Żeglarze wspominają prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza
Trwają uroczystości pogrzebowe prezydenta Gdańska. Dzisiaj o godz. 17 trumna z ciałem Pawła Adamowicza zostanie przeniesiona z Europejskiego Centrum Solidarności do bazyliki Mariackiej, gdzie jutro, 19 stycznia, o godz. 12 rozpocznie się msza pogrzebowa.
Paweł Adamowicz zmarł w poniedziałek 14 stycznia, na skutek ran zadanych przez nożownika podczas niedzielnego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Był prezydentem Gdańska od 1998 roku. Wiele się w mieście przez te przeszło dwie dekady zmieniło, również w zakresie żeglarskim. Jedną z najważniejszych inwestycji był zakup i remont „Generała Zaruskiego”, żaglowca zamówionego przed wojną z inspiracji Mariusza Zaruskiego dla Ligi Morskiej i Kolonialnej.
– Paweł Adamowicz miał ogromny udział w pozyskaniu i odbudowie „Generała Zaruskiego” – mówi Jerzy Jaszczuk, kapitan żaglowca. – Zaakceptował pomysł, doprowadził do podpisania listu intencyjnego dotyczącego wykorzystywania „Generała Zaruskiego”, pomiędzy mną – prezesem stowarzyszenia Edukacja pod Żaglami, prezydentem Gdańska i prezesem Piotrem Soyką z Remontowa Holding. I projekt udało się zrealizować. Na pewno będziemy przekazywać młodzieży, kim był prezydent Adamowicz i jak duży miał udział w tym, że żaglowiec może pływać.
Choć Paweł Adamowicz sam nie żeglował, bardzo wspierał tę i inne dyscypliny sportu.
– Prezydent interesował się żeglarstwem – wspomina Zbigniew „Gutek” Gutkowski, wybitny żeglarz regatowy. – Namawiałem go, żeby zorganizować w Gdańsku jeden etap Volvo Ocean Race. Mówił, że być może w przyszłości uda się to zrobić. Choć sam żadnego sportu nie uprawiał, kibicował nam wszystkim.
Potwierdza to Grzegorz Mańkucki, prezes i trener Gdańskiego Klubu Żeglarskiego.
– Prezydent dbał o rozwój sportu i klubów różnych dyscyplin, w tym żeglarskich – mówi Grzegorz Mańkucki. – Chciał, żeby Gdański Klub Żeglarski rozwijał się i znalazł swoje miejsce. I z inicjatywy prezydenta prawdopodobnie w tym roku dostaniemy kawałek działki od miasta. Przykro, że go nie ma i nie może patrzeć na dalszy rozwój Gdańska.
Wspierał nie tylko żeglarstwo sportowe, ale też edukację morską gdańszczan. Powierzył to Mateuszowi Kusznierewiczowi.
– Znajomość z Pawłem Adamowiczem była dla mnie zawsze bardzo osobista – nie dosyć, że współpracowaliśmy, to jeszcze udzielał ślubu mnie i Izie na środku Zatoki Gdańskiej – wspomina Mateusz Kusznierewicz. – Prezydent zaprosił mnie też do Gdańska i sprowadziłem się tu z Warszawy. A potem zakasaliśmy rękawy i uruchomiliśmy program edukacji morskiej, nadaliśmy też nowe życie zlotowi żaglowców Baltic Sail. Prezydent był promorski i prożeglarski, odwracał Gdańsk przodem do morza i zrobił dużo dla żeglarstwa w Polsce.
Paweł Adamowicz uważał też żeglarstwo za wizytówkę miasta i doceniał osiągnięcia gdańskich żeglarzy. Dla nich utworzył List Morski, który od 2007 roku przyznawał za sławienie imienia Gdańska w świecie. Jej pierwszym laureatem był Jerzy Wąsowicz, obecny przewodniczący Kapituły tej nagrody.
– Za każdym razem kiedy wracałem z wyprawy, prezydent Paweł Adamowicz czekał i mnie witał – opowiada Jerzy Wąsowicz, który na jachcie „Antica” opłynął świat. – W wielu sprawach mi pomógł. Kilka razy gościł na „Antice”, uczestniczył też w zlotach oldtimerów. Był bardzo pozytywną postacią w moim życiu.
Paweł Adamowicz urodził się 2 listopada 1965 roku w Gdańsku i z miastem tym był związany przez całe życie. Ukończył Szkołę Podstawową nr 50 im. Emilii Plater, a następnie I Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika. Był absolwentem prawa na Uniwersytecie Gdańskim, asystentem w Katedrze Historii Państwa i Prawa Polski oraz prorektorem ds. studenckich.
W okresie nauki w liceum i na studiach był zaangażowany w działalność opozycyjną. W 1990 roku został radnym Gdańska z ramienia Komitetu Obywatelskiego, a w 1998 roku prezydentem Gdańska. Był nim do końca życia.
W niedzielę 13 stycznia około godziny 20, podczas gdańskiego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został kilkukrotnie raniony nożem. Mimo natychmiastowej akcji ratunkowej i kilkunastogodzinnej walki o życie, nie udało się go uratować. Zmarł dzień później.


