< Powrót
9
sierpnia 2021
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
arch. Jacka Centkowskiego
Centkowski
Jacek Centkowski.

Znani i nieznani: Jacek Centkowski

Jacek Centkowski należy do najbardziej pracowitych i uznanych polskich konstruktorów łodzi motorowych i jachtów żaglowych. W rozmowie z nami opowiada m.in. o swojej drodze zawodowej i twórczych marzeniach.

– Jak to się stało, że zainteresował się pan żeglarstwem i konstruowaniem łódek?

– To wynik tradycji rodzinnej. Ojciec i wuj budowali przystań kajakową w Rzeszowie i od pływania na kajakach zaczynałem swoją przygodę z wodą. W szkole średniej było żeglowanie na Piratach i Ok Dinghy. A z czasem zainteresowałem się modelarstwem. Robiłem modele redukcyjne, czyli pomniejszone, wierne kopie okrętów, ale także zdalnie sterowane modele żaglowe. Startowałem w zawodach tych modeli i nawet wywalczyłem kilka razy mistrzostwo Polski, miałem też kilka innych sukcesów krajowych i międzynarodowych.

– No a następnie z modeli przeniósł się pan na większe jednostki…

– Tak. Ukończyłem w Gdańsku budownictwo okrętowe i w roku 1972 podjąłem pracę w Instytucie Maszyn Przepływowych Polskiej Akademii Nauk. Zrobiłem też doktorat, a w roku 1975 nawiązałem współpracę ze stocznią Foto-Pam w Augustowie, która produkowała popularne wówczas sklejkowe Maki. To była raczej nieudana konstrukcja, a ja miałem swoją – łódka nazywała się Figiel i miała gabaryty Maka. Foto-Pam z czasem zakończył produkcję Maków i zaczął robić Figle. Dziś zostało ich niewiele, ale jeszcze od czasu do czasu widuję je na Mazurach. W latach 70. wszedł w życie przepis, że na jednostce do 7 metrów można żeglować bez patentu. To spowodowało duże zapotrzebowanie na łódki. Zakłady pracy miały zawsze pod koniec roku większą gotówkę do wydania i zamawiały te łódki dla swoich pracowników, na użytek ośrodków wczasowych. Stocznia wyprodukowała tysiące Maków, a później realizowała moje projekty, m.in. mały jacht kabinowy Bez 2, a później Bez 4 i Polo. Z czasem nawiązałem współpracę z amerykańską firmą Brunswick Marine i zacząłem projektować głównie motorowe jachty, także w Augustowie.

O swojej pracy w latach 80. i roli w historii polskiego przemysłu jachtowego pisał Jacek Centkowski w artykule „Polski przemysł jachtowy – historia rozwoju i droga do sukcesu” (Polski Przemysł Jachtowy 2014/1):

(…) W 1978 roku do seryjnej produkcji wszedł w miejsce drewnianego Maka laminatowy Figiel-3 konstrukcji J. Centkowskiego, a następnie kabinowy 4-metrowy minijacht Bez-2 konstrukcji J. Centkowskiego i B. Kozłowskiego pozwalający na żeglowanie bez uprawnień. Seryjna produkcja FIGLI-3 osiągała ilości około 1000 sztuk rocznie, a minijachtu BEZ-2 około 200 sztuk rocznie. Te małe popularne łodzie były sprzedawane głównie w Polsce jako wyposażenie licznych wtedy zakładowych ośrodków wypoczynkowych nad wodą i dla klientów indywidualnych. (…)

W 1985 roku do produkcji seryjnej w Foto-Pam Augustów wszedł większy (5,4 m) jacht żaglowy Bez-4 i mały laminatowy rower wodny Jacek – obydwa konstrukcji J. Centkowskiego i B. Kozłowskiego. W kolejnych latach wyprodukowano kilka tysięcy łodzi Figiel-3 i rowerów wodnych oraz kilkaset jachtów Bez-2 i Bez-4. Krótko produkowano także jachty klasy Micro Polo konstrukcji J. Centkowskiego i J. Młynarczyka. Przez następne lata, pomimo trudności zaopatrzeniowych, Foto-Pam opuszczało rocznie 1000-1500 sztuk łodzi i jachtów. (…)

– Kiedy nawiązał pan współpracę  Amerykanami?

– To były lata 90. Powstało sporo stoczni. Miedzy innymi Delphia i Balt-Jacht. Współpracowałem ze wszystkimi dużymi przedsiębiorstwami. Wtedy rozpoczęła się masowa produkcja właśnie jednostek motorowych, ale projektowałem też na mniejszą skalę jachty żaglowe. Kiedy projektowanie zaczęło dominować w mojej działalności zawodowej, zrezygnowałem z pracy naukowej i zająłem się tylko tym. Założyłem z zięciem i synem rodzinną firmę  Centkowski&Denert Design Studio i podjąłem współpracę z francuską firmą Jeanneau-Benetau, która zaczęła produkować w Ostródzie m.in. jachty mojej konstrukcji Sun Fast 17 i Sun Fast 24. Głównie jednak robili i robią dwie konstrukcje jachtów motorowych Merry Fisher i Merry Fisher Marlin. Tych jachtów wychodzi z Ostródy jakieś 4 tysiące rocznie, po kilkanaście dziennie. Jeśli chodzi o inne prace, to dla przyjemności i za zgodą Jeanneau-Benetau, projektujemy housesboaty albo inne łódki, nie stanowiące konkurencji dla naszego głównego zleceniodawcy.

– Jakie zmiany w konstrukcji i budowie jachtów zaobserwował pan na przestrzeni całego okresu swojej konstruktorskiej działalności?

– Cóż, najważniejsze zmiany dotyczą designu. Trendy zmieniają się czasem co sezon, a czasem co dwa, trzy lata. Jeśli chodzi o koncepcję wnętrza nie da się za bardzo poszaleć, ale wygląd łódki to zupełnie inna sprawa. Motorówki sprzed 10 są tak samo hydrodynamiczne, jak te dzisiejsze, ale okna raz są bardziej zaokrąglone, innym razem kanciaste, raz tapicerka jest w takim kolorze, za jakiś czas w innym. I tak dalej, i tak dalej…

– Skąd to się bierze, kto kreuje tę modę?

– Styl promują czołowe firmy. Wypuszczają na rynek co jakiś czas łódkę, która staje się hitem, przebojem zdobywa salony wystawiennicze i wszyscy pozostali producenci starają się zrobić coś podobnego. No i tak rozpoczyna się kolejny trend sezonowy.

– Jak w tej rywalizacji na trendy wypadają polscy konstruktorzy i producenci?

– Jeśli chodzi o polskie jachty żaglowe o długości od 7 do 10 metrów, to jesteśmy w absolutnej światowej czołówce. Większe jachty robi się u nas sporadycznie, ale seryjnie produkujemy łódki do 10 metrów i są one bardzo ładnie zaprojektowane. Każdy z nas, ja sam także, staramy się nadążać za trendami, ale mnie męczy coś zupełnie innego…

– Co takiego?

– Chciałbym zaprojektować łódkę, która będzie ponadczasowa. Będzie umiała oprzeć się sezonowym trendom i stanie się takim volkswagenem garbusem wśród jachtów. To bardzo trudne zadanie, ale może kiedyś mu podołam. Obserwuję zapotrzebowanie na jachty, które nie „zestarzeją” się po pięciu latach. Ludzie szukają czegoś może bardziej vintage, co jest z nutką dawnego stylu, ale wciąż dobrze wygląda teraz i równocześnie, co oprze się upływowi czasu oraz kolejnym trendom.

– Jest pan wciąż mocno zajętym człowiekiem, znajduje pan okazje do żeglowania?

– Tak. Jestem na wodzie niemal cały czas. Mam na Mazurach bardzo fajny jacht żaglowy Centaurus 25, zbudowany przez firmę Ślepsk. Mam także houseboata. A pod domem stoi mała łódka żaglowa Ava, którą pływam na jeziorze w Osowej, robioną przez firmę Koga. Pływam głównie rodzinnie. Lubimy Mazury i tam żeglujemy, od Rucianego do Węgorzewa. Lubię też rejon Pętli Żuławskiej. Urlopy to głównie Mazury, weekendy z kolei to jeziora kaszubskie.

– Którą pańska łódkę lubi pan najbardziej?

– Jeśli chodzi o łódki żaglowe, to właśnie ten Centaurus 25 ze względu na dość nietypowe wnętrze. A jeśli chodzi o motorowe, to trudno mi powiedzieć, bo zrobiłem z 240 projektów, z czego ok. 60 nie zostało zrealizowanych. Pływa ich jakieś 80 tysięcy w Europie. Przyznam zresztą szczerze, że za motorówkami jakoś specjalnie nie przepadam. Preferuję raczej houseboaty pływające wypornościowo z niedużą prędkością. Być może wynika to z tego, że obserwuję na Mazurach dominację motorówek, w tym także dużych, sprowadzonych z Ameryki jednostek, które robią ogromne zamieszanie na wodzie. Niby każdy może pływać, ale wypadałoby mieć jakieś wyczucie. Uważam, że należy wprowadzić ograniczenie prędkości na wodach śródlądowych do 15 km na godzinę. Na całym świecie motorówki pływają w strefach przybrzeżnych, a u nas pakuje się je na śródlądzie. Nic dobrego z tego nie wynika.

– Czym się pan teraz zajmuje?

– Jesteśmy w trakcie testowania łódki Ava 580 produkowanej przez firmę Koga. To bardzo fajna łódź, która mogłaby zastąpić Omegę, ale trudno się przebić z taką ideą. Omega jest starą, kilkudziesięcioletnią konstrukcją, mocno rozpowszechnioną, a siła przyzwyczajenia jest bardzo istotnym czynnikiem. Próbujemy to zmienić. Być może uda się  zrobić coś ciekawego i dobrego dla polskiego żeglarstwa.

Jacek Centkowski – absolwent Instytutu Okrętowego Politechniki Gdańskiej na Wydziale Budowy Okrętów Morskich (1967-1972).  W latach 1972-1993 pracował w Instytucie Maszyn Przepływowych PAN w Gdańsku. Był m.in. dyrektorem technicznym w Galeon Boat Builder i konstruktorem w Balt-Yacht. Od roku 1992 prowadzi własną firmę Centkowski&Denert Design Studio.
W roku 2013 nagrodzony tytułem Jachtowy Konstruktor Roku Magazynu „Żagle”, ponadto jest laureatem wielu krajowych i międzynarodowych wyróżnień, m.in.:
– Jacht Roku 2011 w Polsce dla Sun Camper 30
– Jacht Roku 2012 w Polsce dla S-850 Centaurus
– Złoty Medal Targów Boatshow 2016 dla Janmor-700
– Slovenian Boat of the year 2017 dla Merry Fisher 895
– Asian Marine & Boating Awards in The Best Sports Or Sports Fishing Boats 2017 w Szanghaju dla Merry Fisher 895
– Best of The Boat 2019 w Berlinie dla Merry Fisher 605 Marlin
– Motor Boat Award 2020 w Wielkiej Brytanii dla Merry Fisher 895

Co myślisz o tym artykule?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ