Znani i nieznani

Znani i nieznani: Zofia Truchanowicz

Jako jedyna kobieta i Polka znalazła się w gronie sędziów tegorocznego Pucharu Ameryki. Dziś Zofia Truchanowicz opowiada nam o pracy podczas tych regat i o sobie. – Jak …

Zofia truchanowicz plzzofia truchanowicz plz
Galeria zdjęć (1) - zobacz wszystkie

Jako jedyna kobieta i Polka znalazła się w gronie sędziów tegorocznego Pucharu Ameryki. Dziś Zofia Truchanowicz opowiada nam o pracy podczas tych regat i o sobie.

– Jak to się stało, że znalazła się pani w gronie sędziów Pucharu Ameryki?

– Praca przy tej rangi regatach to zawsze kwestia nominacji. Do regat olimpijskich, czy na inne, mniejszej rangi, ale organizowane pod auspicjami World Sailing, zostajemy powoływani. Natomiast w Pucharze Ameryki procedura jest taka, że challenger – wyzywający i defender – obrońca pucharu, wybierają najlepszego arbitra głównego i później ta osoba, w porozumieniu z nimi i z World Sailing, powołuje pozostałych arbitrów. Pod uwagę brane są posiadane kwalifikacje i umiejętności. Tu nie ma ludzi przypadkowych. Każdy sędzia ma za sobą wiele lat doświadczeń na różnych regatach i daliśmy się już wcześniej poznać z dobrej strony. Jesteśmy obserwowani i nasze nazwiska są wskazywane ekipom startującym w Pucharze oraz głównemu arbitrowi.

– Na czym polegała pani praca?

– Nasz team składał się z pięciu osób pochodzących z różnych krajów. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Pierwsza grupa to dwójka arbitrów pracująca na brzegu w tzw. boot, czyli w kontenerze wyposażonym w najwyższej jakości sprzęt – komputery i oprogramowanie dostarczające bardzo precyzyjnych danych o aktualnym położeniu jachtów i zależności między nimi. Dzięki temu sędziowie są w stanie co do centymetra ustalić pozycję każdego jachtu. Dwójka kolejnych arbitrów, w tym ja, pracowaliśmy na wodzie. Mieliśmy do dyspozycji dwie motorówki, a naszym zadaniem było przekazywanie informacji, których nie było widać na ekranach komputerów, czyli na przykład jak są wykonywane manewry. Na wodzie był także spotter, który odpowiadał za kwestie bezpieczeństwa. Kontrolował nasze położenie względem innych jednostek znajdujących się na wodzi, na przykład z katamaranem telewizyjnym.

– Udział w tak prestiżowym wydarzeniu łączy się z emocjami, to nie utrudnia pracy sędziego?

– Pracy przy takich regatach emocje towarzyszą zawsze. Dla mnie było ważne, że pełniłam swoją funkcję na wodzie. Widziałam, co się dziej w rzeczywistości, a nie tylko za pośrednictwem ekranu komputerowego. Miałam możliwość obserwowania wspaniałych jachtów i najwyższej klasy zawodników. Równocześnie jednak, emocje nie mogły przesłonić mojego podstawowego zadania, czyli arbitrażu.

Reklama · Znani i nieznaniReklama przy sylwetkach żeglarzyReklama i współpraca

– Co zrobiło na pani największe wrażenie?

– Wrażenie robiło już samo to, że połowa świata pogrążona była w walce z pandemią i w lockdownie, a Nowa Zelandia jest zieloną wyspą na tej mapie. Zdarzyły się wprawdzie dwa małe lockdowny, bo wykryto dwa pojedyncze przypadki zakażenia koronawirusem, ale to było naprawdę krótkotrwałe i niezbyt uciążliwe. Mogliśmy normalnie funkcjonować, oglądać tłumy kibiców, byliśmy częścią tej społeczności, mieliśmy pełną swobodę. To robiło wrażenie.

– Co było najtrudniejszym, a co najłatwiejszym czynnikiem związanym z pracą sędziego?

– Puchar Ameryki to ogromne przedsięwzięcie finansowe i medialne, wyróżnia się spośród innych profesjonalnych regat. Widać, że to impreza „media friendly” i „spectator friendly” – przyjazna mediom i widzom, bo wszystkim zależy na przyciągnięciu kibiców przed ekrany telewizyjne i monitory komputerów. Dlatego współpraca między wszystkimi działami organizacyjnymi przebiegała na najwyższym poziomie. Nie mogło być inaczej, bo wokół regat były tysiące ludzi obserwujących, co się dzieje na trasie. Każdy wiedział, co do niego należy, z jaka sprawą do kogo trzeba się zwracać. My, sędziowie, ściśle współpracowaliśmy z mediami. Udzielaliśmy codziennie wielu wywiadów, przekazywaliśmy informacje, które „szły” dalej w formie krótkich filmików, prowadzone były relacje na żywo. Podstawowe założenie było takie, że należy ułatwić odbiorcy zrozumienie tego, co się dzieje na wodzie oraz tego, dlaczego sędziowie podejmują takie, a nie inne decyzje. Z jakich przepisów to wynika. To był jeden z wielu elementów tego ogromnego przedsięwzięcia finansowego i logistycznego przy dużym udziale „zasobów ludzkich”. Ostatecznie współpraca całego tego zespołu na poszczególnych etapach przebiegała gładko. Zdarzały się oczywiście drobne potyczki, ale to jest nie do uniknięcia. Uważam, że naprawdę było w porządku. Byłam w grupie ludzi, z którą przyjemnie się współpracowało. Udział w czymś takim, to naprawdę fajne doświadczenie. A wracając do emocji, powiem jeszcze, że prawdziwe emocje związane z tym, że jesteśmy częścią tego wielkiego wydarzenia, tego Pucharu, udzielały się nam dopiero, kiedy po zakończonym dniu pracy oglądaliśmy relację telewizyjną.

– W Pucharze Ameryki media rządzą?

– W pewnym stopniu tak, ale duch rywalizacji jest najważniejszy. Wiadomo, że jak nie będzie mediów, to odbiorcy, a co za tym idzie, nie będzie sponsorów. Bez sponsorów nie będzie regat. Puchar Ameryki jest w o tyle dobrej sytuacji, że ma długą, sięgająca XIX wieku tradycję. To daje spory komfort, bo event sam się sprzedaje. Forma regat i jachty, które teraz w nich uczestniczyły, to szansa na powrót do przyjaznego dla oka match racingu, bo jak pan pamięta w czasie wyścigu między trimaranem „Oracle”, a katamaranem „Alinghi”, tuż po starcie nie było już na co patrzeć. Nie było nawet nuty współzawodnictwa. Teraz łodzie AC75 mają olbrzymi potencjał. Z kolei zawodnicy już deklarują, że chcą startować w kolejnej edycji Pucharu, jeśli te jachty zostaną. To bardzo dobrze rokuje na przyszłość i będzie stanowić dodatkowy atut Pucharu. Będzie współzawodnictwo, którego wcześniej brakowało.

– Pamięta pani jakiś najtrudniejszy i najlepszy moment tych regat?

– Najtrudniejszego momentu, takiego, który wspominałabym źle i niechętnie, nie było. Myślę, że wynikało to między innymi z tego, że grupa arbitrów, w której pracowałam to byli ludzie, którzy się już dobrze znali. Pracowaliśmy przy innych regatach i dobrze czuliśmy się w swoim gronie. Znaliśmy swoje mocne i słabe strony, a wszyscy razem stanowiliśmy silny zespół. Utrudnieniem na pewno było to, że bardzo późno poznaliśmy startujące w regatach jachty, z drugiej strony mieliśmy sporo czasu żeby nadrobić zaległości. To, co stanowiło naprawdę wyzwanie, to konieczność utrzymania stałej „gotowości sędziowskiej”. Były okresy, w których nie mogliśmy schodzić na wodę, bo nie były prowadzone oficjalne treningi. Nasza praca ograniczała się do działań na symulatorze, czy do analizy przepisów. A jeśli chodzi o to, co najprzyjemniejsze, to oczywiście sam udział w Pucharze był bardzo fajny. Natomiast, kiedy wracaliśmy po ostatnim wyścigu, jak patrzyliśmy na te tłumy wiwatujących Nowozelandczyków, to choć było trochę smutno, że to już koniec, to czułam wdzięczność za to, że tak mi się dobrze w życiu poukładało, że mogłam uczestniczyć w taki wydarzeniu, że byłam jego częścią.

Reklama · Znani i nieznaniPromuj swoją markęSprawdź ofertę

– Skąd się w pani życiu wzięło żeglarstwo i sędziowanie?

– Z powiązań rodzinnych. Mój tata, Tadeusz Truchanowicz, przez całe życie jest związany z żeglarstwem. Najpierw jako zawodnik, potem trener żeglarstwa, m.in. w klasie 470. Był z kadrą na igrzyskach w Tallinie, w roku 1980. Potem trenował klasę Europa, a z czasem wrócił do Olsztyna, gdzie mieszkaliśmy. Tam trenował klasy Laser i Laser Radial, potem wrócił do Opitmista i szukał młodych talentów. Zależało mu, abym i ja trenowała żeglarstwo.

– No i udało się.

– Owszem, ale nie było to takie łatwe. Ja od szóstego roku życia trenowałam pływanie, byłam dwa razy dziennie na basenie. Tata zachęcał mnie do spróbowania treningów na Optimiście. A ja zażyczyłam sobie, żeby to była łódka pomalowana na niebiesko z białymi gwiazdkami. No i tata przez całą zimę malował te gwiazdki i szlifował kadłub. A wtedy Optimisty były drewniane. Trochę pożeglowałam i zażyczyłam sobie innego koloru. Tata znowu zabrał się do pracy. I tak, dzięki uporowi mojego taty, minęły dwa sezony na Optimiście. Wtedy stwierdziłam, że żeglarstwo jest całkiem fajnym sportem. Pomyślałam, że coś z tego żeglowania rozumiem. Dostałam nawet od klubu plastikowego Optmista. Potem była klasa Cadet. Z powodu ograniczeń budżetowych zrezygnowałam ze ścigania się w klasach olimpijskich i przesiadłam się na klasę 730 i pływałam w jedynej żeńskiej załodze tej klasy.

– Jak to się stało, że z zawodniczki dość szybko została pani sędzią?

– Sędziowaniem zainteresowałam się dość wcześnie. W wieku 18 lat rozpoczęłam staże sędziowskie, a w wieku 22 lat byłam już sędzią międzynarodowym jako najmłodsza na świecie. Sędziowanie, arbitraż, to był sposób na pozostanie w żeglarstwie w sytuacji, w której nie było mnie stać na rozwój kariery żeglarskiej.

– Ale ma pani na swoim koncie karierę wyczynową…

Reklama · Znani i nieznaniArtykuł sponsorowanyZapytaj o pakiet

– Równocześnie z sędziowaniem zaczęłam się równocześnie zajmować match racingiem. Kasia Tylińska była moją sterniczką i później, dzięki niej, trafiłam do nowo utworzonej sekcji żeglarskiej przy Marynarce Wojennej. Dołączyłam do Kasi, Macka Grabowskiego, Marcina Czajkowskiego i Piotrka Przybylskiego. Był to zespół osób z zewnątrz, powołanych do wojska, by reprezentować Marynarkę na regatach międzynarodowych. To była moja największa żeglarska przygoda. Przez 4,5 roku trenowałam i startowałam w gronie doświadczonych zawodników. Mogłam się od nich wiele nauczyć, poza tym miałam okazję startować na różnych klasach – w match racingu i w regatach flotowych, na J 24, J 80, nawet w klasie 470. Kiedy dostałam pracę w Harkenie, w Warszawie, mając na koncie medal wojskowej mistrzyni świata, to było w pewnej mierze ukoronowanie mojej kariery sportowej. Uważam, że w ten sposób zrekompensowałam sobie sportowy niedosyt z przeszłości. Równocześnie, przez ten cały okres zdobywałam doświadczenie sędziowskie.

– Jakie cechy zadecydowały o tym, że szybko stała się pani docenianym sędzią?

– Wyróżniało mnie to, że zaczęłam się tym zajmować dość wcześnie, byłam ambitna i chętna do nauki. Ciężko pracowałam i to wyróżniało mnie podczas regat. Miałam też sporo szczęścia, że trafiłam na sędziów ze „starej gwardii”. Od nich mogłam wiele się nauczyć. No a jak ktoś się wyróżnia, to zostaje zauważony i bywa rekomendowany organizatorom regat przez tych, którzy mają możliwość udzielania takich rekomendacji.

– I wreszcie trafiła pani na igrzyska olimpijskie…

– W 2008 roku miałam 26 lat i sędziowałam po raz pierwszy igrzyska olimpijskie na akwenie w Qingdao, potem był Londyn i wreszcie Rio de Janeiro. Potem zajęłam się arbitrażem, czyli sędziowaniem w match racingu, zrezygnowałam z pracy przy igrzyskach, bo uznałam, że tam zrobiłam już swoje. Zajęłam się pracą w ligach profesjonalnych – m.in. Sail Grand Prix, World Match Racing Tour, regaty katamaranów Extreme 40.

– Ostatecznie zrezygnowała pani ze związków z igrzyskami?

– Moja praca z klasami olimpijskimi ogranicza się teraz do pracy z kadrą i doradztwem w zakresie przepisów regatowych. Przekazuję im swoją wiedzę i podpowiadam, jak mogą wykorzystać ją dla polepszenia taktyki regatowej. To mój wkład w ich rozwój. W tym obszarze jest sporo do zrobienia i daje mi to wiele satysfakcji.

– Czy zdarzało się pani żeglować rekreacyjnie, bez rywalizacji z innymi załogami?

Reklama · Znani i nieznaniWyróżnij swoją firmęSprawdź cennik

– Niestety, nie miałam w ogóle okazji do tego typu żeglowania. No, może poza wakacjami w dzieciństwie, kiedy z rodzicami wypływaliśmy w tygodniowe rejsy po Mazurach. Ale niewiele z tego pamiętam. Mam w sobie ducha rywalizacji. To wzięło się nie tylko z pływania czy żeglarstwa. Zawsze lubiłam współzawodnictwo. Kiedy wchodziłam w dany sport, odzywał się we mnie duch wojownika. Ciężko mi odpoczywać nic nie robiąc. Kiedy wsiadam na łódkę, od razu szukam sposobu na to, by płynąć szybciej, żeby poszukać sobie jakiegoś celu. Być może żeglarstwo rekreacyjne jest przyjemne, ale dla mnie żeglarstwo to współzawodnictwo.

– Jakie regaty chciałby pani jeszcze sędziować?

– Mogę uczciwie powiedzieć, że po tym Pucharze Ameryki czuję się spełniona jeśli chodzi o sędziowanie. Zawsze marzyłam o Pucharze i to marzenie się spełniło. Teraz, kiedy już miałam możliwość sędziowania tych regat, pojawiła się ochota, by zrobić to jeszcze raz. Fajnie byłoby wrócić do tego i widzieć potencjał tych jachtów i rosnący poziom współzawodnictwa. Ważne żeby się rozwijać, nie spoczywać na laurach, doskonalić umiejętności, bo droga do perfekcji jest bardzo długa.

– Nie myślała pani o tym, że fajnie byłoby znaleźć się w załodze biorącej udział w Pucharze Ameryki?

– Niby nie ma rzeczy niemożliwych, ale wiem, że w przypadku takich profesjonalnych regat, to uczestniczący w nich żeglarze mogą mnie co najwyżej wsadzić na pokład i pokazać co z czym się je, żebym się mogła przepłynąć. Znam swoje miejsce w szeregu. To, że jestem dobrym sędzia, nie znaczy, że byłabym dobrą zawodniczką. Nie twierdzę, że kobieta nie poradziłaby sobie, ale wysiłek fizyczny w czasie wyścigu jest ogromny. W tym roku był jeden pucharowy wyścig, po którym wszyscy grinderzy Nowozelandczyków wymiotowali z wysiłku. Nie można porywać się z motyką na słońce.

– Nie wróci pani do sportowej rywalizacji?

– Cały czas mam sportowy, regatowy niedosyt. Myślę jednak, że tak już pozostanie, bo z wiekiem coraz trudniej wdrożyć się w ściganie, ale jestem wdzięczna, że miałam możliwość przez kilka lat ścigać się w wojskowej załodze i zdobywałam z nią medale. Nie wykluczam, że przy tak licznych udanych inicjatywach jak choćby Polska Liga Żeglarska, uda się pościgać w załodze. Tym bardziej, że w tym przypadku nie trzeba mieć własnej łódki. Jest rywalizacja, są emocje, a wiek nie stanowi ograniczenia. Mam nadzieję, że się uda.

Zofia Truchanowicz – ur. w 1982 r. w Olsztynie. Sędzia World Sailing kl. Międzynarodowej /M-IJ, M-IU/ nr licencji 400. Zasiada w Kolegium Sędziów PZŻ. Z wykształcenia magister politologii ze specjalizacją marketnig polityczny. Ukończyła szkolenie MBA w zakresie zarządzania sportem.
← Wróć do portalu

Czytaj również

Więcej artykułów
Belgijski żeglarz Quentin Debois  zmierza po rekord AtlantykuRejsy10 września 202620:4117 dni, 9 godzin i 57 minut do pobicia. Belg wypłynął z Nowego Jorku po rekord Atlantyku na łódce 6,5 metraRedakcja · 3 min czytaniaMistrzostwa świata klasy J/70 w portugalskim CascaisSport i regaty10 września 202619:58Sto łodzi, silna północna bryza i atlantycka fala. Luis Bugallo obejmuje prowadzenie na mistrzostwach świata J/70 w CascaisRedakcja · 2 min czytaniaCannes Yachting Festival 2026Biznes10 września 202619:44Trzy osiemdziesiątki na jednym pomoście i dziewięć premier katamaranów. Co pokazano na targach w CannesRedakcja · 3 min czytaniaJachty klasy RS21 na trasie regat Polskiej Ligi Żeglarskiej w SzczecinieSport i regaty10 września 202618:35Pięć spadków, cztery awanse i lider bez prawa awansu. Co naprawdę rozstrzygnie się na finałach ligi w SzczecinieRedakcja · 3 min czytaniaWorld Sailing Inclusion Championships 2026Sport i regaty10 września 202618:33Ponad 200 żeglarzy z 40 krajów i osiem konkurencji. World Sailing Inclusion Championships zamknęły listę zgłoszeńRedakcja · 3 min czytaniaFińska stocznia Meyer Turku zwodowała Hero of the SeasBiznes10 września 202617:40Sekcje z Gdyni w największych statkach świata. Meyer Turku zwodowała czwarty wycieczkowiec klasy IconRedakcja · 2 min czytaniaPolski Dzień Morza-Dzień Polskiej Logistyki Praga 2026Nasz patronatBiznes10 września 202617:31Polski Dzień Morza w Pradze 2026. Polskie porty, drogi i po raz pierwszy powietrzeRedakcja · 2 min czytaniaJacht klasy IMOCA w The Ocean Race Atlantic na ostatnim odcinku trasy do LorientSport i regaty10 września 202617:16Cztery jachty w 25 milach i mniej niż 90 do mety. The Ocean Race Atlantic rozstrzyga się w czwartek w LorientRedakcja · 3 min czytaniaJ/70 Middle East Cup 2026/2027Sport i regaty10 września 202617:03Osiem etapów w Zatoce Perskiej i elektrycznie sterowane boje. Klasa J/70 wchodzi na Bliski WschódRedakcja · 2 min czytaniaMarcin Raubo, Komandor YKP SzczecinSport i regaty10 września 202616:11Twórca ligi, prezydent klasy Optimist i mierniczy ORC w jednym zarządzie. Kto kieruje żeglarstwem na Pomorzu ZachodnimRedakcja · 2 min czytaniaHonorowa Odznaka „Zasłużony dla Żeglarstwa Szczecińskiego”Sport i regaty10 września 202615:15Pięć lat pracy, dziesięć lat pracy albo rocznicowy medal. Jak działa system żeglarskich odznaczeń na Pomorzu ZachodnimRedakcja · 2 min czytania13 edycja Route du Rhum 2026Sport i regaty10 września 202614:14Osiem miesięcy od wodowania na start najtrudniejszych regat. Caudrelier broni tytułu Route du Rhum na nieograny trimaranRedakcja · 3 min czytaniaWorld SailingSport i regaty10 września 202607:10Nowy departament sportu w World Sailing. Koray Ezer połączy rozwój, parażeglarstwo i program dla kobietRedakcja · 2 min czytania2026 Musto iQFOiL World Championships at the WPNSA Day 3Sport i regaty10 września 202607:09Tarnowski trzynasty przed walką o dziesiątkę. Yoav Omer liderem mistrzostw świata iQFOiL w WeymouthRedakcja · 3 min czytaniaPortret kapitana Andrzeja SikorskiegoHistoria9 września 202622:12Ponad 50 tysięcy mil i 78 lat pod żaglami. Odszedł kapitan Andrzej SikorskiRedakcja · 2 min czytaniaMistrzostwa świata iQFOiL 2026Sport i regaty9 września 202620:19Noah Lyons przejmuje prowadzenie, Steinberg wciąż bez rywalki. Drugi dzień mistrzostw świata iQFOiL w WeymouthRedakcja · 2 min czytaniaGGR 2026Rejsy9 września 202619:41Knox-Johnston pożegnał każdego z osobna, potem zaczęła się Zatoka Biskajska. Golden Globe Race na oceanieRedakcja · 3 min czytaniaVIII Ogólnopolskie Regaty Żeglarskie Policjantów WodnychSport i regaty9 września 202618:04Siedem stopni w skali Beauforta i załogi w wodzie. Regaty o Puchar Komendanta Stołecznego Policji przerwaneRedakcja · 2 min czytaniaZałoga skiffa 49er na Zatoce GdańskiejSport i regaty9 września 202617:42Medaliści mistrzostw świata i Europy na starcie w Gdyni. Otwarte mistrzostwa Polski klas 49er i 49erFX ruszają w czwartekRedakcja · 3 min czytaniaKursanci podczas szkolenia żeglarskiego w SzczecinieRejsy9 września 202617:16Patent jeszcze w tym roku. Centrum Żeglarskie w Szczecinie ma wolne terminy kursów we wrześniu i październikuRedakcja · 1 min czytaniaGdańsk pod Żaglami 2026Turystyka9 września 202617:08Bałtycka fauna, eksperymenty i piracki skarb. Bezpłatne warsztaty Gdańsk pod Żaglami w ten weekendRedakcja · 1 min czytaniaSzczecin sezon 2026Turystyka9 września 202616:03Ponad 450 tysięcy ludzi na Żaglach i 822 jachty w marinie. Szczecin podsumował wodny sezon 2026Redakcja · 2 min czytaniaJachty RS21 podczas regat ligowych w SzczecinieSport i regaty9 września 202615:51Cztery finały w trzy tygodnie na Dąbiu. Polska Liga Żeglarska zamyka sezon w SzczecinieRedakcja · 3 min czytaniaKapitan Krzysztof Baranowski trzyma latającą rybę na pokładzie jachtu METEORRejsy9 września 202600:26Sztorm zagnał go na Rodrigues, masowiec minął o pół mili. Kapitan Baranowski dopłynął na MauritiusOskar Wojciechowski · 8 min czytania