< Powrót
14
maja 2021
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Jerzy Dąbrowski
Konstanty Pielak
Konstanty Pielak.

Znani i nieznani: Konstanty Pielak

Konstanty Pielak dość późno zajął się żeglarstwem, choć całe jego życie było wypełnione aktywnością związaną z wodą. Dziś ten doświadczony żeglarz, nurek i fotograf podwodny opowiada o swojej pasji i pracy.

– Urodziłem się w Kazimierzu nad Wisłą niemal 90 lat temu – mówi Konstanty Pielak. – W latach 30. wychowanie dzieci wyglądało trochę inaczej niż dziś. Tata był murarzem, mama zajmowała się domem, a ja miałem sporą wolność. Podobnie jak moi koledzy. Bardzo często pożyczaliśmy łódki od nadwiślańskich rybaków, żeby sobie na nich popływać. Zdarzało się, że bez wiedzy właścicieli…, ale zawsze oddawaliśmy. Trudno tu mówić o żeglarstwie, bo te łódki to były tak zwane pychówki. Poruszanie się nimi po rzece polegało na odpychaniu się wiosłem od dna. Takie właśnie były moje pierwsze kontakty z wodą i pływaniem.

Po ukończeniu liceum, w latach 50. nasz rozmówca dotarł na Wybrzeże.

– Zastanawiając się nad przyszłością i kierunkiem kariery zawodowej, zdecydowałem się na studiowanie budownictwa wodnego na Politechnice Gdańskiej – wspomina żeglarz. – Ale studia studiami, a żyć z czegoś z dala od domu trzeba było. Dlatego postanowiłem poszukać pracy. Znalazłem zatrudnienie w fabryce zapałek mieszczącej się w Gdańsku-Wrzeszczu. Wytrzymałem dwa tygodnie i przeniosłem się do Zakładów Tłuszczowych. Stamtąd zwolniłem się po trzech dniach i rozpocząłem pracę w ówczesnej Stacji Morskiej Polskiej Akademii Nauk w Sopocie (dziś Instytut Oceanologii PAN). Był rok 1954 i tam zostałem na kolejne 47 lat.

Praca w Stacji Morskiej, a później Instytucie Oceanologii PAN stała się dla pana Konstantego pasją na wiele lat. W ciągu całej swojej kariery spotkał wielu znakomitych naukowców i ludzi związanych z morzem. Jednym z ważniejszych dla Konstantego Pielaka był pierwszy szef Morskiej Stacji PAN, Stanisław Szymborski.

– To był przeuroczy, zacny i bardzo ciekawy człowiek – mówi Konstanty Pielak. – Był znakomitym naukowcem, badaczem.

Nasz rozmówca współpracował również z najbardziej znanym wówczas polskim płetwonurkiem,  pionierem swobodnego nurkowania w Polsce, Witoldem Zubrzyckim. Sam zajmował się nurkowaniem (Stacja Morska PAN była wówczas jedyną polską instytucją posiadającą akwalungi) i miał okazję uczestniczyć w spotkaniu Zubrzyckiego z Jacques’em-Yves’em Cousteau, francuskim badaczem mórz.

– Kolejna wybitna postać, w skali historycznej, którą miałem okazję poznać, to inżynier Eugeniusz Kwiatkowski – mówi kapitan Pielak. – Po 1948 r., kiedy ten zasłużony dla naszej gospodarki morskiej i dla Gdyni człowiek, został skierowany na emeryturę i z zakazem przebywania na Wybrzeżu osiadł w Krakowie, jego dawni współpracownicy i przyjaciele organizowali mu przyjęcia urodzinowe. Miałem szczęście dołączyć do tego grona i odwiedzać pana Kwiatkowskiego w grodzie Kraka.

Z czasem Stacja Morska zaczęła się rozrastać. Rosły też potrzeby jej pracowników związane z rozszerzaniem badań z zakresu meteorologii i hydrologii. Coraz bardziej doskwierał badaczom brak pływającej jednostki badawczej.

– Korzystaliśmy z jednostki Marynarki Wojennej „Kompas”, czyli dawnego ORP „Żuraw” – mówi Konstanty Pielak. – „Żuraw” został wymazany z historii, zmieniono jego nazwę z powodu udanej ucieczki części załogi do Szwecji w 1951 roku. To nie była duża jednostka, mogliśmy z niej pobierać podstawowe próbki. Poza pomiarami meteo, które prowadziłem na lądzie, zajmowałem się badaniami hydrologicznymi, zdawałem więc sobie sprawę, że większy statek naprawdę jest niezbędny. Profesor Szymborski próbował ten problem rozwiązać. Najpierw chciał zaadaptować na nasz użytek jakiś trawler, ale nic z tego nie wyszło. Później dostaliśmy ze Świnoujścia wrak pilotówki, który stał w Górkach Wschodnich w Gdańsku. Jednak i ta próba przystosowania jednostki spełzła na niczym. Zawarliśmy też umowy z Instytutem Morskim w Gdańsku, korzystaliśmy z różnych wypożyczanych szalup. I tak to się ciągnęło przez jakiś czas, aż w końcu znalazłem łódź „Anię”, z której dawało się robić echosondy i przeprowadzać pomiary brzegowe. Z tej łódki korzystaliśmy kilkanaście lat. Realizowaliśmy dzięki niej wiele zamówień na echosondaże na jeziorach kaszubskich i w strefach przybrzeżnych, aż do Zalewu Szczecińskiego. I to właśnie z tą jednostką wiążą się moje żeglarskie początki, bo żeby móc ją czarterować na nasze potrzeby, zapisałem się do YKP Gdynia. A że byłem wówczas samotny i miałem sporo czasu, zacząłem się tam dość mocno udzielać. Byłem „prawą ręką” ówczesnego komandora klubu Tadeusza Gerwela. A dziś jestem nawet honorowym członkiem YKP.

Naukowcy ze Stacji Morskiej, mimo tymczasowych rozwiązań, dążyli do tego, by ich instytucja stała się armatorem jednostki naukowo-badawczej z prawdziwego zdarzenia. W roku 1969 Konstanty Pielak przekonał swoich przełożonych, że dla podniesienia rangi międzynarodowej Stacji, konieczny jest udział w międzynarodowych konferencjach oraz projektach badawczych.

„Sonda” pod spinakerem. Fot. Archiwum Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk

– Miało w tym pomóc powstanie nowej jednostki na nasze potrzeby – mówi nasz rozmówca. – Miała powstać w ciągu roku, ale przyszedł Grudzień 1970 i cała sprawa przeciągnęła się o kolejny rok. Ostatecznie, w 1971 roku została zwodowana niemal szesnastometrowa „Sonda”. Dowodziłem nią następnie ponad 20 lat, ale  podczas dwóch pierwszych rejsów kapitanem był Stanisław Szymborski, ja byłem pierwszym oficerem. Niestety, mimo wielu zalet i wiedzy naukowej, profesor nie był najmocniejszy na morzu. Nie radził sobie z chorobą morską.

Staże uprawniające do dowodzenia „Sondą” Konstanty Pielak odbywał m.in. na statku szkolnym „Jan Turlejski”. W sumie było to kilkanaście rejsów do Afryki, na Spitsbergen, do Anglii. Jak sam mówi, jako kapitan miał sporo szczęścia, nie utopił mu się żaden załogant (a było ich łącznie ok. 1500), a dzięki badaniom prowadzonym na „Sondzie” kilku doktorantów obroniło swoje dysertacje.

– W 1978 roku „Sonda”, wspólnie z jednostką hydrograficzną ORP „Kopernik”, wyruszyła w rejs na Spitsbergen – wspomina Konstanty Pielak. – To był rejs badawczy. Załogi obu jednostek zajmowały się swoimi zadaniami. Dostaliśmy za to III Nagrodę Honorową Rejs Roku 1978. A my po prostu robiliśmy swoje, nie ma się czym chwalić. Na „Sondzie” popłynęliśmy też do Senegalu, bo polskie władze wymyśliły, że zamiast płacić dewizami za połowy na szelfie afrykańskim, możemy Senegalczykom zrewanżować się badaniami. No i rzeczywiście, całkiem sporo tych badań przeprowadziliśmy. W tym rejsie uczestniczył m.in. Zenon Gralak. No a w roku 1985 powstała „Oceania”, na której też zdarzało mi się pływać.

Po przejściu na emeryturę Konstanty Pielak nadal prowadzi aktywny tryb życia. Od czasu do czasu żegluje, zapraszany na rejsy przez kolegów żeglarzy, ale przede wszystkim spędza czas na Kaszubach.

– U schyłku słusznie minionego ustroju kupiłem kilka hektarów ziemi w okolicy, która przypomina mi moje rodzinne strony – mówi kapitan Pielak. – Kiedyś uprawiałem tam zboża, dziś głównie trawę i kwiaty. Mam tam także kilka oczek wodnych, w tym jedno o siedmiu metrach głębokości, nadające się do nurkowania.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ