wyruszył w rejs z 400 emigrantami na pokładzie. Wyprawa kończy się osadzeniem statku na mieliźnie. „Medusa” tonie.

Zerwanie więzów

Według relacji ocalonych z katastrofy pasażerów, kapitan wraz oficerami i wyższej rangi urzędnikami popełnił czyn karygodny. Opuścił tonący statek, chroniąc się na łodziach ratunkowych, pozostawiając pasażerów na pewną śmierć.

Pasażerowie przełamując strach, przerażeni widokiem pogrążającego się w morzu statku, zbudowali tratwę z wyrwanych z kadłuba belek i pływających wokół desek o powierzchni 140 m², która dala schronienie 149 osobom.

Plan przeniesienia prowiantu z tonącego statku na tratwę zawodzi. Tratwa jest przeładowana. W obliczu wszechobecnego niebezpieczeństwa, znika solidarność międzyludzka. Sternicy łodzi ratunkowych holujących tratwę, tną hole. Załoga tratwy pozostaje sama. Wraz z jej dryfem, zaczyna się gehenna.

Upadek godności

Na przeludnionym pokładzie trudno mówić o buncie. Brakuje słodkiej wody. Do picia jest tylko wino. Między pijanymi marynarzami a żołnierzami dochodzi do nieustających awantur. Każdy bije się z każdym. Aby zaoszczędzić kurczące się zapasy prowiantu, silniejsi mordują słabszych. Chorych i rannych spychają do wody. Dochodzi do kanibalizmu. Rozbitkowie suszą kawałki ludzkiego mięsa na wantach. W każdym momencie trwa walka o następne godziny. Po czternastu (w niektórych źródłach trzynastu) strasznych dniach, piętnastu ocalałych nieszczęśników ratuje okręt wojenny „Argus”.

Szok i dochodzenie

Dwóch mężczyzn spośród tych, którzy przeżyli piekło, zamieściło relacje z fatalnego rejsu w prasie francuskiej. Wiadomości o wydarzeniach po katastrofie „Medusy”, wywołały wstrząs w całej Francji. Opinia publiczna doznała szoku. Dochodzenie, prowadzone przez francuską administrację morską, wykazało, że statkiem dowodził człowiek, który już od 25 lat nie służył w marynarce. W krytycznym rejsie miał trudności z podstawowym określeniem pozycji statku i nakreśleniem na mapie bezpiecznego kursu. Po tragedii, kapitan-emigrant z okresu rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich, został surowo ukarany podczas rozprawy sądowej.

Angelo Selmi w rozprawie „Tragiczne wody”, tyczącej tragedii „Medusy”, tak charakteryzuje ten czas: „Nastąpił triumf niekompetencji. Beznadziejni ignoranci objęli stery, podejrzani osobnicy stali się doradcami głupawych szefów, ministrowie dawali nonsensowne instrukcje, a dyletanci trzymali się ich a la lettre. Odpowiedzialny za tragedię kapitan pozował na ofiarę bonapartystów, licząc, że możni protektorzy nie dadzą go ukarać”.

In statu nascendi

Francuski malarz i grafik Théodore  Géricault głęboko przeżył katastrofę. Pierwsze szkice do obrazu tworzył pod wpływem opublikowanych autorelacji. Warunki powstawania obrazu też były szczególne. Géricault zaczął wieść żywot eremity. Zgolił włosy i na osiem miesięcy ciężkiej pracy, chcąc osiągnąć pełne skupienie, zerwał kontakt z ludźmi, co dla człowieka tak towarzyskiego jak on, było wielkim wyrzeczeniem.

Obraz kosztował malarza ogrom pracy. Zrobił dziesiątki szkiców ogólnego planu i setki rysunków szczegółów. Chcąc zachować wierność sytuacji w tragicznych chwilach na tratwie, dokonywał in persona obserwacji i przeglądał notatki w klinice psychiatrycznej doktora Georgeta. Dla zachowania najwyższej klasy realiów, przyglądał się zachowaniom ludzi obłąkanych. Do pozowania wybierał osoby budzące swoim wyglądem grozę i strach.

Pierwszymi konsultantami jego prac przy dziele, byli mężczyźni, rozbitkowie, którzy wyszli cało z katastrofy. Przy pomocy jednego z nich buduje model tratwy.

Géricault

Dynamika kompozycji

Artysta zamierzał przedstawić na pokładzie tratwy bunt albo czyn ludożerstwa. I choć ostatecznie zrezygnował z pomysłu, Tratwa Meduzy jest pełna grozy i mrocznej estetyki.

Tratwa o kształcie prostokąta, zbudowana z desek i kantówek pozyskanych z tonącego statku, powiązanych luźnymi linami, szarpana w rozpadlinie pomiędzy podmywającymi  falami, unosi się na powierzchni ciemnego, niespokojnego oceanu. Wypełniony wiatrem żagiel napina prowizoryczny takielunek. Spod szarych i czarnych chmur zasłaniających niebo, przebijają pomarańczowo-żółte blaski zachodzącego słońca. Wysokie, strome fale i poszarpana kolorystyka firmamentu, wskazują mocną pogodę.

Na pokładzie można dostrzec dwie, upozowane grupy, tworzące ludzkie piramidy. Po lewej stronie obrazu, piramida śmierci. Tworzą ją martwi rozbitkowie. Konający, zdani na łaskawość losu. Już się nie bronią. Bezwładne, nieruchome ciała, w powyginanych pozycjach, nachylone w stronę wody , powoli wchłaniane są przez ocean. Usytuowane przodem do widza, rozciągnięte, odwrócone plecami, twarzami do desek. Nikt nie patrzy w ich stronę, nie opłakuje ich śmierci.

Po prawej, piramida nadziei, życia, gdzie zostali umieszczeni żywi. Wstają z kolan, unoszą się, wyciągają ręce i patrzą  w kierunku wyłaniających się zza horyzontu masztów „Argusa”. Grupa skupiła się wokół umięśnionej postaci Murzyna, machającego fragmentem kolorowego płótna. To są najsilniejsi. Rejs przez piekło ma szansę zakończyć się. Najważniejsze, by ich zauważono. Cząstką tlącego się w nich życia, idąc po trupach tych, którym nie udało się przeżyć i kosztem których oni przeżyli, wołają o zmiłowanie, o ratunek. Przerażająca mimika twarzy.

W kłębowisku ciał na pokładzie tratwy, nić więzi zdaje się łączyć tylko dwie postaci. Na lewej burcie, z głową podpartą na dłoni, siedzi stary człowiek okryty szkarłatną tkaniną. Trzyma lewą ręką obnażone ciało młodego, nieżywego mężczyzny. Nogi młodzieńca, zsunięte poniżej poziomu tratwy, omywa woda. Z postawy i wyrazu twarzy starca bije smutek. Ta para rozbitków to ojciec i syn. Ojciec przeżywa ból, jest zamyślony, spokojny. Równoważy kompozycję emocjonalną obrazu z prawą burtą, gdzie powraca chęć do życia. W obliczu swojej tragedii zdaje się niczego nie dostrzegać. W oczach tli się beznadziejność.

Géricault ten fragment obrazu zaczerpnął z tradycyjnego wizerunku Matki Boskiej, trzymającej martwego Jezusa na kolanach i przeniósł go w laickie realia.

Epilog

Géricault wystawił Tratwę Meduzy na Salonie w 1819 r. pod tytułem „Scena katastrofy morskiej”. Chciał uniknąć kłopotów z władzą. Paryżanie i tak bezbłędnie odgadli zawarte w nim aluzje i potraktowali obraz jako protest przeciwko panowaniu Burbonów. Malarz, niezależny finansowo, mógł sobie pozwolić na swobodę tworzenia, bez potrzeby oglądania się na poprawność. Przekazał dzieło do Luwru.

Płótno wywołało falę krytyki wobec piramidy martwych ciał. Zarzucano mu błędy kompozycyjne, anatomiczne, nie podobał się koloryt.

Kiedy dowiedział się, że wrzucono go na strych, zabrał obraz do Londynu. Inaczej odczytane, zauroczyło tamtejszą publiczność. Po śmierci Géricault’a płótno wróciło, na należne mu miejsce, do Luwru. Do dziś pozostaje fundamentalnym obrazem europejskiego romantyzmu. Wielu krytyków opisywało Tratwę Meduzy jako zwiastun XX-wiecznych totalitaryzmów. Obecna na niej groza międzyludzkiej walki, jest ponadczasowa.

Tragedia rozegrana na „Meduzie”, zainspirowała w 1988 roku reżysera Iradja Aziminiego, do nakręcenia filmu pod tym tytułem.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ