< Powrót
12
lutego 2021
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
arch. OSTAR for Dydek
Rakowicz
Jerzy Rakowicz z Joanną Pajkowską.

Znani i nieznani – Jerzy Rakowicz

Nasz dzisiejszy bohater to doświadczony żeglarz regatowy. Samotnik – uczestnik m.in. regat OSTAR, ale i dowódca w załogowych rejsach „Pogorii” i „Fryderyka Chopina”. Zdobywca nagrody honorowej Rejs Roku – Srebrny Sekstant.

– Żeglarstwem zaraził mnie stryj, który swoją przygodę zaczął jeszcze przed wojną – wspomina Jerzy Rakowicz. – Był dobrym żeglarzem i doskonałym gawędziarzem. Jego opowieści robiły na mnie ogromne wrażenie i rozpaliły wyobraźnię do tego stopnia, że jako dwunastolatek zapisałem się do harcerskiej drużyny wodniackiej, a niedługo później trafiłem do klubu Spójnia. To nie był jedyny klub, do którego należałem. Mieszkałem na Żoliborzu, więc zaczynałem od pływania po Wiśle, bo wówczas jeszcze Zalewu Zegrzyńskiego nie było. Kiedy potem zapisałem się do Ligi Przyjaciół Żołnierza, czyli późniejszej Ligi Obrony Kraju, zacząłem pływać po jeziorach mazurskich. Najpierw na  Cadecie, ale też na Hornecie i Omegach. W wieku 16 lat miałem już stopień sternika jachtowego.

Pierwszym poważnym rejsem była wyprawa poniemieckim jachtem klasy Hai na Zalew Wiślany. Jerzy Rakowicz dowodził załogą i jak zapewnia, to właśnie wtedy wykiełkowało w nim marzenie, by pływać po morzu. Najpierw były krótkie wypady na Zatokę Gdańską. Później pierwszy rejs morski – wyprawa na „Zaruskim” do Helu i Ustki. Wtedy też przeżył swój pierwszy sztorm.

– Kolejny poważny morski rejs odbyłem w 1965 r. na „Polonii” do Danii – mówi kpt. Rakowicz. – Druga załoga płynęła na „Wielkopolsce” tą samą trasą. W załogach byli słynni bracia Mieczysław i Piotr Ejsmontowie. Obaj „wybrali wolność” w Kopenhadze, a ich późniejsze, tragiczne losy przeszły do historii polskiego żeglarstwa.

Jerzy Rakowicz poświęcał żeglarstwu każdą wolną chwilę. Na śródlądziu ścigał się w regatach, a na dłuższe, morskie rejsy wyprawiał się latem.

– Postanowiłem zrobić odpowiednie uprawnienia, żeby móc dowodzić jednostkami morskimi – wspomina. – W roku 1971 uzyskałem patent kapitana żeglugi wielkiej. Równocześnie, po ukończeniu studiów matematycznych w Warszawie, przeniosłem się do Gdańska, gdzie powstał Uniwersytet Gdański, a ja – wtedy doktorant – znalazłem zatrudnienie na tej uczelni. Mieszkałem na Wybrzeżu dziewięć lat. W tym czasie odbyłem kilka interesujących rejsów, m.in. na pokładzie „Otago” z Gdańska do Casablanki. Często też pływałem w rejsach załogowych do litewskich albo estońskich portów ówczesnego ZSRR. Zainteresowałem się też regatami samotników i w 1974 r. postanowiłem wystartować w Pucharze Poloneza. Nie zająłem pierwszego miejsca, ale zdobyłem cenne doświadczenie. Przydało się podczas regat AZAB, z Falmouth w Wielkiej Brytanii, do Ponta Delgada na Azorach i z powrotem. Wystartowałem w pierwszej edycji tego wyścigu w 1975 roku na jachcie „Barnim”. Nie byłem wysoko w klasyfikacji, ale już cztery lata później, płynąc na „Spanielu” wygrałem. Wiedziałem, że to zaprocentuje podczas starań o uzyskanie pozwolenia i środków na start w kolejnych regatach. Okazja nadarzyła się szybko, bo w roku 1980 odbywały się regaty OSTAR. Ścigało się 110 jachtów. Zająłem 15 miejsce na 45 jednostek w mojej grupie.

Jerzy Rakowicz, jako jeden z polskich uczestników tych regat, wziął udział w projekcie „Spotkania z historią OSTAR”, realizowanym przez Pomorski Okręgowy Związek Żeglarski w roku 2013, poświęcony polskim żeglarzom samotnym oraz historii udziału Polaków w legendarnych samotnych regatach przez Atlantyk OSTAR. „Spotkania” związane były z projektem „OSTAR for Dydek”.

Jerzy Rakowicz (z lewej) z Czesławem Gogołkiewiczem po zakończonym wyścigu OSTAR w Newport w 1980 r.

Później Jerzy Rakowicz wziął udział w kolejnej edycji regat ASAB, w roku 1983. Uzyskanie funduszy i zgody na start nie były łatwe, bo trwał stan wojenny. Udało się, m.in. dlatego, że przyjaciel kpt. Rakowicza, brytyjski żeglarz Chris Smith zaproponował start na swoim jachcie w systemie „zmianowym”. Anglik płynął w pierwszym etapie na Azory i wygrał swój odcinek, Polak popłynął z Azorów do Wielkiej Brytanii i także ukończył wyścig na pierwszym miejscu.

– Z czasem zacząłem pływać na dużych jednostkach – mówi Jerzy Rakowicz. – Głównie na „Pogorii”. To już było po powrocie na stałe do Warszawy. Pracowałem w Universalu i zajmowałem się handlem zagranicznym. Z chwilą wprowadzenia stanu wojennego, jako działacz „Solidarności”, zostałem zwolniony i znalazłem zatrudnienie w Polskim Związku Żeglarskim. Ściągnąłem jeszcze dwóch kolegów, również „niepokornych” z Universalu. Pewnego razu zadzwonił do nas człowiek z Kanady pytając o możliwość wyczarterowania „Pogorii” na roczny rejs szkoły pod żaglami, wzorowanej na pomyśle Krzysztofa Baranowskiego sprzed kilku lat. Tym człowiekiem, jak się okazało, był Terry Davies, rektor West Island College International. Uzgodniliśmy wszystkie warunki, podpisaliśmy umowę i rozpoczęliśmy trwającą rok wyprawę. W pierwszej fazie kapitanem był Krzysztof Baranowski, a ja wymieniłem go na stanowisku dowódcy w Grecji. Potem popłynęliśmy wokół Afryki, dotarliśmy do Ameryki Południowej, gdzie mieliśmy nawet okazję żeglować na krótkim odcinku Amazonki. Potem skierowaliśmy się na Jamajkę, a rejs zakończyliśmy w Montrealu.

W późniejszych latach wielokrotnie pływał z młodzieżą i studentami na „Pogorii”, „Fryderyku Chopinie” i „Gedanii”. Uczestniczył też w rejsach na mniejszych jednostkach.

Kpt. Jerzy Rakowicz podczas prelekcji w ramach cyklu „Spotkania z historią OSTAR”.

– Mam piątkę wnuków – mówi Jerzy Rakowicz. – Syn ma dwie córki, a córka trzech synów. Maluchy już kilka razy żeglowały z nami, ale czy pójdą w moje ślady, nie wiem. Pływałem na różnych akwenach. Dwukrotnie żeglowałem po Pacyfiku, dotarłem też na Zanzibar, ale chciałbym jeszcze wrócić na Ocean Indyjski, żeby dotrzeć do takich miejsc, jak Seszele. W ubiegłym roku mieliśmy żeglować po Karaibach, ale pandemia – jak wiadomo – pokrzyżowała plany. Mam nadzieję, że uda się do nich wrócić. A co do działalności zawodowej, to jeszcze niedawno prowadziłem dwie firmy. Jedna z nich zajmowała się sprzedażą wyposażenia pokładowego do jachtów, a druga sprzętem medycznym. Teraz firmą żeglarska zawiaduje Tobiasz – mój dawny pracownik, który ją odkupił, a w medycznym  MaJeR rze   zaczyna rządzić  moja córka  Magda, której sekunduje  córka chrzestna Dorota; ja jestem tylko prezesem od dużego sprzętu. Dzięki temu może będę miał więcej czasu na wyprawy żeglarskie.

Jerzy Rakowicz – ur. 1946 r. w Warszawie. W latach 60. był członkiem kadry okręgowej i narodowej. Zwyciężał w mistrzostwach okręgu w klasie Cadet, wielokrotnie uczestniczył w mistrzostwa Polski. W 1979 został wyróżniony główną nagrodą Rejs Roku – Srebrny Sekstant za zwycięstwo w regatach samotnych żeglarzy na trasie Falmouth – Azory – Falmouth na jachcie „Spaniel”. Regatowiec – samotnik, kilkukrotny zwycięzca regat międzynarodowych. Kapitan rejsów m.in. „Pogorii” i „Fryderyka Chopina”.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ