< Powrót
2
lutego 2024
Tekst:
Adam Mauks
Zdjęcie:
Archiwum rodzinne Zuzanny i Poli Szadziul
Pola Szadziul (po lewej) na katamaranie.

Życie po żaglach – jak radzą sobie żeglarze po zakończeniu kariery

Każda kariera kiedyś dobiega końca, ale z żeglarstwa nie da się odejść raz na zawsze. I zarówno bardzo utytułowani żeglarze, jak i ci trochę mniej mogą odnaleźć w nim sposób na ciekawe życie.

Mateusz Kusznierewicz jest tego przykładem, choć on zupełnie z żeglarstwa sportowego nie odszedł.

– Zawsze miałem umiejętność przewidywania tego, co może się zdarzyć – mówi Mateusz Kusznierewicz, mistrz olimpijski z Atlanty w 1996 roku, brązowy medalista igrzysk z Aten w 2004 roku oraz mistrz świata w klasie Finn i Star. – Poza tym byłem zawsze ciekawy świata i ludzi. Lubiłem eksperymentować. Oczywiście, w wielu wypadkach nie wychodzi tak jakby się chciało, ale to zawsze jest cenne doświadczenie. Jakiś czas temu założyłem sobie, by raz na rok, lub dwa lata spróbować czegoś innego, np. w biznesie czy w mediach.

Mateusz Kusznierewicz występował w „Kanale Sportowym”, prowadził audycję w radiowej „Trójce” czy „Radiu Nowy Świat”. W biznesie zajmował się importowaniem jachtów, czy produkcją urządzeń elektrycznych w Chinach, a dziś dzieli się wiedzą zdobytą w sporcie i biznesie, bo to się łączy. I na tym nie poprzestaje, bo ma już nowe pomysły, które będzie chciał w najbliższych latach realizować.

Mateusz Kusznierewicz

Kusznierewicz zdradza, że bardzo mu pomógł psychologiczny test Gallupa, który poleca każdemu.

– Z tego testu wyszło mi, że nieźle działam w dużych zespołach – dodaje. – Jestem raczej aktywatorem, działającym szybko.

Mateusz Kusznierewicz zaznacza, że z żeglarstwa raczej nigdy się nie wyrasta. On sam – paradoksalnie – żegluje teraz na większej liczbie łódek, niż podczas kariery sportowej.

– Oczywiście, że po karierze jest życie, a dróg jest wiele – mówi. – Można pójść w kierunku pracy w klubie, związku, urzędzie miasta. Wielu sportowców, których znam właśnie to robi i się w tym realizuje. Część znajomych sportowców jednak się przebranżowiło, zajmuje się czymś zupełnie innym i też jest z tego zadowolona.

Przykładem, że z żeglarstwa się nie wyrasta, ale po karierze radzi sobie dobrze jest Przemysław Miarczyński. Popularny „Pont” to brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku w klasie RS:X, a także siedmiokrotny medalista mistrzostw świata. Dziś jest trenerem polskiej kadry narodowej w klasie iQFoil.

– Jeszcze przed zakończeniem kariery myślałem, żeby robić coś innego, nie związanego z żeglarstwem – mówi Przemysław Miarczyński. – Potem zacząłem myśleć o otwarciu swojej szkółki żeglarskiej, ale to projekt raczej sezonowy, na 3 może 4 miesiące działalności.

Przemysław Miarczyński

– Raczej płynnie przeszedłem z zawodnika do trenera, bo ostatnie zawody zaliczyłem w 2016 roku przed igrzyskami w Rio – dodaje Miarczyński. – Wiedząc, że na nie już nie pojadę, zacząłem pracować z kadrą juniorów. Od 2017 roku pomagałem Piotrowi Myszce, który walczył o igrzyska w Tokio. Później przejąłem kadrę w klasie iQFoil i wraz z żoną wygrałem konkurs na prowadzenie szkółki żeglarskiej.

Krzysztof Warywoda to dziś najlepszy polski zawodnik e-sailingu. Ma nawet szanse wystąpić na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Zanim do niego trafił przez lata żeglował w barwach Nauticus Yacht Club Olsztyn, w którym był też trenerem. Jego syn, Kacper Warywoda, również żeglował z sukcesami zdobywając choćby medale mistrzostw Polski w sprincie, będąc także członkiem kadry narodowej. Dziś Krzysztof Warywoda już nie żegluje, bo zajął się ogrodnictwem.

– Kiedy jeszcze żeglowałem, myślałem, aby po swojej przygodzie z żaglami zostać przy sporcie – mówi Warywoda. – Życie potoczyło się jednak inaczej niż planowałem i założyłem myjnię samochodową, ale to nie trwało długo. Po wypadku na rowerze, kolega zaproponował mi pracę u niego w firmie ogrodniczej, a niedługo potem sam ją założyłem.

Krzysztof Warywoda

Krzysztof Warywoda prowadzi ją od 15 lat, zajmuje się głównie nawadnianiem ogrodów. Jak mówi nie jest jedynym żeglarzem z olsztyńskiego środowiska, który założył firmę i całkiem dobrze sobie radzi.

– Żeglarstwo nauczyło mnie samodzielności, zresztą widzę to także po innych moich znajomych, którzy też pracują na swoim – dodaje Krzysztof Warywoda.

Umiejętność znalezienia sobie „przystani” po karierze to nie tylko domena doświadczonych i utytułowanych żeglarzy i żeglarek. Zawodniczo nie startuje także Zuzanna Szadziul i jej młodsza siostra Pola.

Starsza z sióstr zaczęła żeglować w wieku 7 lat w Yacht Klubie Polski Gdynia, gdzie pływała w kasie Optimist.

– Żeglarstwo na dobre pokochałam u trenera Dariusza Dołęgi – mówi Zuzanna Szadziul. – Zaczęły pojawiać się małe sukcesy, byłam przez dwa lata w kadrze narodowej klasy Optimist, a na mistrzostwach Polski byłam kilka razy w czołówce. Kiedy przeszłam do grupy A, presja trochę mnie przerosła i na chwilę zrezygnowałam z żeglarstwa. Tęskniłam jednak za żaglami, więc po krótkiej przerwie wróciłam do nich, ale już do Klubu Żeglarskiego Opti CWM Gdynia. W 2015 roku przeszłam do UKS Navigo Sopot, gdzie żeglowałam na katamaranie Hobie Cat 16.

To był czasie kiedy Zuzannie bardzo dobrze szło, cieszyła się żeglarstwem, zdobywała tytuły mistrzyni Polski i z powodzeniem wystartowała w mistrzostwach Europy. To był też czas wytężonej nauki, bo zbliżała się matura w jednej z najlepszych polskich szkół średnich, czyli gdyńskiej „Trójce”, do której chodziła. Była w klasie biologiczno-chemicznej i interesowała ją przyszłość w szeroko rozumianej medycynie.

– Czułam, że tak intensywne treningi na łódce i nauka będą już nie do pogodzenia – mówi Zuzanna. – Dlatego pod koniec 2019 roku odeszłam z klubu, a w 2020 zaczęła się pandemia. Wtedy całkowicie skupiłam się na nauce i przygotowaniu do matury. We wrześniu 2020 roku odpowiedziałam na ogłoszenie klubu Opti, który szukał trenera i znowu byłam blisko wody i żagli, za którymi tęskniłam. W 2023 skończyłam pracę jako trenerka, bo planowałam przeprowadzę do Warszawy na studia magisterskie z pielęgniarstwa, które zaczęłam właśnie wtedy na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Zuzanna Szadziul już rozpoczęła pracę w klinice dermatologicznej w Warszawie.

Zuzanna Szadziul (po lewej) i Pola Szadziul

Podobną ścieżkę życiową z żeglarstwem w roli głównej przeszła też młodsza o dwa lata siostra Zuzanny – Pola Szadziul. Ona także żeglowała na jachtach klasy Optimist w Yacht Klubie Polski Gdynia, a dziś studiuje na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu na kierunku trener personalny i fitness. Jej żeglarstwo i kontakt z wodą też się bardzo podobały, a to być może dlatego, że dziadkiem Zuzanny i Poli jest kapitan żeglugi wielkiej Witold Nawrocki. Po Optimiście Pola Szadziul także pływała na katamaranach Hobie Cat 16, potem Nacra 15. W ubiegłym roku Pola zakończyła przygodę z zawodniczym pływaniem, ale jest dziś trenerką katamaranów w UKS Navigo.

– Właśnie ten fakt, że Pola jest tam trenerką, wyzwala we mnie dodatkowa tęsknotę za pływaniem – mówi Zuzanna. – Może w wakacje uda mi się znowu wsiąść do katamaranu i popływać?

Zuzanna nie ma wątpliwości, że żeglarstwo bardzo mocno ukształtowało ją jako człowieka. To nierozerwalna część jej osobowości. Zresztą Pola – jej zdaniem – ma podobnie.

– Żeglarstwo dało mi niezależność, poczucie sprawczości, samodzielność, a to bardzo przydaje się w życiu – dodaje Zuzanna Szadziul.

Co myślisz o tym artykule?
+1
8
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ