Dominik Życki: Puchar Księżniczki Zofii to sprawdzian możliwości
Z Dominikiem Życkim, dyrektorem sportowym Polskiego Związku Żeglarskiego, rozmawiamy między innymi o planach naszych reprezentantów i jego własnych startach w regatach.
– Przed naszymi reprezentantami ważne regaty, Puchar Księżniczki Zofii na Majorce, jakie są ich własne oczekiwania i oczekiwania PZŻ w związku z ich udziałem w tej imprezie?
– Puchar Zofii to już są regaty o randze pucharu Europy. Rozgrywane są w dobrym terminie, na świetnym nautycznie akwenie. Dlatego zjedzie się na nie znacznie więcej czołowych zawodników z całego świata, niż choćby na regaty pucharu świata, na których World Sailing bardzo mocno wyśrubował limity miejsc. Może nawet za mocno. Ale może właśnie dzięki temu regaty na Majorce cieszą się coraz większym powodzeniem wśród najlepszych żeglarzy z większości klas olimpijskich. Dla naszych zawodników będzie to test przed szybko zbliżającymi się mistrzostwami Europy, bo we wszystkich klasach mamy mistrzostwa kontynentu albo w kwietniu, albo w maju. A to nie ostatnia impreza w dość krótkim czasie, bo potem będzie puchar świata w Genui i Europy w Hyeres. Na tych regatach jednak z pewnością nie wszyscy topowi zawodnicy wystartują, bo rozdzielają sobie te imprezy, jadą na jedną, albo na drugą. Natomiast na Puchar Zofii zjadą się wszyscy topowi żeglarze. I tam tak naprawdę będzie okazja, żeby Polacy sprawdzili, w jakim miejscu są w tym momencie ze swoją formą i przygotowaniem do kolejnych ważnych startów. Może z wyłączeniem deskarzy. Oni mają swoje mistrzostwa kontynentu zbyt blisko terminu Pucharu Zofii, bo zaczynają już 7 kwietnia. Dlatego na Majorce ich nie zobaczymy. Ale dla klas łódkowych to na pewno okazja do sprawdzenia się.
– Nasi reprezentanci polecą na Majorkę po medale?
– Z tym jest różnie. Mamy problem w klasie 49er, w której kolejny już raz dostawca sprzętu olimpijskiego, typu one design, nie wyrabia się z produkcją i mamy duże opóźnienia. Dla nich, choć miał to być sprawdzian czy wszystko jest już zapięte na ostatni guzik przed sezonem, będzie to test nowego sprzętu. I na tym teście zawodnicy z czterdziestek dziewiątek będą się koncentrować, a nie na wyniku. Muszą wszystko odpowiednio dotrymować i przygotować do kolejnych startów. To tym bardziej, że jest to sprzęt, który potem pojedzie w kontenerze do Nowej Zelandii. Tam odbędą się mistrzostwa świata z udziałem naszych reprezentantów. A dla pozostałych start w Pucharze Księżniczki Zofii to, tak jak mówiłem, okazja do pokazania umiejętności i sprawdzenia możliwości.
– W wywiadzie udzielonym Żeglarskiemu.info tuż po objęciu funkcji dyrektora sportowego mówiłeś, że na razie dążysz do podzielenia ról w zespole i zajmujesz się wieloma sprawami naraz. Czy etap organizacji biura masz już za sobą?
– Nadal jestem na etapie organizacji, choć większość spraw już została uporządkowanych. Role w zespole zostały podzielone. Teraz wprawdzie nastąpi drobna modyfikacja, ale o szczegółach najprawdopodobniej będę mógł mówić dopiero tuż przed regatami na Majorce. Pomysł jest ciekawy, jednak to nie będzie żadna wielka rewolucja, a raczej wewnętrzne przemodelowanie. A jeśli chodzi o mnie, to mam czasem jeszcze wrażenie, że mam wątpliwości czy robię wszystko jak należy. Na szczęście w chwilach wątpliwości przychodzą z różnych stron sygnały potwierdzające, że droga, jaką wybraliśmy jest słuszna . Krok po kroku realizuję swoje cele i wszystko mam pod kontrolą. Warto dodać, że nie ja jeden robię wszystko. Działamy wspólnie, mam wsparcie od prezesa Związku, od Karola Jabłońskiego i lekarza kadry Witka Dudzińskiego. Podobnie jest z trenerami koordynatorami z poszczególnych klas. Mam dla nich duże uznanie za ich pracę. Oczywiście, nie oznacza to, że zaraz automatycznie pojawią się super wyniki. Zaangażowanie trenerów i zawodników trzeba odpowiednio spożytkować, ale jestem spokojny, że umiemy to zrobić.
– Czy poza pracą organizacyjną i biurową, masz chwilę czasu na to, żeby popływać na łódce? Może planujesz udział w jakichś regatach?
– Rzeczywiście, żeby oderwać się od codziennej gonitwy i nie stracić czynnego kontaktu z żeglarstwem regatowym, wystartuję w tym roku w regatach jako taktyk na łódce klasy Dragon. A jedne zawody mam już za sobą. Razem z Mikołajem Chodubskim, który obsługuje genuę i spinakera oraz z niemieckim właścicielem łódki tworzymy półamatorski team. Nie trenujemy nic, nastawiamy się tylko na starty. Choć tym razem, przed kolejnymi regatami będziemy mieli aż trzy dni treningu. Będziemy ścigać się w dwóch imprezach, w Niemczech i we Francji.
– To ekipa skrzyknięta przy okazji tych kilku startów, czy przedsięwzięcie obliczone na dłuższy czas?
– Myślę, że popływamy ze sobą dłuższy czas. Łódka została niedawno kupiona, więc właściciel będzie chciał ją wykorzystać na regatach. Nasza ekipa to na pewno projekt obliczony na co najmniej dwa, trzy lata. Udział w tym przedsięwzięciu jest dla mnie z jednej strony relaksem i odskocznią od intensywnej codzienności. Z drugiej zaś, swego rodzaju poligonem doświadczalnym, bo przy okazji startu w regatach przechodzę przez te same procedury, o których rozmawiam z naszymi zawodnikami i trenerami w kadrze.


