< Powrót
6
sierpnia 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Mariusz Bartosik/arch. Waldemara Mieczkowskiego
Mieczkowski

Znani i nieznani: Waldemar Mieczkowski

– Od najmłodszych lat zaczytywałem się w literaturze marynistycznej i przygodowej – mówi Waldemar Mieczkowski, kapitan harcerskiego żaglowca „Zawisza Czarny”. – Kiedy okazało się, że w moim liceum działa harcerska drużyna wodniacka „Błękitna Dziewiątka”, nie było wyjścia – musiałem wstąpić w jej szeregi.

Tak się zaczęła  przygoda z żeglarstwem naszego dzisiejszego rozmówcy. I wciąż trwa, choć wiele lat temu zamieniła się w zawód.

– Jeszcze jako harcerz zdobywałem kolejne stopnie – wspomina Waldemar Mieczkowski. – Jednak decydujący wpływ na podjęcie decyzji o wyborze życiowej drogi miał trzymiesięczny rejs do Kanady na zlot żaglowców. Było to w roku 1984. Po powrocie pracowałem m.in. w szkole żeglarstwa „Perkoz”, w Centrum Wychowania Morskiego, pływałem na „Oceanii” jako drugi oficer, a w 1994 r. wygrałem konkurs na kapitana „Zawiszy Czarnego”.

Dla kpt. Mieczkowskiego praca na „Zawiszy” jest spełnieniem marzeń, a o obowiązkach wynikających z pełnionej funkcji mówi, jak przystało na doświadczonego wilka morskiego, ze spokojem i dystansem.

– Odpowiedzialność za jednostkę i załogę jest taka sama zawsze, na każdym akwenie i na każdym statku. Bez względu na to, czy płyniemy po Atlantyku, czy po jeziorach mazurskich. Za każdym razem do rejsu trzeba się należycie przygotować. Zawsze towarzyszy mi swego rodzaju napięcie, ale nie nazwałbym pracy kapitana jakąś ciężką harówą. Każdy rejs wiąże się z ciężką pracą przeplataną chwilami całkowitego spokoju i relaksu.

Waldemar Mieczkowski dowodzi nie tylko „Zawiszą”. Jest także właścicielem firmy czarterowej, która świadczy usługi na całym świecie, od Karaibów, przez Morze Śródziemne, po Seszele i Tajlandię. W tej roli ma okazję żeglować mniejszymi jednostkami turystycznymi. Wciela się też w rolę instruktora żeglarstwa. Tak było dwa tygodnie temu w Złotej Górze na Kaszubach, gdzie prowadził kurs na żeglarza jachtowego.

Kapitan Mieczkowski ma jeszcze jedną pasję, także związaną z morzem i żeglarstwem. Są nią szanty.

– Zaczęło się od obozów żeglarskich, na których zawsze ktoś miał gitarę i śpiewał szanty przy ognisku – wspomina nasz rozmówca. – Postanowiłem, że też nauczę się grać. 41 lat temu, na miesiąc przez pierwszym Przeglądem Piosenki Żeglarskiej „Kopyść” w Białymstoku, założyliśmy zespół. Zagraliśmy przed publicznością i zdobyliśmy grand prix. Od tej pory graliśmy coraz więcej koncertów, jeździliśmy na przeglądy i festiwale turystyczne. Poznałem mnóstwo świetnych ludzi. A kiedy przeprowadziłem się do Trójmiasta, zostałem zaproszony do legendarnego zespołu Packet. Kolejny zespół, Smugglers, założyłem wspólnie z kolegami z Packetu. Następny skład to Gdańska Formacja Szantowa. Osiem lat temu, razem z Jackiem Jakubowskim, powołaliśmy do życia Chór Zawisza Czarny. To jedyny chór szantowy na świecie, który regularnie co roku płynie w rejs, na dodatek obsadzając niemal wszystkie funkcje na statku.

Do Gdyni Waldemar Mieczkowski trafił w 1986 r. Zaczynał jako kierownik działu wyszkolenia żeglarskiego w CWM ZHP. W siedzibie Centrum zajmował pokój służbowy. Kiedy się ożenił, zamieszkał w Gdańsku, a dziś z żoną i dziećmi mieszka na Kaszubach.

– Cała nasza rodzina żegluje – deklaruje. – Wszyscy, poza najmłodszą córką, mają patenty. Żona jest sternikiem morskim. Często pływamy razem. Czasem jednak musimy się rozdzielić ze względu na obowiązki zawodowe.

Kpt. Waldemar Mieczkowski, fot. archiwum.

Kiedy pytamy kapitana Mieczkowskiego o ulubione akweny, mówi, że lubi pływać wszędzie, ale najważniejsi na morzu są ludzie, z którymi się płynie.

– Rejsy wiążą się z ludźmi – mówi. – Bez względu na to, czy opływasz Horn, czy pływasz na Mazurach, kiedy jest z tobą fajna ekipa, to i rejs będzie udany. Nie mam jakichś ulubionych miejsc, lubię małe porty. Lubię też tropiki, bo wolę rejsy po ciepłych wodach. Nie unikam jednak chłodniejszego klimatu, Spitsbergenu czy norweskich fiordów. Byle z dobrą ekipą!

Kapitan „Zawiszy Czarnego” wie doskonale, gdzie mu się pływa trochę gorzej.

– Nie lubię komercyjnych miejsc, a taka jest Chorwacja – wyjaśnia. – Mam firmę czarterową, więc pływam wszędzie. Jeśli klient chce pływać w Chorwacji, to tam pływam. Ale ten kraj jest drogi i zatłoczony. Kiedy tylko mogę, przekonuję ekipę, że warto wybrać się na Morze Jońskie. Tam jest równie pięknie, pływa się przyjemnie, a ludzie są życzliwsi.

Tegoroczny sezon jest specyficzny. Po pierwszych kilku miesiącach przestoju, żeglarze nadrabiają stracony czas. Dotyczy to także „Zawiszy Czarnego”. Kalendarz kapitana Mieczkowskiego wypełniony jest terminami kolejnych rejsów. Dziś flagowa jednostka ZHP zawinęła do portu w Helu, w drodze powrotnej z Karlskrony. Jutro, w piątek 7 sierpnia, kapitan Mieczkowski poprowadzi jednostkę do Świnoujścia. Na pokładzie będą harcerze z Poznania.

– Stamtąd, z żeglarzami z Wielkopolskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego na pokładzie, wrócimy do Gdyni – mówi kapitan Mieczkowski. – Kolejny rejs po Bałtyku będzie na pokładzie „Gedanii”, a po krótkiej przerwie, we wrześniu wypłynę na „Fryderyku Chopinie” w rejsie z portugalskiego Porto do Porto. W październiku czekają mnie cztery rejsy na „Kapitanie Borchardzie”, a później będę pływał na Karaibach. Rok zakończę rejsem u wybrzeży Wysp Kanaryjskich.

Waldemar Mieczkowski, zapytany o wymarzony rejs i wymarzoną trasę mówi, że nie ma takiego, za to chętnie popłynąłby jeszcze raz po jeziorach amerykańskich.

– Nie mam wielkiej potrzeby odkrywania nowych miejsc, chętnie wracam tam, gdzie już byłem, a to był świetny rejs – wspomina. – Najchętniej teraz popłynąłbym na kilkumiesięczną wyprawę, ale taką, w której załoga nie zmieniałaby się co tydzień czy dwa. Podczas długiego rejsu z jedną załogą zupełnie inaczej układa się życie na statku. Kierunek nie jest istotny.

Waldemar Mieczkowski – ur. 1959 r. w Białymstoku. Wychowanek 9 Białostockiej Drużyny Harcerskiej. Od 1984 r. oficer na „Zawiszy Czarnym”. W latach 1991-93 pływał jako zawodowy marynarz na „Oceanii” na której odbył m.in. rejs na Spitsbergen. W 1994 r. wygrał konkurs na kapitana „Zawiszy Czarnego”, prowadząc go m.in. na Wielkie Jeziora Amerykańskie i do Chicago na Festiwal Dziedzictwa Morskiego. W 1999 r. poprowadził „Zawiszę Czarnego” wokół Przylądka Horn (dwukrotnie), za co otrzymał Nagrodę Honorową „Rejs Roku”. Od 1 listopada 1996 r. do 2002 r. był komendantem Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni. W 1979 r. założył zespół muzyczny. Od tego czasu występuje z różnym zespołami lub indywidualnie na festiwalach i przeglądach piosenki żeglarskiej, zdobywając liczne nagrody i wyróżnienia.

Strona Waldemara Mieczkowskiego

PODZIEL SIĘ OPINIĄ