< Powrót
1
listopada 2015
Tekst:
Milka Jung
Zdjęcie:
Jacques Vapillon
Start drugiego etapu.

Mini Transat – Radek już w drodze

Wczoraj 31 października o godz. 15.10 z portu w Arrecife na Lanzarote (Wyspy Kanaryjskie) flota 63 najmniejszych jachtów regatowych żeglujących na transatlantyckich trasach wyruszyła do Pointe-à-Pitre na Gwadelupie. Przed zawodnikami 2770 mil samotnej żeglugi.

Start odbył się w deszczu i w trudnych warunkach pogodowych, jakie towarzyszyły przejściu chłodnego frontu atmosferycznego nad Lanzarote.

– Najgorsze będą pierwsze 2-4 godziny – mówił przez telefon na kilka godzin przed startem Radosław Kowalczyk, jedyny Polak startujący w tym wyścigu. – Moja strategia jest prosta. Najpierw, w najtrudniejszych warunkach po starcie, żeglować spokojnie, na zarefowanych żaglach. Potem, mam nadzieję, będzie można postawić spinakera.

Trasa wygląda następująco: najpierw trzeba dopłynąć w pobliże Gran Canarii, potem zwrot i kurs pod Afrykę, gdzie pływa sporo nieoświetlonych rybaków. Potem kolejny zwrot już prawie do celu.

Pierwsze 3-4 dni nie będą łatwe, później warunki powinny być już stabilne, oby jak najdłużej. Znamy w miarę dokładne prognozy pogody na pierwsze 7 dni. Później, jeżeli nie uda się odebrać nic przez radio, jak zdarzyło się w pierwszym etapie, trzeba będzie żeglować trochę po omacku.

Bezpośrednio po starcie Kowalczyk musiał zawrócić na chwilę do portu ze względu na drobny kłopot techniczny, na szczęście udało się go szybko rozwiązać i wrócił na trasę o godz. 16.20. Obecnie żegluje bez przeszkód, nadrabiając stratę wynoszącą godzinę i 10 minut.

Regaty Mini Transat, rozgrywane co dwa lata, w tym roku po raz 20, to najtrudniejszy wyścig morski współczesnych czasów, ze względu na niewielkie rozmiary jachtów, ich wyposażenie techniczne i długość trasy, która podzielona na dwa etapy liczy w sumie 4020 mil morskich.

Żeglujący samotnie na zaledwie 6,5-metrowych jachtach o zerowym komforcie zawodnicy, zdani są wyłącznie na własne siły i umiejętności – przepisy zabraniają im korzystania z map elektronicznych, komputerów nawigacyjnych i wsparcia z lądu. Na pokładach nie ma telefonów komórkowych ani satelitarnych. W sytuacji zagrożenia życia mogą wezwać pomoc, ale wszystkie „mniejsze” kłopoty muszą rozwiązać sami. Wielu z tych, którzy stają na podium, rozpoczyna później profesjonalną oceaniczną karierę regatową.

W pierwszym etapie, 19 września, z francuskiego portu Douarnenez wystartowało 72 zawodników. Jednak silny wiatr i duża fala na trasie były przyczyną wielu kłopotów technicznych i część zawodników musiała wycofać się z rywalizacji.

Drugi etap rozpoczęły 63 jachty. Jednym z nich jest „Calbud” żeglujący pod polską banderą. Płynie na nim Radosław Kowalczyk, 39-letni szczeciński żeglarz, który jest trzecim w historii Polakiem, który ukończył regaty Mini Transat (2011) i pierwszym, który realizuje plan startu po raz drugi. Przed nim byli to Kazimierz Kuba Jaworski (1977, jacht „Spanielek”) i Jarosław Kaczorowski (2007, „Allianz”).

Samo zakwalifikowanie się do udziału w Mini Transat to duży sukces – z ok. 400 zgłoszeń spełniających warunki, organizatorzy wybierają ok. 70 najlepszych ich zdaniem żeglarzy. Aby wystartować w roku 2011 Kowalczyk przygotowywał się sześć lat. Swój cel zrealizował – dopłynął do mety. Trzy kolejne lata zajęło mu ponowne znalezienie się na starcie. Teraz, na nowym jachcie, chce znaleźć się jak najwyżej w klasyfikacji.

Pierwszy etap, w którym miał kilka kłopotów technicznych, ukończył na 15 pozycji w kategorii jachtów prototypowych (na 26 startujących do mety dotarło 20 zawodników; w kategorii seryjnej startowało 46 jachtów, ukończyło 43).

Jacht Kowalczyka to ultranowoczesna jednostka, zbudowana w Polsce w całości z laminatu węglowego. Projektantem jest Étienne Bertrand, znany francuski specjalista od jachtów klasy Mini, a wykonawcą szczecińska stocznia Yacht Service. Start Polaka w regatach Mini Transat po raz drugi wspiera firma CALBUD.

Pierwsi zawodnicy spodziewani są na mecie około 14 listopada, po dwóch tygodniach od startu. Rozdanie nagród za drugi etap regat odbędzie się 26 listopada w Pointe-à-Pitre, a oficjalne zakończenie Mini Transat Îles de Guadeloupe 5 grudnia na targach Nautic w Paryżu. Dopiero potem zawodnicy wrócą do domów.

Jachty Mini rywalizują w dwóch kategoriach, seryjnej (Serie) i prototypowej (Proto). Prototypy, a wśród nich również „Calbud” Radka Kowalczyka, to jachty, na których testowane są pionierskie materiały i rozwiązania techniczne. Wchodzą one potem do szerszego użytku w „dużych” oceanicznych klasach regatowych oraz na oceanicznych jachtach turystycznych.

Znane dziś szeroko „wynalazki”, takie jak podwójne sztagi i bliźniacze foki, bliźniacze płetwy sterowe, ruchomy balast, uchylny kil, węglowy takielunek czy asymetryczne spinakery po raz pierwszy testowane były właśnie na prototypach Mini.

W kategorii Proto nie ma ograniczeń konstrukcyjnych. Podstawowe różnice pomiędzy jachtem seryjnym i prototypowym to wyższy maszt, lżejszy kadłub, uchylny balast, większa powierzchnia żagli oraz możliwość wykorzystania najnowocześniejszych materiałów.

Strona regat: http://www.minitransat-ilesdeguadeloupe.fr/.

Twitter: @MiniTransat2015.

Tracking online: http://www.minitransat-ilesdeguadeloupe.fr/cartographie?lang=en.