< Powrót
20
sierpnia 2021
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Andrzeja Bełżyńskiego
Andrzej Bełżyński

Znani i nieznani: Andrzej Bełżyński

Kapitan Marynarki Wojennej, doświadczony hodowca psów ratowniczych i prezes Pomorskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Całe życie Andrzeja Bełżyńskiego związane jest z wodą.

Andrzej Bełżyński urodził się 28 września 1959 roku w Wielowsi na Śląsku, ale wkrótce po urodzeniu przeniósł się z rodziną do Nowej Soli na ziemi lubuskiej. Tam chodził do szkoły podstawowej i średniej oraz zetknął ze sportami wodnymi.

– Mój ojciec był zapalonym wodniakiem i w Nowej Soli współtworzył klub kajakowy Polonia – wspomina Andrzej Bełżyński. – Wychował kilku mistrzów Polski i ja też złapałem bakcyla. Nie trenowałem wprawdzie dużo i nie planowałem kariery w sporcie, ale nauczyłem się kajakarstwa i startowałem nawet w zawodach.

W 1978 roku, po ukończeniu liceum ogólnokształcącego, starał się o przyjęcie na dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim oraz, w ramach asekuracji, na Wydział Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni. Dostał się na obie uczelnie, a wybrał naukę w Gdyni. W 1983 roku z tytułem zawodowym magistra inżyniera Andrzej Bełżyński trafił na okręty Wojsk Ochrony Pogranicza w Kaszubskim Dywizjonie Okrętów Pogranicza na Westerplatte. Następnie skierowany został do 11. Dywizjonu Ścigaczy w Helu, gdzie służył przez kolejne lata. Do rezerwy przeszedł w 1993 roku.

– To był czas gruntownych przemian i jeżeli ktoś wtedy chciał odejść z wojska, to nie tylko nie robiono żadnych problemów, ale wręcz to ułatwiano – opowiada. – Wszyscy zdawali sobie sprawę, że to redukcja kadry. Odchodząc miałem stopień kapitana marynarki. Później kilka razy jeździłem jeszcze na ćwiczenia, zostałem nawet mistrzem rezerwy w strzelaniu z pistoletu P-68 i TT.

Po odejściu z wojska Andrzej Bełżyński pozostał w Helu, gdzie rozpoczął działalność gospodarczą – najpierw otworzył biuro pisania podań i pośrednictwa paszportowego, a następnie cztery placówki handlowe. Obecnie prowadzi kancelarię doradztwa podatkowego.

Jego głównym zajęciem i wielką pasją jest jednak ratownictwo wodne. Andrzej Bełżyński jest wykwalifikowanym ratownikiem oraz prezesem Pomorskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

– Moja mama jest instruktorem ratownictwa wodnego i przez wiele lat egzaminowała żołnierzy z jednostek wojskowych położonych w pobliżu Nowej Soli – tłumaczy. – Sam też trochę się w to zaangażowałem, a w wieku 14 lat zostałem młodszym ratownikiem. Kiedy rozstałem się z armią, ratownictwo ponownie mnie wciągnęło za sprawą nowofundlandów, które zacząłem hodować i szkolić dwadzieścia lat temu.

Andrzej Bełżyński

Psy ratownicze są jedną z pasji Andrzeja Bełżyńskiego (pierwszy z prawej).
Fot. arch. Andrzeja Bełżyńskiego

Nowofundlandy pojawiły się w życiu Andrzeja Bełżyńskiego przez przypadek – trafił na nie w książce kynologicznej, kiedy szukał dla siebie psa. Uznał, że w otoczonym z trzech stron przez wodę Helu odnajdą się one doskonale. Nowofundlandy okazały się celnym strzałem, a Bełżyński z pasją zaangażował się w ich hodowlę i trening.

– To żywe boje ratownicze – tłumaczy. – Utrzymują się na wodzie, potrafią przybyć na miejsce akcji i wykorzystywać prądy wodne oraz instynktownie wiedzą, jak postępować z człowiekiem – zarówno przytomnym, jak i nieprzytomnym. Są świetnymi pływakami, niegroźny im wstrząs termiczny. Nie wykazują też agresji w stosunku do człowieka.

Andrzej Bełżyński szkolił innych hodowców i instruktorów, sędziował próby pracy psów, a nawet wydawał miesięcznik „Nowofundland i Landseer”. Za sprawą nowofundlandów związał się też z organizacjami ratownictwa wodnego. Znajomi zaczęli zapraszać go na imprezy poświęcone bezpieczeństwu nad wodą, żeby opowiadał o psach – ratownikach. W końcu zaproponowano mu wstąpienie do Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Województwa Pomorskiego, w którego zarządzie znalazł się w 2004 roku. Przeszedł tam całą drogę rozwoju ratowniczego – kursy, egzaminy, staże i praktyki. Ma w dorobku olbrzymie doświadczenie praktyczne.

– Nie pamiętam szczegółów akcji, w których biorę udział – opowiada. – W pamięć zapada jednak bezsilność wobec sił przyrody, które są bezwzględne dla poszkodowanych osób. Pamiętam za to dobrze wielu młodych ludzi, którzy idąc do ratownictwa nie zdają sobie sprawy z realiów, a później różnie reagują na pierwszego zmarłego. Niektórzy w zetknięciu z rzeczywistością nabierają pokory, inni rezygnują. Sfera mentalna jest niezwykle ważna w pracy ratownika.

W 2011 roku Andrzeja Bełżyńskiego wyznaczono komisarzem Gdyńskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, a w 2014 roku został współzałożycielem i prezesem Pomorskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, które wydzieliło się ze struktur WOPR Województwa Pomorskiego. Funkcję tę pełni do dzisiaj. Każdego roku Pomorski WOPR przeprowadza kilkadziesiąt akcji na Bałtyku oraz pomorskich jeziorach i rzekach, w których bierze udział blisko 250 ratowników.

– Ratownictwem wodnym w Niemczech i Wielkiej Brytanii zajmują się stowarzyszenia, a nie służby państwowe – mówi. – Moim marzeniem jest doprowadzenie do tego, żeby polskie stowarzyszenie miało zapewnione z jednej strony miejsce w systemie ratownictwa, a z drugiej stałe finansowanie. Na dzień dzisiejszy nie możemy niczego planować, nie wiemy ile pieniędzy dostaniemy, ani czy w ogóle je dostaniemy, a samo zaangażowanie ochotników we współczesnym ratownictwie nie wystarczy. Liczę, że uda to się zmienić.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ